6 lat życia z Frankensteinem – wywiad z Rafałem Donicą

6 lat życia z Frankensteinem – wywiad z Rafałem Donicą

Witaj Rafale, co słychać w twoim Klubie filmowym? Ile to już lat? Niewiele osób z Warki wie, że jesteś założycielem znanego w Polsce klubu filmowego www.film.org.pl Czy mógłbyś w kilku słowach opowiedzieć jak to się zaczęło?

O kurczę, to już prawie 14 lat… Klub Miłośników Filmu założyłem w sierpniu 1999 roku, wtedy jeszcze pod adresem www.film.warka.pl – ciekawe, czy ktoś z czytelników warka24.pl pamięta te zamierzchłe czasy… Skąd pomysł? Gdy w 1998 roku zaczynałem moją przygodę z Internetem, szukając polskich stron filmowych natrafiałem jedynie na fankluby „Star Treka” czy „Gwiezdnych wojen”. Nie mogłem uwierzyć, że nie ma internetowego klubu zrzeszającego fanów filmu ogólnie pojętego. Stąd wziął się pomysł na skromną stronę, na której poza kilkoma moimi recenzjami i wpadkami filmowymi znalazł się formularz przyjęcia do klubu i kolaż zdjęć filmowych do odgadnięcia tytułów. Z dnia na dzień przybywało ludzi, odsłon, recenzji i innych tekstów, w końcu zaczęto o nas pisać w prasie, aż z biegiem lat doszło do zaproszeń do telewizji (m.in. TVN) gdzie kilkukrotnie opowiadaliśmy o wpadkach filmowych.

Klub Miłośników Filmu (KMF) spośród innych portali do dziś wyróżniają działy tematyczne, takie jak Dir Cut (opisy wersji reżyserskich), Sequele, Anime, Muzyka filmowa, wpadki, 50 prawd objawionych, F/X, remake itd. Na naszym forum zarejestrowanych jest obecnie ponad 1700 osób, profil facebookowy lubi prawie 5000 osób, a strona odnotowuje ponad milion odsłon miesięcznie przy 130 tysiącach unikalnych użytkowników. W 2011 roku strona przeszła gruntowną przebudowę, przesiadając się z archaicznego i pracochłonnego html-a na nowoczesny wordpress. KMF zmierza nieodwracalnie w stronę portalu bardziej społecznościowego niż fanowskiego, są też przymiarki do komercjalizacji. Uważam, że 13 lat istnienia tak dużego niekomercyjnego(!) portalu, który utrzymywaliśmy z dobrowolnych składek, to i tak ogromny i chyba niespotykany sukces. Niestety, większość z nas dawno skończyła studia i podjęła pracę, duża część założyła rodziny. Z biegiem lat, z braku czasu i natłoku innych zajęć, wykruszali się ludzie tworzący trzon tego przedsięwzięcia, stąd konieczność komercjalizacji, aby KMF nie przestał istnieć, a zamiast tego rozpoczął nowe życie. W sierpniu 2012, po 13 latach, zrzekłem się tytułu Redaktora naczelnego, przesiadając się na fotel zastępcy. Wyniknęło to w pewnej części z tego, że cały rok 2012 poświęciłem na korektę oraz bieżące poprawki przy składzie mojej książki „Frankenstein 100 lat w kinie”, co skutecznie odebrało mi czas i siły na poświęcenie ich klubowi.

Czy nadal angażujesz się w codzienne prace nad serwisem www.film.org.pl?

Od czasu do czasu publikuję na stronie w dziale „Celuloidowi fetyszyści” krótkie felietony, ostatnie z nich to „Dredd a sprawa polska” i relacja z Nocy reklamożerców 2012. Biorę też regularnie udział w plebiscytach klubowych, ale mój udział przy tworzeniu strony zmalał z, powiedzmy 70 do 5-10%. Przyznaję jednocześnie, że jestem zadowolony z tego, jak prowadzony jest KMF pod nowym redaktorem naczelnym (pozdrowienia dla Rafała Oświecińskiego) i z nowymi ludźmi na pokładzie – film.org.pl jest w dobrych rękach i szturmem zdobywa nowych czytelników.

Przejdźmy może do głównego motywu naszej rozmowy. Jeszcze w styczniu odbędzie się premiera twojej książki „Frankenstein 100 lat w kinie”. Skąd w ogóle zainteresowanie Frankensteinem, horrorem jako gatunkiem filmu i skąd pomysł na napisanie książki?

