0.3 C
Warka
sobota, 10 grudnia, 2022
Więcej
    Strona głównaSportBieganieRekordzista Warki w maratonie! - Oto Gos... Andrzej Gos

    Rekordzista Warki w maratonie! – Oto Gos… Andrzej Gos

    Są piękni ludzie na świecie. I nie poznasz ich tylko po cudnej „szacie”,  a więc samych sukcesach,   jakie odnoszą, po owacjach i z wywiadów, jakich udzielają, ale także po ich dzieciach… Bo to one często są ich autentycznym przedłużeniem, a co ważniejsze, świadectwem naszej pracy, ambicji i inwencji. I te dzieci właśnie zwracają uwagę na szczególną historię danych rodzin. Całych niekiedy rodzin.

    Andrzeja Gosa chyba większość wareckich biegaczy zna, ale na pewno jego osobliwa historia prosi się o przybliżenie i dłuższą refleksję. Ja osobiście zwróciłam na nią uwagę dopiero wtedy, gdy usłyszałam, że ten niepozorny człowieczek, znany mi jako ojciec sławnego młodego, świetnie rokującego biegacza „ Gosika”, sam przebiegł jakiś czas temu dwa maratony i – co imponujące- jeden z nich z takim wynikiem, jakiego nie osiągnął jeszcze żaden biegacz z Warki! Otóż Andrzej Gos pokonał „królewski dystans” w 2 godziny, 47 minut i 23 sekundy!!! Było to 27 czerwca 1993 roku, a więc w upalne lato, podczas II Maratonu Ekologicznego w Lęborku, a zawodnik ów miał wtedy 29 lat. W pół roku później zdobył się na kolejną decyzję – wzięcie udziału w kultowym Maratonie Warszawskim i wtedy wynik też odbiegał zdecydowanie od normy, bo łamał 3 godziny – 2:58. Wielu wytrenowanych, silnych, zapalonych biegaczy stara się o taki rezultat przez dziesiątki lat. Dla kobiet – amatorek złamanie 3,5 godziny to niebywały wyczyn (w Warce udało się to do tej pory tylko Marcie Mikołajczyk), a dla panów czas niższy niż 3 godziny to naprawdę fenomen. I takim oto fenomenem okazał się Andrzej Gos, który, wszak przez kontuzje poprzestał tylko na tych dwóch maratonach w swoim życiu, ale nie stawiajmy jeszcze kropki na „i”. On jest, ma się dobrze, pieczołowicie szkoli swojego utalentowanego syna, i… co ekscytujące – znowu sam zaczął biegać!!!

    Ale jak to się w ogóle zaczęło?

    Mając 26 lat pracował w Polkolorze. Praca wyczerpująca, na kilka zmian. Jak u wielu z nas, przyszedł czas, że chciał coś zmienić w swoim życiu, poczuć siły, energię, witalność. Pierwsze postanowienie – rzucić palenie. I przeważnie jest to najważniejszy krok do odnowienia w życiu. Po kilku nieudanych próbach, w końcu mu się udało, ale za pomocą biegania. Wierzcie mi, to niezawodna metoda na skuteczne pożegnanie się z jakimkolwiek nałogiem – przełożyć go na inny nałóg! I rzeczywiście, poskutkowało! Najpierw robił 2, potem 3 kółka po stadionie miejskim… Dystans około 800 metrów…, więc gdzie tu myśl o maratonie? Kto spróbował biegania, wie jednak, jak to działa. Codziennie chociaż troszkę więcej, choć trochę dłużej, odrobinę szybciej. Aż dobrnął do sławetnej dyszki, co oznacza, że przeszedł pierwszy chrzest bojowy na prawdziwego biegacza. Dziś z uznaniem wspomina znajomość z Arturem Grzelewskim – pseud.” Angelo”, który lubił codziennie śmigać sobie po lesie.  Do tego kręgu wareckich biegaczy dołączyli też Paweł Baryłko, Jacek Makowski, Irek Orzechowski, Piotr Podworski znany jako „Honza” i sporadycznie inni. To były lata dziewięćdziesiąte i może mało kto zdaje sobie sprawę, że w tej szarej rzeczywistości – widok biegacza zasuwającego w krótkich portkach gdzieś w głuchą dal, budził kontrowersje. – Nie ma co robić? Zwariował? Nie chce mu się pracować? Ucieka w popłochu przed milicją?- różne ciekawe skojarzenia mogły się nasuwać, ale myśl o tym, że to jest dobre dla zdrowia, była chyba ostatnią, jaka przychodziła śmiertelnikom do głowy. Zakrawało to więc na szaleństwo, dlatego dodatkowy podziw za takie „zwycięstwo”. Razem z „Angelem” biegali po leśnych pagórkach, najpierw 10, zaraz 15 km dziennie. – To nie był łatwy teren – wspomina dziś Andrzej. – Specjalnie wybieraliśmy takie przełaje, by się bardziej zmęczyć – przyznaje pasjonata.

