Patroni wareckich ulic 10… Władysław Matlakowski

Instytucje, Kultura, Wiadomości 11 sierpnia 2017
Patroni wareckich ulic 10… Władysław Matlakowski

W połowie poprzedniego roku rozpoczęliśmy za „Kurierem Wareckim” prezentację na łamach warka24.pl patronów naszych ulic, którzy są jednocześnie rodowitymi warecczanami. Po Aleksandrze Gajewskim (kliknij), Józefie Manczarskim (kliknij), Zygmuncie Ledóchowskim (kliknij), Wiktorze Krawczyku (kliknij), Feliksie Nowakowskim (kliknij), Braciach Lubert (kliknij), Stanisławie Marcinowskim (kliknij), Aleksandrze Lewandowskiej (kliknij), Adamie Jarzębskim (kliknij) czas na Władysława Matlakowskiego, którego imię nosi jedna z ulic na wareckim osiedlu Winiary.

Władysław Matlakowski (1850 – 1895), chirurg, hamletolog i folklorysta

„Niezrównany wśród nas czło­wiek” – tak w „Dziejach grzechu” na­zwał Żeromski, Władysława Matla­kowskiego”

Władysław Matlakowski uro­dził się 19.IX.1850 r. jako syn rolnika, właściciela półtora – włókowego go­spodarstwa nad Pilicą w Warce (ak­tualnie dzielnica Bielany, za torami kolejowymi, mieszka w tym samym miejscu najbliższa rodzina).

W 1864 r. Matlakowski wstę­puje do polskiego jeszcze wówczas gimnazjum na placu Trzech Krzyży w Warszawie, o wysokim poziomie nauczania; kończy je chlubnie w 1870 r. już w okresie rusyfikacji, w tymże roku zapisuje się na Wydział Lekarski Uniwersytetu Warszawskiego. Koń­cząc studia w 1875 roku ze złotym medalem.

W latach 1876 – 1882 miano­wany pierwszym asystentem przy prof. Aleksandrze Kosińskim.

Pracę swą nadzwyczaj ciężką, opisuje później w liście do narze­czonej, kończącym się słowami: „ani nikomu przez głowę nie przyjdzie, ile życia mego, ile duszy mojej cia­ła mego zostawiłem, roztrwoniłem w tym szpitalu. Ach życie ludzkie jest ofiarą: wypala się, jak lampa drga, gaśnie i nawet nie zostawia śladu w przestworzu. Jest ono zarówno ofiarą, czy kończy się od kuli, czy przy wydaniu na świat dzieciny, czy tak podle pali się jak kaganek.”

Matlakowski niewątpliwie miał tu na myśli niepokojące objawy w sta­nie swego zdrowia, jak gdyby prze­czuwając już wówczas swoje przezna­czenie. W ten tylko sposób można sobie wytłumaczyć rozgoryczenie tak niezgodne z właściwą mu pogodą i radością życia.

Prof. Kosiński polecił Matla­kowskiego swemu pacjentowi Felik­sowi Szostakowskiemu, marszałkowi szlachty powiatu taraszczańskiego. Latem 1880 r. Matlakowski wyjechał do jego majątku na Ukrainie, Bucha­jówki. Między starym marszałkiem, a młodym lekarzem nawiązuję się tak serdeczne stosunki, że w latach następnych, aż do śmierci marszałka letnie wakacje Matlakowski spędza w Buchajówce.

W 1882 r. Matlakowski zosta­je ordynatorem oddziału kobiecego, a następnie naczelnym ordynatorem oddziału chirurgicznego szpitala Dzieciątka Jezus. Na tym samym stanowisku trwa aż do wycofania się z praktyki lekarskiej: te dziewięć lat jest okresem jego najintensywniejszej pracy dla nauki i lecznictwa praktycz­nego.

Zajęcie tak poważnego stano­wiska i rosnące powodzenie material­ne pozwalają mu pomyśleć o założe­niu własnej rodziny. W 1885 żeni się z Julią Zaborowską, córką Stanisława Grzymały-Zaborowskiego, właścicie­la majątku Zbijewo na Kujawach. Po ślubie młoda para wyjeżdża do An­glii. W osobie swojej żony znajduje najlepszą towarzyszkę życia, a później opiekunkę w chorobie, oraz najlepszą matkę dwojga dzieci.

Po ślubie młoda para wyjeżdża do Anglii. Matlakowski niezmordo­wanie pogłębia swą wiedzę i dosko­nali się jako chirurg, zwiedzając kli­niki, słuchając wykładów specjalistów i pracując pod kierunkiem sławnego chirurga Listera.

Wielbił sztukę we wszystkich jej przejawach: teatr, muzykę, litera­turę piękną, malarstwo, rzeźbę i ar­chitekturę.

Po powrocie do Warszawy, Matlakowski zdaje sprawę ze swo­ich studiów Londyńskich w długim odczycie w Towarzystwie Lekarskim i zabiera się z zapałem do wcielania w życie swych zdobyczy z dziedziny chirurgii.

