Jest lipcowy „Kurier Warecki”…

Jest lipcowy „Kurier Warecki”…

Jest już nowy, lipcowy numer Kuriera Wareckiego… Zachęcamy do czytania na stronie www.kurierwarecki.pl lub do sięgnięcia po warecki miesięcznik w kilkudziesięciu miejscach dystrybucyjnych (m.in. Dworek na Długiej, Urząd, ZUK…).

Rozgorzał właśnie odwieczny spór, czy szklanka jest do połowy pusta czy w połowie pełna. Faktycznie, jesteśmy na półmetku wakacji, ale wrodzony optymizm każe nam głośno i donośnie powiedzieć wszystkim niedowiarkom, że przed nami jeszcze calusieńki sierpień. I co z tego? być może zapytasz Szanowny Czytelniku i dodasz, że wojaże już były, spacery po molo zaliczone, a zdjęcia na tle piramid odpoczywają w albumie, a teraz tylko znój, trud i fabryka. Niby racja, ale…

Od wielu lat krążę wokół idei-marzenia, żeby spędzić urlop w Warszawie. Niektórym taki pomysł wydaje się absurdalny, wielu traktuje to jako żart, a jeszcze inni jak niegroźne wariactwo albo chwilową fanaberię. Nic bardziej mylnego. Pomysł jest zupełnie serio, tylko ciągle czeka na dobry moment. „Subiektywny przewodnik w zwolnionym tempie po ważnych i mniej znanych atrakcjach Warszawy” kupiony za 9,99 w sklepie z uśmiechniętym owadem czeka na swoją turystyczną premierę. Jaki morał z tej krótkiej historii? Jest i to nie jeden, a dwa. Po pierwsze, wielu z nas wiecznie przesiaduje w poczekalni życia. Ciągle z czymś zwlekamy, coś odkładamy na lepszy moment. Z podróżami jest podobnie, a przecież urlop w Warszawie jest genialnym pomysłem. Zastanówmy się, zwiedzamy Paryż, Rzym i Mediolan a stolicy dużego, bądź co bądź, środkowoeuropejskiego kraju nie znamy wcale. Nic, a nic. Mamy ją tuż obok, a oglądamy najczęściej zza szyb samochodu, wpadając do stolicy tylko po to, aby załatwić kilka pilnych spraw i zrobić szybkie zakupy (użycie przymiotnika szybkie nie jest przypadkowe, ponieważ na długie chodzenie po sklepach już od dawna nie mamy czasu). Przyznaj się szczerze Czytelniku, sam przed sobą, czy jechałeś nową linią metra, czy kiedykolwiek pływałeś po Wiśle albo kiedy ostatnio zwiedzałeś Zamek Królewski. Zwiedzanie Zamku w szkole podstawowej podczas obowiązkowej wycieczki się nie liczy, ponieważ było to 100 lat temu i ważniejsza była wtedy oranżada z saturatora.

Nie czekając na odpowiedź przechodzę sprawnie do kolejnego spostrzeżenia wynikającego z marzeń o warszawskich wojażach. Otóż wyjazd taki ma same zalety. Mikrowyprawa jest tania, szybka i nie wymaga ogromnej ilości czasu, co ważne zwłaszcza w przypadku kiedy dwutygodniowe wczasowanie już zaliczone. Nie potrzebujesz specjalnego wyposażenia ani profesjonalnego sprzętu,  ani 14 dni urlopu, nie musisz być super wysportowany, ani posiadać ekstra umiejętności. Mikrowyprawy są dla wszystkich: dla miłośników kanap i tych, co wiecznie gdzieś gnają, dla wyczynowców i ludzi, którzy nawet do spożywczego jeżdżą samochodem.

Oczywiście, możesz żyć od urlopu do urlopu i tęsknie patrzeć w kalendarz, ale możesz też zaplanować jedną małą, maluteńką wyprawę w tygodniu – wyruszyć po pracy, albo w weekend, poczuć zew przygody i wrócić odmieniony. Wrócić z przewietrzoną głową, z dobrym humorem, z poczuciem fajnie spędzonego czasu. Potrzebujemy tego naprawdę znacznie częściej niż tylko 2 razy w roku! Co więcej, aby przeżyć niezwykłą przygodę nie musisz jechać do Australii ani wspinać się na Kilimandżaro.

Wystarczy, że ruszysz się z domu. Nasze miasto wprost tętni od wakacyjnych możliwości letniej przygody; Skrzynka Kontaktowa zaprasza dużych i małych na warsztaty i koncerty, Gminne Instytucje na wakacyjne zajęcia z jabłkiem w tle, a Muzeum im. Kazimierza Pułaskiego na niezwykłą wystawę rzeźb Mistrza Pityńskiego. Możesz spróbować swoich sił jako konstruktor i popłynąć na nie byle jakim „byleczym” albo potańczyć na dechach na festynie w Bończy. Przygoda jest absolutnie wszędzie, pod miastem, w mieście, w lesie, na wsi, nad rzeką, w Warce.

Redakcja „Kuriera Wareckiego”

Udostępnij:
← Zapraszamy na Charytatywny Amatorski Turniej Piłki Nożnej U STUDNI... finał "SpłyWarki" z jednym z najlepszych zespołów gatunku →

Dodaj komentarz