    Nałóg palenia sprawnie został pokonany, za to pojawił się nowy bakcyl… Ten przybiera kolosalne rozmiary niezwykle dynamicznie. Z dnia na dzień witalność wzrasta, wiara w siebie, endorfiny, kondycja fizyczna, no i głowa zaczyna wyobrażać sobie więcej i więcej…

    Do naszej skromnej grupy dołączył wkrótce Darek Kacprzak, biegacz – profesjonalista – ocenia kolegę Andrzej. – Od niego uczyliśmy się techniki biegania, szlifowaliśmy postawę, wykonywaliśmy dodatkowe ćwiczenia.

    Darek biega do dzisiaj i lubi pouczać młodszych kolegów i koleżanki, obserwuje ich styl i piętnuje błędy.

    – Pierwszy maraton zdecydowałem się przebiec po trzech latach swobodnych treningów – wspomina Andrzej.- Jakoś specjalnie się do niego nie przygotowywałem. Po prostu często biegałem dłuższe dystanse po niełatwym terenie. Tydzień przed oficjalnym maratonem przebiegłem sobie taką odległość (42 km!) na Magnuszew, sam po lesie.

    Specjalistyczne obuwie w tamtych latach? Cudowne żele energetyczne, tabletki z glukozą czy magnezem podczas długiej trasy? Raczej się wtedy nie zdarzały. – Przed maratonem wypiłem tylko izotonik. To był ranek po ciężkiej nocy przekoczowanej na sali gimnastycznej, bo tak się wtedy nocowało przed zawodami. A przed tą nocą 12 godzin spędzone w pracy.

    No i nie dość, że dał radę przebiec, to jeszcze z takim wynikiem! Wprawdzie przyznaje się, że po 20 kilometrach musiał kilka km przemaszerować…, ale to czyni ten wynik jeszcze bardziej niezwykłym. W jakim tempie biegł więc pierwsze 20 km? Na półmetku miał 1 godzinę i 20 minut…Dalej trochę marszu i znowu szaleńczy galop!

    Pierwszy maraton w życiu i pierwszy, jakże gigantyczny sukces. Wiadomo, o czym myśli po czymś takim młody zapaleniec – kiedy następny? No i teraz już ćwiczenia ruszyły na całego. – Trzy razy w tygodniu po 30 kilometrów biegu, a w pozostałe dni intensywne ćwiczenia- zdradza tajniki swoich treningów Andrzej. – Oprócz tego lubiłem grać w siatkówkę i kosza.

    To nie jest zrównoważony plan treningowy… 90 km tygodniowo… I to najmocniej, jak się umie…

    Kolejny maraton – warszawski i wynik też imponujący, bo złamane trzy godziny. Potem jednak upadek… Straszliwa kontuzja i przeszczep wiązadeł krzyżowych… Andrzej długo chodził o kulach i niestety, o bieganiu przez dłuższy czas nie było mowy. – Operacje, sanatoria, całkiem inny świat. Gdy trochę wydobrzałem, ożeniłem się i moje życie totalnie zmieniło kierunek – stwierdza dzisiaj.

    To były więc dwa „królewskie dystanse”, na których poprzestał. Dwa, ale jakże zwycięskie!

    Aż na świat przyszły dzieci

    W tym Mateusz, nasz dzisiejszy mistrz biegowy w kategorii U20, biegacz niepospolity, bo w trzy lata swojej sportowej przygody wypracował sobie technikę biegania na tyle, że niedawno dostał się na Mistrzostwa Europy w Dublinie – gdzie będzie biegał przełaje (już w grudniu tego roku!).