Główną jego zasługą było stwo­rzenie wzorowej kliniki, w której za­stosował nowoczesną aseptykę.

Jako lekarz łączył w sobie wie­dzę, sumienność i jak najbardziej ludzki stosunek do chorego.

Jak wysokie stawiał wymagania w zawodzie lekarskim świadczy jego powiedzenie: „Kto bez powołania zostaje księdzem lub lekarzem ten popełnia przestępstwo.” Powszechnie znana była jego bezinteresowność.

W 1883 r. spędza wczasy w Szmeksie, gdzie po raz pierwszy widzi Tatry, tym razem od strony węgierskiej. Podhale poznaje do­piero w 1886 r. kiedy za poradą dla Tytusa Chałubińskiego, wraz z żoną i synkiem (ur. 19.II.1886 r.) wyjeżdża do Zakopanego, równocześnie z dru­gim entuzjastą Podhala, Stanisławem Witkiewiczem. Wybitne pogorszenie następuje w 1889 r. kiedy pracą nad siły stara się zagłuszyć ból po stracie ukochanego młodszego synka (ur. 19.II.1888 – 23.III.1889). Pomimo ponownych wyjazdów do Zakopa­nego i na południe ostatnia próba podjęcia pracy wiosną 1891 r. kończy się niepowodzeniem i stan zdrowia zmusza go do wycofania się z prakty­ki lekarskiej.

W lipcu 1891 r. Matlakow­ski opuszcza na zawsze Warszawę i udaje się najpierw do majątku te­ścia, a stamtąd w październiku do Zakopanego wraz z rodziną, która w czerwcu powiększa się przz urodzi­ny upragnionej córeczki Katarzyny – Zofii (26.V.1891).

Skazany na bezczynność jako lekarz, z całą pasją zabiera się do studiów nad Szekspirem i przygoto­waniem materiału do dzieła o sztuce ludowej Podhala. Już za poprzednim pobytem w Zakopanem zgromadził szereg tablic, które Akademia Umie­jętności wydała w 1892 r. „Budownic­two ludowe na Podhalu”. Odtąd jego życie schodzi w Zakopanem i Zbije­wie, które były mu jednakowo drogie.

Matlakowski rozmiłował się w Podhalu zarówno dla piękna gór jak i dla jego polskości, dla ludu uro­dziwego, pełnego poczucia godności i niezależnego, nie zaznał tu bowiem pańszczyzny takiej, jak w innych stronach kraju. Ludu który zachował swoją odrębną gwarę o staropolskim brzmieniem i swój odrębny strój.

Cały swój zapał i pozosta­łe jeszcze siły wkłada Matlakowski w pracę nad swym dziełem „Zdo­bienie i sprzęt ludu polskiego na Podhalu”, utrwalając w nim zabez­pieczając od zagłady bogaty dorobek oryginalnej góralskiej sztuki ludowej. W większości sprzętu dostarczyły zbory, ale resztę trzeba było zdoby­wać z największymi trudnościami, ściągając je z zapadłych kątów wśród mroźnej zimy i śniegu, co było dzie­łem pełnej poświęcenia żony.

W grudniu przeszedł szereg silnych krwotoków, które chwilowo przerwały pracę. Zostałem bez duszy i umierając, patrzyłem na te tablice – bez tekstu!

Matlakowski nie doczekał się wydania swego dzieła: ukazało się no w 1901 roku, po jego śmierci.

Drugim kapitalnym dzie­łem Matlakowskiego jest studium o Hamlecie (1895). Książka składa się z przekładu, równoległego do oryginału angielskiego i ze „wstępu” liczącego 417 stron drobnego druku.

Pierwszy otrzymany na ty­dzień przed śmiercią egzemplarz „Hamleta”, ofiarował z taką dedy­kacją swojej żonie (fragment): „We wszystkich ważnych momentach: czy w niebezpiecznych chwilach operacji, czy w chwili triumfu, czy w czasie oderwanego myślenia, czy rozko­szowania się przyrodą, stawała mi zawsze Twoja postać, jasna, prosta, pogodna, piękna, która tak się zla­ła z moim życiem, że nic dziwnego, iż dzieło, w którym zawarłem wiele drogich mi myśli – Tobie przypisu­ję. Przyjm – najdroższa na pamiątkę i chowaj – Twój Władysław – Zbije­wo 19.VI.1895”.

Po dłuższym pobycie w Za­kopanem od jesieni 1891 do wiosny 1893, oraz lecie spędzonym na wsi stan zdrowia Matlakowskiego popra­wił się na tyle, że zaistniała nadzieja wyzdrowienia. Pełen otuchy, jesienią tego roku powraca raz jeszcze do Zakopanego, by poprawę tę utrwalić, mając zamiar na stałe osiąść na wsi i zająć się gospodarstwem. Stało się jednak inaczej.

