Przez lata przywykliśmy do obrazu seniorki siedzącej w fotelu, dziergającej na drutach, czekającej na wnuki i cierpliwie odliczającej kolejne dni. W naszym wyobrażeniu starsza kobieta ma być przede wszystkim spokojna, cicha, cierpliwa, uległa i nieco niewidoczna. Taka, która swoje życie ma za sobą, nie korzysta z nowoczesnych technologii, nie ma wielkich planów ani marzeń. Pomaga swoim dzieciom i sypie wnukom od czasu do „grosikiem”. Stereotyp podpowiada, że starość to czas rezygnacji – z aktywności, ambicji, a czasem nawet z własnych potrzeb. Że seniorka powinna raczej wspominać przeszłość niż tworzyć przyszłość, opowiadać o dawnych czasach i wspierać bezustannie swoje dzieci, często rezygnując z siebie. Tymczasem współczesne kobiety po sześćdziesiątce coraz częściej burzą ten stereotyp. Zakładają stowarzyszenia, organizują wydarzenia, podróżują, uczą się nowych rzeczy, angażują w życie lokalnych społeczności. Przede wszystkim jednak zabiegają o relacje takie wiecie „normalne”, czyli takie, które polegają na kontakcie, rozmowie, wspieraniu się, a przede wszystkim byciu ze sobą.
Czy takie też są seniorki z gminy Warka? Postanowiłam zapytać o to te, które o życiu seniorów wiedzą najwięcej – liderki organizacji i stowarzyszeń skupiających starsze kobiety i starszych mężczyzn z naszej gminy. Moimi gościnami są: Grażyna Jagiełło z „Senior Plus Warka”, Zofia Piekarniak i Ola Kościanek z „Aktywnego Piaseczna” oraz Ela Domańska ze „Złotej Renety” z Ostrołęki.
Przy okazji tej rozmowy postanowiłam zapytać te nieco starsze ode mnie dziewczyny, o kwestie związane ze starością. To temat, który od lat budzi we mnie lęk, smutek i niepokój. I nie myślę tu wyłącznie o chorobie – swojej czy moich dzieci. To temat głęboko schowany w mojej czeluści osobowości, którego nie wyciągam na światło dzienne i staram się o nim nie myśleć. Tyle, że czas nie pyta mnie czy ja tego chcę czy nie! Kalendarz nie zatrzymuje się na moją coroczną prośbę, że nie chce obchodzić kolejnych urodzin i że wystarczy mi te 27 lat, które skończyłam dawnooooo temu. Zapytam bohaterki mojego tekstu o to jak poradzić sobie z upływem czasu, pojawiającymi się zmarszczkami, wiotczejącą skórą czy porannymi bólami, które wcześniej były jedynie problemem „starszych ludzi”. Jak patrzeć wstecz bez żalu, a w przyszłość bez lęku? Jak nie tęsknić za tym, co minęło, i jednocześnie nie bać się tego, co nadejdzie? A przede wszystkim – jak przestać obawiać się starości i nauczyć się traktować ją nie jako koniec, lecz jako kolejny rozdział życia. Bo moje gościnie są już kilka kroków przede mną dalej, ale na tej samej drodze. Być może ich odpowiedzi pomogą nie tylko mnie.
Nasza rozmowa cofa się do czasów, gdy o aktywnym starzeniu mówiło się znacznie rzadziej niż dziś. Grażynka Jagiełło zaznacza, że to Stowarzyszenie W.A.R.K.A. dostrzegło, że seniorzy potrzebują nie tylko przestrzeni do spotkań i działań, ale także co najważniejsze wsparcia i narzędzi do budowania klubów senioralnych. Przy pomocy programów krajowych oraz ówczesnych wareckich władz samorządowych rozpoczęto tworzenie pierwszych inicjatyw skierowanych do właśnie starszych mieszkańców naszej gminy. Był to proces wymagający czasu i cierpliwości. Trzeba było przełamywać nieufność i zachęcać do wychodzenia z domu. Stowarzyszenie W.A.R.K.A. rozpoczęło ten proces od początku, bez gotowych szablonów działania, powoli, ale skutecznie przekonywało seniorów do aktywizowania się i zrzeszenia. Dowiaduję się , że ogromną rolę odegrała Dorota Kołakowska, która niestrudzenie „pracowała nad seniorami”, aby razem zbudować to co dziś właśnie mamy! Dzięki jej pracy w kolejnych miejscowościach gminy Warka powstawały kluby seniora. Obecnie tę „pałeczkę” przejęła Agnieszka Łeszczyńska, która jest kontynuatorką działań z ramienia Stowarzyszenia W.A.R.K.A. na rzecz seniorów. A razem tworzą piękne inicjatywy o których mówi się nawet w telewizji. Tak, tak zeszłym roku podczas Święta Seniorów Powiatu Grójeckiego, które to odbywały się w Warce obecna była TVP3 i relacjonowała to wydarzenie.
