Co to był za wieczór, Dobry Wieczór!

Co to był za wieczór, Dobry Wieczór!

Stało się! 10 „Dobry Wieczór” już za nami! Jak dotąd wszystkie wieczory z poezją były wyjątkowe, ale wieczór 17 listopada w pamięci zebranych pozostanie zapewne na dużo dłużej. Aby uczcić to jubileuszowe spotkanie, w trakcie wieczoru odbyła się promocja nowo wydanego, przez Gminną Instytucję Kultury „Dworek na Długiej”, tomiku wierszy. Zatytułowany on został „Pierwszy dobry wieczór” i zawiera utwory literackie prezentowane podczas dotychczasowych „Dobrych Wieczorów”. Na jego karkach znaleźć można wiersze Dawida Batte, Dariusza Bekasa, Julii Cicheckiej, Andrei Czasak, Pauliny Grabowskiej, Janusza Gwary, Agaty Kowalczyk, Dawida Matysiaka, Stefana Posocha, Michała Rutkowskiego, Ewy Szewczyk oraz Tomasza Wdowiaka, czyli naszych lokalnych twórców. Ponadto wydawnictwo zawiera opowiadanie Andrei Czasak pt. „Lukrecja”, które zdobyło 3 nagrodę w XIV Ogólnopolskim Konkursie Literackim im. Marii Komornickiej w kat. „młodzież proza”.

Po wręczeniu zebranym na sali tomiku „Pierwszy dobry wieczór”, w ramach zapoznania się z twórczością w nim zawartą, kilka wierszy wyrecytowała Klaudia Jaszczerska – laureatka wielu konkursów recytatorskich oraz Dawid Kurowski – lektor na co dzień posługujący w parafii pw. Św Mikołaja w Warce.

Pomimo radości wynikającej z wydania wspólnego dla „dworkowych poetów” dzieła, nie zapomnieli oni o tym, aby przygotować dla słuchaczy odrobinę nowej poezji. Miłym akcentem wieczoru okazało się dołączenie do grona prezentujących swoją twórczość kolejnej osoby – Sylwii Setniewskiej. To przecież właśnie po to organizowane są wieczory z poezją, aby każdy, kto pisze i chce się podzielić z innymi swoim talentem, mógł przyjść i zrobić to. Cieszy też fakt, że i najmłodsi aktywnie uczestniczą w „Dobrych Wieczorach”, krótkie wierszyki w języku rosyjskim zaprezentowali Sabina i Robert Jasieńczuk.

Dodatkowym akcentem spotkania było zaprezentowanie w formie małej wystawy twórczości fotograficznej Andrei Czasak i Agaty Kowalczyk. Chcemy, aby spotkania z poezją były również okazją do promocji innych artystycznych talentów mieszkańców naszego terenu, tj. fotografia, rysunek, malarstwo.

Wieczór, jak zawsze zakończył koncert piosnki poetyckiej, gdzie słowa z dźwiękiem łączyli wspólnie Agata Gałach wraz z pianistą Piotrem Sawickim oraz skrzypaczką Karoliną Sienkiewicz.

Ach co to był za wieczór, dobry wieczór!

ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ TUTA

 

Poniżej prezentujemy kilka utworów zaprezentowanych podczas 10 „Dobrego Wieczoru”.

Andrea Patrycja Czasak

Był czas, gdy
wszystko było nieco inne.
Z innej perspektywy widziało się twarze,
Wierzyło, że nikt nas już nie widzi,
gdy zamkniemy oczy.
Ale w tej wiedzy do czasu się trwało.

Dzień dłużył się jak poemat,
nawet rymowanki jakieś były zwarte.
Nie narzekało się na poniedziałek.
Był tym samym co przykładowo czwartek.

Nocą potwory wychodziły spod szafy,
Wśród ciemności szerzył się cień czarownicy.
Ale później już wiedziałeś, że to tylko strachy
I lampy za oknem przyświecają ulicy.