Zima tego roku była wyjątkowo surowa, na drogach powstały zaspy nie do przebycia, a Matlakowski – za­wsze ten sam, wierny swoim zasadom – nie umiał odmówić pomocy tym, którzy jej potrzebują i niosąc ją bez­interesownie, pada ofiarą szlachetnie pojętego, lecz za daleko idącego po­czucia obowiązku. Codziennie jeździ robić opatrunki Bronisławowi Dem­bowskiemu, operowaniem na pro­mienicę, którego stan i tak jest bezna­dziejny.

Nie dość tego: popełnia szaleń­stwo – pomimo rozpaczliwego sprze­ciwu żony ulega błaganiom Wła­dysława hr Zamojskiemu i udaje się z nim do Kuźnia, gdzie poważnemu wypadkowi z rozbieganymi końmi ulega jego matka i siostra, oraz to­warzysząca im Angrelke. W asyście lekarza klimatycznego dokonuje zło­żenia kilku skomplikowanych złamań i poważnej trepanacji czaszki genera­łowej Zamojskiej. Pomijając już zmę­czenie, operacja w warunkach nieod­powiednich, narzędziami klimatyki i po kilkuletniej przerwie była silnym wstrząsem dla jego nerwów. Wraca­jąc w nocy, zmęczony, spocony, zmu­szony wysiadać z sanek, by przebrać zaspy śnieżne – zaziębia się. Nastę­puje gwałtowne pogorszenie i szereg krwotoków, które zdecydowały o jego losie. W kwietniu 1894 r. Matlakow­scy żegnani przez zacną panią Wit­kiewiczową, wyjeżdżają Zakopanego.

„Każdy miał uczucie, że to ostatni wyjazd i ostatnie pożegna­nie i dlatego ta chwila miała jakąś powagę i uroczystość pogrzebu. Po drodze do Chabówki często wychylał się z powozu i z oczami pełnymi łez oglądał się na góry, których widokiem nasycić się nie mógł do woli” (słowa żony Julii Matlakowskiej).

W Zbijewie lato i następna zima schodzi Matlakowskiemu na wykańczaniu „zdobienia” i zbieraniu materiałów do ornitologii ptaków krajowych, którą zamierzał napisać dla dzieci.

Śmierć teścia Zaborowskiego (22.V.1895) którą bardzo odczuł, po­garsza stan jego zdrowia.

W miesiąc potem widocznie zbliża się do kresu swej ziemskiej wędrówki. W ostatnich chwilach nie chce nawet widywać ukochanej có­reczki, obawiając się, że może mu nie starczyć hartu, potrzebnego w obliczu śmierci .

Umiera w szczęśliwych niegdyś dzień jej urodzin – 26 czerwca 1895 roku, wieku zaledwie 45 lat.

Pogrzeb odbył się zgodnie z wolą zmarłego bez wszelkiej pomp, koledzy wynieśli na swoich barkach prostą obitą kirem, aż do figury św. Barbary, na granicy majątku, po czym na wozie przykrytym kilimem odwie­ziono ją do Chodcza, gdzie spoczął w grobie rodzinnym na cmentarzu malowniczo położonym na wyso­kim brzegu jeziora. Liczne delegacje z Warszawy, Poznania i Lwowa, sąsie­dzi i tłumy okolicznych włości odpro­wadziły Matlakowskiego na miejsce wiecznego spoczynku.

Tak zgasł przedwcześnie no­woczesny rycerz bez skazy, człowiek o wielkim sercu i umyśle, o najwyż­szej wartości moralnej, który wyzna­czał zasadę ewangelii: „a mowa wasza niechaj będzie – tak, tak, – nie, nie”, którego czyny zgadzały się ze sło­wami, a pobudki ich były czyste jak kryształ.

Tadeusz Kulawik

Bibliografia:

  1. Dzieje Warki 1321 – 1971” Studia i materiały. Praca zbiorowa, 1975. Wy­dana przez Mazowiecki Ośrodek Badań Naukowych, nr 2. Publikacja została wydana z funduszów: Urzędu Powiatowe­go w Grójcu, Urzędu Miejskiego w Warce i Towarzystwa Miłośników Miasta Warki. Artykuł – Wspomnienie syna W.M. – Wła­dysława Kiejstuta Matlakowskiego
  2. Tygodnik „Stolica” nr 8 (1316) W-wa, 25.II.1973 r.
  3. Inne publikacje w posiadaniu T.K.

← Wielka TĘCZA nad Warką Warsztaty florystyczne →

O Autorze

Redakcja Warka24.pl - Naszą redakcję tworzą mieszkańcy Warki, instytucje oraz organizacje. Jeśli interesujesz się naszym miastem, lubisz pisać artykuły, śledzisz na bieżąco wyniki sportowe bądź uczestniczysz w kulturalnym życiu miasta to zapraszamy Cię do współpracy z portalem. Dołącz do naszego grona!

Dodaj komentarz