Może Cię to zdziwi, ale horror nigdy nie był, ani nie jest moim ulubionym gatunkiem filmowym, wolę science-fiction i sensację. Co więcej, nigdy nie przepadałem za czarno-białymi, trącącymi myszką filmami grozy, z których przecież wywodzi się filmowy Frankenstein. Wolałem bardziej współczesne „Coś” Carpentera, „Egzorcystę” Friedkina, „Dziecko Rosemary” Polańskiego czy horrory młodzieżowe w stylu „Koszmaru z ulicy Wiązów” czy „Krzyku”. Punktem zwrotnym był rok 2005 gdy w Polsce ukazała się tzw. Kolekcja Potworów Universalu, w skład której wchodziły kultowe horrory wytwórni Universal: „Frankenstein” i „Narzeczona Frankensteina”, a także „Syn Frankensteina”, „Frankenstein spotyka człowieka-wilka”, „Duch Frankensteina” i „Dom Frankensteina” (a także: „Dom Drakuli”, „Drakula”, „Człowiek wilk”, „Mumia”,„Potwór z Czarnej Laguny” oraz „Niewidzialny człowiek”). Z lat szczenięcych pamiętałem jak przez mgłę najbardziej charakterystyczne monstrum w wykonaniu Borisa Karloffa z filmu z 1931 roku, ubrane w czarną marynarkę, z innego filmu monstrum odziane w kożuchową kamizelę, a z jeszcze innego pozbawione charakterystycznej grzywki i z poparzeniami na twarzy. W czarno-białych horrorach przewijał się też potwór Frankensteina o zupełnie innych twarzach: w wykonaniu Beli Lugosiego, Lona Chaney Jr. i Glenna Strange’a. Gdy miałem w rękach Kolekcję potworów, zawierającą wszystkie 6 klasycznych filmów o Frankensteinie, postanowiłem stworzyć artykuł na stronę KMF. Chciałem, przede wszystkim dla siebie, usystematyzować wiedzę na temat czarno-białych horrorów z Frankensteinem i źródeł ich powstania, bo do tamtego czasu kojarzyłem wszystko „piąte przez dziesiąte”. Przeczytałem książkę Mary Shelley „Frankenstein, czyli nowoczesny Prometeusz”, na której bazowały i do dziś bazują praktycznie wszystkie ekranizacje, obejrzałem też „Młodego Frankensteina” Mela Brooksa, „Przekleństwo Frankensteina” wytwórni Hammer oraz kilka innych filmów (razem było tego 17 tytułów). Powstało jedno z największych wówczas opracowań na stronie film.org.pl , które spotkało się z ciepłym przyjęciem czytelników. W 2006 roku, gdy pogrzebałem głębiej w sieci, okazało się, że 17 opisanych przeze mnie tytułów to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Wpadłem więc na szalony pomysł. Zdjąłem mój artykuł ze strony i rozpocząłem mozolne prace nad napisaniem książki, w której ostatecznie, w taki bądź inny sposób przewija się około 250 tytułów, z których 90% obejrzałem. Podczas pisania „Frankensteina 100 lat w kinie” monstrum stało się moją bezapelacyjnie ulubioną postacią filmową – inaczej nie poświęciłbym jej sześciu lat życia.

Niezły wyczyn, gratuluję determinacji i poświęcenia. Czy idąc tym tropem planujesz kolejny tego typu projekt, książkę opartą na historii ekranizacji znanej postaci filmowej, czy raczej masz inne plany związane z kinem, filmem. Pytam, bo pamiętając twoje spore zaangażowanie w film.org.pl nie wyobrażam sobie, żebyś nie był aktywny na tym polu.

