Zaczytaj się w nowym Kurierze

Zaczytaj się w nowym Kurierze

Już jest nowy numer Kuriera Wareckiego… Zachęcamy do czytania na stronie www.kurierwarecki.pl lub do sięgnięcia po warecki miesięcznik w kilkudziesięciu miejscach dystrybucyjnych (m.in. Dworek na Długiej, Urząd, ZUK…).

Za oknem śnieg, mróz i luty. Mróz, z gatunku tych swojskich i solidnych, wytrwale stoi na straży zimy. Oczywiście, pałamy gorącym uczuciem do nart, kuligów, białych bezkresów i całego zimowego szaleństwa, ale raz po raz, tęsknym wzrokiem omiatamy kalendarz. Mamy prawo przypuszczać, że ta zima musi kiedyś minąć i chociaż nic na to nie wskazuje, niezauważalnie zmierzamy w kierunku maja.

                Redakcja Kuriera także odczuwa silną potrzebę transfuzji zielonej krwi, bo wszyscy łakniemy chlorofilu świeżej trawy. Tęsknimy zwłaszcza za zielenią szczawiu. A tu jak na złość ciągle luty. Jest na takie marzenie tylko jeden sposób. Czekając na wiosnę trzeba wziąć ostro sprawy we własne ręce i samemu zostać szczawiem, szczawikiem.

                Jeżeli jesteś Czytelniku zaskoczony taką niecodzienną propozycją, spieszymy z wyjaśnieniami. Nie mamy tu na myśli wykonania karnawałowego kostiumu z zielonej bibuły, bo jeżeli nie jesteś w wieku przedszkolnym, pomysł może okazać się zupełnie nietrafiony i nieco ryzykowny. O co zatem chodzi z tym szczawiem? Warto nim zostać, bo to bardzo wdzięczna rola. Trzeba się pozbyć bezpiecznej pozycji eksperta i odkryć dla siebie niezbadane tereny do eksploracji. Jest w tym ogromna porcja świeżości i przekonanie, że skoro robi się coś po raz pierwszy, to jest robione po raz pierwszy we wszechświecie. Że nikt przed nami, że tylko my, jakbyśmy byli pionierami, kreatorami i prawdziwymi odkrywcami. Dużo w tym racji, wkraczając na nieznany ląd, mamy szansę odkryć swoją własną Amerykę.

                Dodatkowo, bycie debiutantem pozostawia spory margines tolerancji dla Twoich drobnych błędów i potknięć. I nagle nie musisz być bezbłędnym ekspertem, od którego oczekuje się nieomylności. Jaka to ulga. Szczawiowe zazielenienie może przyjść znienacka. Nasza redakcyjna koleżanka, osoba stateczna, o gustach ugruntowanych życiowym doświadczeniem, ku swojemu i naszemu zdziwieniu została fanką hip-hopu. Szok i niedowierzanie. Po przypadkowym wysłuchaniu w radio jednego kawałka, zapragnęła całej płyty. Płyty, której słucha do znudzenia. Jedynym wytłumaczeniem częstotliwości odtworzeń morze być jedynie zamiar pobicia jakiegoś muzycznego rekordu.
I nagle wszyscy w redakcji poczuliśmy przypływ świeżości.

                Prawdziwy powiew wiosny i nieoczekiwanego zazielenienia
w powietrzu. Tekst dowcipny, inteligentny, autoironiczny. Obszar muzyczny, który zupełnie bezpodstawnie, sami zarezerwowaliśmy wyłącznie dla młodszej młodzieży. I przez tyle lat trwaliśmy w takim ograniczającym przekonaniu. Aż się dziwimy, że do tej pory nie znaliśmy,
i że dopiero teraz. Nagle koleżanka-szczawik, do niedawna hip-hopowy dyletant, została ekspertem od zimowego zazieleniania nieodkrytych w nas lądów. Prawda stara jak świat mówi, że najbardziej lubimy to, co najlepiej znamy i dlatego boimy się wychylić z bezpiecznego grajdołka utartych schematów i przyzwyczajeń. Niestety.

                Tłumaczymy sobie, że nowe może okazać się trudne, niewygodne, a może nawet niebezpieczne. Strach jest, ale sensu w tym niewiele. Wymówki można mnożyć, ale nie warto, bo pozbawiamy się przyjemnego dreszczyku „pierwszego razu”.

                Drogi Czytelniku, nie warto szukać usprawiedliwień, że mąż, że praca, że za dużo, że za mało, że nie teraz i że gdybym miał 20 lat mniej… A z głośnika płynie nietrudzenie taki oto tekst Łony i Webera:

„gdzie tak pięknie potrafią przypuszczać ?

Gdzie takie dzikie tłumy drogą fantazji szłyby?

Cały mój kraj zamknięty w gdyby(…)”

                I to jest właśnie taka gdyby-wymówka, która paraliżuje przed postawieniem kroku na przód. Nie ma nic bardziej nieproduktywnego niż gdybanie.

                Drogi Czytelniku, porzuć to paraliżujące słowo i bez żadnego „gdyby” zatop się w lekturze Kuriera Wareckiego, a w nim zaproszenia dla małych i dużych: ferie w Dworku, Muzeum, Centrum Sportu i Bibliotece, zapowiedź koncertu Michała Bajora, musicalowe zakończenie karnawału w amerykańskim stylu, jabłko na Szlaku Karpia, urodziny Kazimierza Pułaskiego, wspomnienie o Stanisławie Marcinowskim i obszerne relacje z obchodów dnia Babci i Dziadka.

                A poza tym, cały czas grajmy w zielone. Warto.

Redakcja Kuriera Wareckiego

Kolejny numer Kuriera już 23 marca.

 

Udostępnij:
← Warsztaty ślubne w Warce Teatr lalek w muzeum →

Dodaj komentarz