Dało się wmówić, że wszystko w porządku.
Płacz ukrywano w formie kataru.
Po kryjomu odsuwano szufladę rozsądku,
Smutki ukrywając w wełnianym szalu.

Później nagle kogoś zabrakło.
I jak to dziecku wytłumaczyć?
Ktoś zamknął oczy,
W chowanego się bawi.
Tylko… czemu nie odnajduję się po latach?

A mój dziadek?
Mój dziadek był kolekcjonerem.
Kolekcjonował stonki w kroplach wody,
Monety, grosz do grosza.
Choć nigdy co prawda nie został bankierem,
Małego Księcia, wierzę że spotkał.

 

Andrea Patrycja Czasak

Na pewno nie jestem murarzem.
Potrafię rozkruszyć dotykiem dłoni,
czego nie dotknę, to się rozpada.
I ja się rozpadam, i nie umiem się złożyć.

Na pewno nie jestem pływakiem.
Tonę pod ogromem zdarzeń
I dłoni próbuję jak tratwy trzymać,
I szarpię, i nie potrafię.

Zanurzam się w sennym bezkresie,
budzę się jak odludek.
Wokół mnie piasek, może nic więcej,
Ale że nie wiem, nie mówię.

Nie nazwę siebie fizykiem,
choć ruch przyspieszony mam opanowany.
Tylko czasem, nie wiedzieć czemu,
na schodach minę się ze stopniami.

Nie jestem też, tak mi wiadomo
Jak matematyk, co zlicza wciąż mnoży.
Dzielę momenty i z dala od domu
W mnogości nadziei próbuję się złożyć
Na nowo.

Jak porcelana zerkam z kredensu,
udając niekiedy – jestem posrebrzana.
Gdy zamkną drzwiczki, nikt nie musi wierzyć,
ale matowieję cała.

Oto Izba Najwyższa Niedoskonałości.
Na górnym piętrze – pozór, że wielka.
Jedyny urząd, który mogę sprawować,
bezkarnie gubiąc się w papierkowości.

 

Sylwia Setniewska
Czym jest miłość?

Czym jest miłość? no właśnie czym.
Nie widać jej, nie czuć, ale ona jednak jest.
Jest niewidoczna gołym okiem, dlatego
tylko serce ją widzi.
Serce nam ją wskażę, jeśli się
zjawi niespodziewanie.
Gdy wtargnie do nowego życia, jak nieproszony gość
i nie będzie go chciała opuścić.
Ona jest jak sen, z którego nikt się nie chcę obudzić.

 

Sylwia Setniewska
Cisza

Było głośno, zbyt głośno,
więc nastała cisza.
Cisza, która zagłusza wszystko
słowa myśli i czyny.
Cisza, która nie pozwala
logicznie myśleć.
Cisza, która trwa i nie chcę odejść.
Cisza, która może powodować koniec.
Koniec końców, koniec wszystkiego.
Więc nastała… cisza.

 

Dawid Batte
Benek, weź przykład z Miłosza

Benek ma bardzo dużo papieru.
Zna się na origami. Poświęcił temu całe swoje życie.
Z papieru Benek może zrobić praktycznie wszystko.
Ma swój własny papierowy dom, samochód i papierową firmę.
Krążą plotki, że jego żona także jest z papieru…
Jedyną rzeczą, której Benek nie robi z papierem, jest dzielenie się nim.
Nikomu nigdy nie oddał nawet jednej kartki;
nawet kiedy ktoś bardzo tego potrzebował.

Miłosz ma kawałek mięsa.
Chociaż to jego największy skarb,
nigdy nie miał nic przeciwko, żeby ktoś się poczęstował.

 

Dawid Batte
Déjà vu

Na ikaryjskich skrzydłach niesiony
przemierzam – jak on niegdyś – przestworza;
ze wzrokiem ku górze jedynie utkwionym
chcę dotknąć promienistego Słońca.