W mojej książce znajduje się rozdział zatytułowany „Drużyna potworów”, opisuję w nim wszystkie filmy, w których monstrum Frankensteina pojawiło się w towarzystwie hrabiego Drakuli, mumii, człowieka-wilka, niewidzialnego człowieka, potwora z Czarnej Laguny. Gdzieś tam po głowie chodzi mi pomysł napisania książki właśnie o tych pozostałych klasycznych monstrach, które podczas prac nad „Frankensteinem 100 lat w kinie” także polubiłem, ale słabo poznałem. Chciałbym jednocześnie opisać nieco młodsze potwory, jak Predator i Obcy, Freddy Kruger czy Jason z „Piątku 13.”. Książka byłaby oczywiście zatytułowana „Drużyna potworów”, a jej napisanie zajęłoby mi pewnie kolejnych 6 lat. Na razie jednak czekam jak polscy czytelnicy przyjmą „Frankensteina…”. W USA jest to niezwykle żywy, otoczony kultem temat, wokół którego funkcjonuje ogromny przemysł kolekcjonerski. W Polsce trudno o gadżety „frankensteinowskie”, nie było też do tej pory ani książki na jego temat, ani nawet strony mu poświęconej, a wiedza przeciętnego widza ogranicza się do znajomości charakteryzacji Borisa Karloffa, okrzyku „To żyje!” i 2-3 filmów cyklu (potwierdzają to wyniki ankiety zamieszczone w książce). Książką oraz uzupełniającym i kontynuującym jej treść blogiem cinemafrankenstein.blogspot.com wypełniłem chyba wszystkie te luki. Teraz pozostaje czekać na reakcję czytelników.

Miejmy nadzieję, że będą jak najlepsze i zmotywują cię do dalszego pisania. 

Na koniec naszej rozmowy chciałbym jeszcze zapytać, co myślisz o projekcie „kino za rogiem”, który mówiąc w skrócie polega na tworzeniu małych kin, szczególnie w małych miejscowościach, gdzie kino poszło w niepamięć. Pytam pod kątem Warki. Czy myślisz, że w Warce taka idea miałaby rację bytu? Niedawno na łamach portalu warka24.pl wspominałem nasze „Kino Przyjaźń”, pokazałem zdjęcia z nocnych maratonów filmowych, które wspólnie organizowaliśmy. Nie da się zaprzeczyć, że ludzie chętnie przychodzili na pokazy.

Taka inicjatywa ma rację bytu, pod warunkiem, że takie „kino za rogiem” nie będzie próbowało zapewnić wareckiemu widzowi dostępu do nowości kinowych – w takim przypadku 90% chętnych i tak wybierze wizytę w multipleksie, w IMAXie, zamiast czekać na premierę nowości w Warce, na mniejszym ekranie, ze słabym dźwiękiem, w ciasnocie i twardymi krzesełkami. Tak właśnie wspominam seans „Czarnego czwartku” w Dworku, choć nie zaprzeczę, że ów pokaz miał swój klimat. Szansy na powodzenie małych, kameralnych kin upatruję w pokazach filmów tzw. kultowych, w stylu „Martwicy mózgu”, „Rocky Horror Picture Show” czy „Planet Terror”, lub żelaznej klasyki, gdzie nie liczą się warunki w jakich odbywa się pokaz, a ludzie w nim uczestniczący i wspólne przeżywanie filmu. Warto też sprowadzać do takiego lokalnego kina tytuły ambitne, które często nie trafiają do dużych kin, lub w ogóle do dystrybucji w naszym kraju. Pamiętam, że pokazy w Muzeum Pułaskiego, które wspólnie organizowaliśmy, cieszyły się dużym zainteresowaniem widzów – a przecież „graliśmy” tam, poza seansem filmu wieczoru połączonego z analizą efektów specjalnych, głównie kino azjatyckie.

Wspomniałeś o wareckim kinie „Przyjaźń”, przypomniały mi się czasy, gdy organizowaliśmy w nim maratony filmowe („Fight Club”, „Memento”, „Requiem dla snu”, „Matrixy”) – kapitalne filmy, świetne wspomnienia. Teraz kino „Przyjaźń” można zobaczyć już tylko na fotografii w nostalgicznym albumie zatytułowanym „Tu było kino”.

Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę udanej premiery książki „Frankenstein 100 lat w kinie”.

Nie dziękuję i zachęcam do kupna mojej książki. Premiera 25 stycznia, a już dziś można ją zamówić taniej w przedsprzedaży na stronie wydawcy: www.yohei.com.pl

 

DO WYGRANIA KSIĄŻKA RAFAŁA DONICY „Frankenstein 100 lat w kinie”

Pierwsza osoba, która odpowie na pytanie: Jak miał na imię pies głównego bohatera z granego obecnie w kinach filmu „Frankenweenie”, otrzyma książkę „Frankenstein 100 lat w kinie” (wysyłka nagrody po 25 stycznia). Odpowiedzi prosimy wysyłać na kontakt@warka24.pl

Rafał Donica

← Spektakl Andropauza - "Męska rzecz", czyli gwiazdy na scenie i dużo śmiechu Hobbit w grójeckim kinie →

Dodaj komentarz