Miłość od pierszego okrążenia

Miłość od pierszego okrążenia

Jest uczniem piątej klasy Publicznej Szkoły Podstawowej w Konarach. Zwyczajny, skromny, nieśmiały chłopak. Niepozorna sylwetka, zielona bluza, dżinsowe spodnie i sportowe buty. Krótko obcięte jasne włosy z długą grzywką, którą odrzuca z czoła szybkim ruchem głowy. Siedzi sobie na krzesełku pod tablicą. Wiosenne słońce delikatnie zagląda przez okna. Godzina wychowawcza. Patryk Donica będzie odpowiadał na pytania kolegów zaciekawionych jego pasją. Nie jest to tajemnicą, że pod tablicą siedzi pasjonat motoryzacji

Jak wspominasz początek swojej motoryzacyjnej pasji?

Zaczęło się od momentu, kiedy nauczyłem się czytać. Rodzice kupowali mi powszechnie znane tygodniki motoryzacyjne ,,Auto Świat” i ,, Motor”. Pewnego dnia tata po powrocie z pracy oświadczył, że zabiera mnie w ciekawe miejsce.   Z wypiekami na twarzy dojechałem do Szymanowa koło Baniochy. Zobaczyłem prawdziwy tor kartingowy. Miałem wtedy 7 lat. Oczywiście pragnąłem się przejechać. Pierwszy mój gokart jeździł bardzo wolno, mimo to we mnie adrenalina mieszała się ze strachem. Pamiętam zapisy do szkółki, pierwsze moje protesty, gdy trener zwracał uwagę. Oczywiście denerwowałem się, bo najczęściej dojeżdżałem do mety na ostatnich pozycjach. No cóż, każde dziecko chciałoby być od razu Robertem Kubicą. Ale potem z treningu na trening było coraz lepiej. Nabrałem pokory i dystansu. I wtedy dotarła do nas wiadomość o bankructwie toru. Myślałem, że to koniec.

To miałeś pecha!

Pecha, a jednocześnie szczęście, ponieważ mój trener szukał wyjścia z tej sytuacji, znalazłem się na torze Xdrive Karting w Warszawie.

Do tej pory tam trenujesz?

Skądże znowu! Nastąpiła kolejna zmiana toru na F1Karting. W zasadzie jest w czym wybierać. W Polsce działa obecnie ponad 100 torów.

A kiedy zacząłeś brać udział w zawodach?

Było to rok temu. Chodziłem wtedy do czwartej klasy. Przygotowując się do zawodów, wybrałem się wraz z rodzicami i kolegami z zespołu do Suwałk na tor wyczynowy. Tam pierwszy raz jeździłem profesjonalnym szybkim gokartem i wtedy właśnie zdecydowałem wspólnie z trenerem i rodzicami, że wystartuję w najbliższych zawodach w Zielonej Górze. Oczywiście najpierw musiałem zdać egzamin i uzyskać licencję kartingową. Niestety w dzień zawodów było deszczowo, a warunki na torze fatalne. Od razu zostałem rzucony na głęboką wodę i to dosłownie. W kolejnych zawodach w Bydgoszczy w pierwszym wyścigu zająłem bardzo dobre 9 miejsce, ale w drugim zderzyłem się ze swoim kolegą Sebastianem. Była więc radość pomieszana ze smutkiem.

Ale ten sport jest niebezpieczny! Odniosłeś jakieś obrażenia?

Na szczęście zakończyło się na delikatnych stłuczeniach, ale muszę Wam powiedzieć, że uprawianie tego sportu wiąże się z pewnym niebezpieczeństwem. Szczególnie boleśnie tego doświadczyłem na treningu w Radomiu. Dachowałem i noga ugrzęzła mi między pedałami. Siedziałem tak głową w dół czując wyciekające paliwo oraz słysząc krzyk kolegi wzywającego pomocy i próbującego zdjąć ze mnie gokarta. Na szczęście i tym razem obrażenia były niewielkie. Zawsze mam założony homologowany kombinezon oraz tzw. kołnierz i ochraniacze, żeby nie wybić barku i nie połamać żeber. Niestety mój  gokart nie miał tyle szczęścia i uległ całkowitemu zniszczeniu.

I nie uprzedziłeś się wtedy do tego sportu?

Nie, wprost przeciwnie, było to kolejne doświadczenie na drodze do doskonałości w kierowaniu gokartem. Przeanalizowałem swoje błędy i postaram się już ich nie popełniać. Nastąpiła zmiana gokarta na nowy
i jak to się mówi między nami kartingowcami – niestety nie mogłem się w niego wczuć. Kolejne zawody poszły słabo, choć nastąpiło coś nieoczekiwanego, co całej tej beczce soli dodało łyżkę dziegciu. Otóż zwycięzca zawodów miał prawo wylosować jednego uczestnika, któremu sponsorzy ufundowali nowe opony. I wylosował właśnie mnie! Radości nie było końca. Wracałem do domu bardzo zadowolony. A potem ścigałem się w Toruniu, gdzie zająłem piątą lokatę,  co jest dużym osiągnięciem, z uwagi na rangę zawodów. Był to prestiżowy PUCHAR ROTAX CHALLENGE POLAND.

A  trenujesz w Słomczynie? Przecież został uruchomiony AUTODROM.

Zgadza się, już tam jeździłem kilkakrotnie. Cieszę się, że będę mógł tutaj ćwiczyć. To duża oszczędność czasu, który traciliśmy na dojazdy na profesjonalne tory rozsiane po całej Polsce. Tym bardziej, że widzę światełko w tunelu. Założyliśmy teraz swój sześcioosobowy TEAM, dla którego wspólnie z tatą wymyśliliśmy nazwę – Smart Racing Team. Zdobyliśmy sponsorów i od wiosny ruszamy na podbój torów w nowych kombinezonach.

Patryku, powiedz mi, co tak pociągającego jest w tym kręceniu kierownicą i wciskaniu pedału w podłogę?

(Wzruszenie ramionami)  Hmmm… Mnie po prostu serce mocniej bije, kiedy słyszę silnik. Jest to chyba taka miłość od pierwszego okrążenia. Poza tym poznałem wielu kolegów. Moi rodzice zaprzyjaźnili się z ich rodzicami. Tworzymy jedną wielką rodzinę.

Podziwiam twoją pasję. Mówisz o niej z błyskiem w oku.

Wy też macie swoje zainteresowania. Zbieracie różne przedmioty, gracie w szachy. A ja chcę się ścigać i kiedyś jeździć w Formule1. Takie są moje marzenia. Rodzice mnie wspierają i kibicują. Mama bardzo przeżywa każde zawody, a tata pobłażliwym uśmiechem traktuje moje marzenia o Formule1. Natomiast zawsze mi powtarza, że nabyte dziś umiejętności z pewnością przełożą się na bezpieczną jazdę samochodem w przyszłości. Ja mam oczywiście większe aspiracje, ale jestem wdzięczny rodzicom, że rozumieją moją pasję i poświęcają się, bym mógł ją realizować.

To niesamowite, że będąc najlepszym uczniem w klasie masz jeszcze czas na treningi. Życzymy Ci sukcesów w rozpoczynającym się sezonie.

Nie dziękuję.

Udostępnij:
← Rozpoczęcie Sezonu BMW Fanatical Team w Warce Głosujemy na naszych! →

Dodaj komentarz