Na ikaryjskich skrzydłach niesiony
wyciągam co sił moje dłonie,
by chociaż jeden blask złapać, by chociaż dłonie
obmyły się w blasku złocistych promieni.

Na ikaryjskich skrzydłach niesiony
pojmuję po czasie, że nawet opuszkiem
nie musnę mych pragnień; bo skrzydła zbyt kruche,
a tylko jedną ich parę posiadam.

Na ikaryjskich skrzydłach niesiony
ze wzrokiem wciąż w górę utkwionym, choć pustym,
spadając gwałtowniej, niźli się wznosiłem,
do morskiej głębiny zostanę złożony.

 

Dawid Batte
Azyl

Czas, gdy wokół nas nienawiść,
nie uleczy żadnej rany;
nie pozwoli nam przeczekać burzy wspomnień,
nieudanych prób, powrotów, zmartwień;
nie ułoży, jak powinien, wzrastającej sterty myśli;
nie ukoi lęku, trwogi;
nie rozbije grubych murów uciążliwej niepewności,
nie pokaże wyjścia i nakaże błądzić
nie podając celu, nie tłumacząc sensu
niekończącej się wędrówki niespokojnej wiecznie duszy

i dlatego owa dusza żyć nie może bez miłości;
i dlatego, chociaż piętrzy się nienawiść,
wśród miłości tylko, proszę,
chwilo trwaj.

 

Dawid Matysiak
Lokomotywa

Sunie po torach lokomotywa,
czasem szara, czasem krzywa,
czasem podróż ktoś przerywa.
Różnie to z nią bywa.
Ciuch puch.

Sunie po torach lokomotywa
co sama tory sobie kładzie.
Bywa tak często, że kłopot ją znajdzie,
Ale nie przeszkadza to w przejeździe.
Ciuch puch.

Sunie po torach lokomotywa
co pasażerów wielu przewozi,
Czasem ktoś się bez biletu wprosi
ale co z tym zwykły człowiek zrobi?
Ciuch puch.

Sunie po torach lokomotywa
co często innych siebie spotyka.
Przeważnie to z pamięci przemyka,
a czasem wspólno droga czeka.
Ciuch puch.

Sunie po torach lokomotywa
co swoje własne drogi przebywa.
I zawsze smutno bywa,
kiedy ten tor, nagle się urywa…

 

Ewa Szewczyk
Łza życia.

Odnalazłam kwiat maleńki.
Niewinny i drżący, a przydeptany.
Ledwie wydostał się z ziemi.
Zginął.
Zapłakać nie zdążył.
Nie usłyszał nikt.
Lamentu.
Potoczyły się łzy moje.
Na ślad odbitej stopy.
Stróżki słonych kropli opadły.
Obudził się, ożył?!
Wędruje w szaleńczym pędzie.
Rytmem serce zabiło.
Nadrabia czas stracony.
– Rośnij, pnij się do góry.
W myśli dodaję otuchy.
Zrozumiał przesłanie.
Wątły lecz silny.
Podziękował za kroplę życia.
Rozwinął pąk różowy.
Radosny goździk polny.
Pozwól mi zerwać.
Twojego cienia ślad.
Ucałuję i do serca przyłożę.
Przechowam na tysiące lat.

 

Julia Cichecka
Kłótnia mrówek

Na leśnej polanie
sosny wyrosły wysokie
mrówki nie kret
kopiec zrobiły
korytarze pokręcone
wąskie i długie
ledwo się w nim mieściły.
Jedna szła w dół
druga na górę
wpadły na siebie
w pośpiechu
kłótnia rozpoczęta
nie ustąpi żadna
przecież każdej prawda
dotarł hałas do królowej
rozstrzygnęła szybko spór
więcej pracy dostały,
a nie będą leniuchować
zgubić mogą ród
i w rodzinie w zgodzie żyć
nie ma zgody
same zginą
zanim wstanie świt.

Udostępnij:
← Zdrowe odżywianie we Wrociszewie Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Nowej Wsi na Jabłkowym Szlaku →

Dodaj komentarz