    Andrzej od zawsze wspiera i motywuje syna na tej drodze. – Chciałem odciągnąć młodego od komputera i spostrzegłem, że naprawdę mocno angażuje się w bieganie – wspomina. Teraz Mati nie ma umiaru w tym bieganiu. – Ciągle jednak chcę go odciągnąć od komputera – śmieje się Andrzej. – Gdy po treningach Mateusz jest już w domu…Nie chce się ruszać. Ciągle spędza przed monitorem zbyt wiele czasu – ocenia troskliwy ojciec. Oby więcej takich maniaków komputerowych chodziło po świecie, co to poza komputerem, poświęcają co najmniej pół dnia bieganiu! (najlepszy wynik Mateusza w półmaratonie to 1 godzina 12 minut – po niewiele ponad dwóch latach trenowania!, a najlepszy czas na „dyszkę” to 32 minuty!)

    Jak teraz Andrzej Gos ocenia krótką, acz jakże obfitą w sukcesy, karierę biegową swojego syna?

    – Mateusz dobrze biega tempowo, ale wtedy, gdy ma prostą i płaską trasę. Na takim podłożu jest bardzo wytrzymały. Musi jednak dużo ćwiczyć nogi, ręce, koordynację, wtedy będzie jeszcze lepiej. Ta sprawność plus wytrzymałość niezbędne są na trasie maratońskiej, z którą Mati się dopiero zmierzy – twierdzi doświadczony biegacz, który sam niegdyś trenował głównie po leśnych wybojach.

    Czy na trwałe powrócił do biegania?

    Dzisiaj Andrzej ma 57 lat – czy to dużo na powrót do sportu? Z pewnością niewiele, biorąc pod uwagę tak wielkie osiągnięcia za młodu. On wie doskonale, czym to pachnie i jak odurzająca jest ta woń. Wie jednak też aż za dobrze, z jakimi konsekwencjami trzeba się przy uprawianiu biegów liczyć. Jeśli trenować, to rozsądnie i kompletnie, by znowu nie doznać uciążliwej i długotrwałej kontuzji. Jeśli znowu trenować, to z uwagą na predyspozycje swojego organizmu i aktualny stan zdrowia.

    Ale jest już kolejny sukces, który przywodzi wiele nadziei! Andrzej dużo jeździ na rowerze, również po leśnych bezdrożach, nie umie usiedzieć długo bezczynnie w domu, a także, chcąc schudnąć kilka kilogramów, z powodzeniem pokonuje biegowo około 3 kilometrów dziennie! I rzeczywiście, widać efekty! Miejmy nadzieję, że nie tylko utrata wagi ciała odgrywa tu decydującą rolę. – Do powrotu na biegową ścieżkę namówił mnie Grzesiek Więckowski – wyjaśnia Andrzej. – Sporo dzięki temu schudłem, ale na razie wolę trenować sukcesywnie, w samotności – zdradza.

    Dwa lata temu postanowił wybrać się z grupą znajomych do Izraela – rekreacyjnie oraz dla syna – sportowo. Co roku w Eliacie odbywają się biegi na różnych dystansach, w tym również maraton oraz „dyszka”. Andrzej pobiegł z Mateuszem dystans 10 kilometrów. W listopadzie temperatura z rana wynosi tam około 23 stopni. Powietrze jest suche, trasa piaszczysta, kręta, z podbiegami, bardzo ciężka. Mateusz zajął wtedy III miejsce open, a Andrzej uzyskał wynik, którego jak na tamte warunki i brak wcześniejszych przygotowań, absolutnie nie może się powstydzić – godzinę i pięć minut. Jest to świadectwo, że organizm nie zapomina wysiłku i co się przebiegało za młodu, na pewno bezpowrotnie nie znika. Andrzej ma potencjał i wrodzone predyspozycje fizyczne, ale przede wszystkim – sportową głowę i – jak syn – niespokojną naturę… Z bagażem takich doświadczeń, może dobiec jeszcze naprawdę daleko.

    Andrzej Gos, nie tylko ojciec sławnego „Gosika”… Pamiętaj, że jest rekordzistą… Pięknych ludzi budują bowiem ich osobiste marzenia i nieposkromiona siła woli. Gdy „sięgasz, gdzie wzrok nie sięga…” – od trzech kilometrów do maratonu… Może być tylko chwilka…

    Agnieszka Rudnicka

     

     

     

     

     

    Redakcja Warka24.pl
    Redakcja Warka24.pl
    Naszą redakcję tworzą mieszkańcy Warki, instytucje oraz organizacje. Jeśli interesujesz się naszym miastem, lubisz pisać artykuły, śledzisz na bieżąco wyniki sportowe bądź uczestniczysz w kulturalnym życiu miasta to zapraszamy Cię do współpracy z portalem. Dołącz do naszego grona!

    NAJNOWSZE

    NAJPOPULARNIEJSZE