To, co ważne, to fakt że Stowarzyszenie W.A.R.K.A. nie zakładało i nie zakłada klubów „odgórnie”. Ich inicjatywy nie polegają na organizowaniu czasu seniorom, ale na oddanie im sprawczości. Zamiast proponować gotowy program, stowarzyszenie zachęcało do tworzenia własnych inicjatyw i budowało współpracę między klubami. Odpowiedzialność, pomysły na wydarzenia, starania o granty, wdrażanie projektów i ich realizacja – to zadanie grupy. A przecież robić wciąż jest co, chociażby kolejna Seniorada, która zbliża się wielkimi krokami. Zapowiada się obficie i kolorowo. Ponoć tematem przewodnim będą… pióra.
Moje rozmówczynie przyznają, że wciąż mają w sobie ogromną potrzebę działania. Aktywność społeczna daje im nie tylko satysfakcję z realizowanych inicjatyw, ale także możliwość wyjścia z domu, spotkania z innymi ludźmi. To czas na rozmowę, wymianę doświadczeń i budowanie tradycyjnych relacji. Seniorki nieustannie rozwijają swoje kompetencje. Uczą się obsługi komputera, laptopa czy smartfona, ponieważ to właśnie w internecie pojawiają się konkursy grantowe, szkolenia i możliwości zdobycia funduszy na kolejne przedsięwzięcia. W Warce działa też prężnie Uniwersytet Trzeciego Wieku i zajęcia jak „Strefa Kobiet” w Dworku na Długiej, gdzie przeważają dziewczyny 65+.
Liderki, z którymi rozmawiam, zgodnie przyznają, że mają apetyt na życie i kolejne wyzwania. Dlatego nie chcą odpuścić. Organizują spotkania, przygotowują projekty, angażują się w życie swoich społeczności i nieustannie zachęcają innych seniorów do wyjścia z domu oraz budowania relacji w klubach i grupach senioralnych, szukają pasji i nowych kierunków, działają w chociażby w kołach gospodyń wiejskich, uczestniczą w wydarzeniach gminnych, a często biorą w nich czynny udział.
– Kiedy, jak nie teraz?! – pytają z uśmiechem.
To odpowiedź, która początkowo mnie zaskakuje. Moje rozmówczynie mówią, ze teraz są już wolne, odciążone z trudu macierzyństwa, i odpowiedzialności za wychowanie kolejnego pokolenia, nie muszą pracować, a świadczenia emerytalne dają im niezależność działania. Swoich wysiłków nie uzależniają już od opinii innych i nie boją się podejmowania decyzji zgodnych z własnymi wartościami. Dbają o siebie, swoje pasje i codzienny rytm życia. Olę Kościanek wciąż można spotkać w polu – miejscu, które przez lata kształtowało ją, jej rodzinę i ich wspólną historię. Praca na roli to dla niej nie tylko obowiązek, ale także część tożsamości i źródło przywiązania do tego, co bliskie. Grażyna Jagiełło natomiast swoją energię dzieli dziś między działalność w grupie senioralnej, a codzienne przyjemności, które nadają rytm jej dniom. Jedną z nich są spacery z psem, który wyznaczają jej kolejne godziny dnia. Skutecznie dba o to, by ruchu nigdy jej nie zabrakło. Ela Domańska wspierając przedsiębiorczą córkę, z powodzeniem realizuje swoją kulinarną drogę. Razem przygotowują potrawy, które później trafiają do sprzedaży. To czas rozmów, wspólnych chwil i zwykłego bycia z bliskimi. Przygotowywanie posiłków dla męża jest dla Zofii Piekarniak nie tylko wyrazem troski, ale także symbolem wieloletniej bliskości, wspólnego życia i wzajemnego wsparcia. W tych zwyczajnych czynnościach widzi coś więcej – pielęgnowanie relacji, która przez lata budowała ich wspólną historię.
Aktywność społeczna stała się dla nich czymś więcej niż sposobem na spędzanie wolnego czasu. Jest motywacją do działania, powodem do wyjścia z domu i źródłem satysfakcji. Przekonują, że seniorki mogą wszystko, a przede wszystkim mogą swój czas poświęcić na własne wybory. W końcu! Więc działają – na maksa i z odwagą. Czyż to nie jest inspirujące? Seniorki nie chcą odpuszczać marzeń, chcą jak najwięcej zaczerpnąć z życia. A życie to dla nich bycie z ludźmi, ale nie tylko z rodziną. Córka, syn czy wnuki nie posługują się tym samym językiem co ich rówieśnicy. I choćby rodzina była „ze złota”, zależy im, jak wspólnie przyznają -na spotkaniach z przyjaciółmi i znajomymi, którzy patrzą na świat z podobnej perspektywy i mają za sobą podobne życiowe doświadczenia.
Żadna z moich rozmówczyń nie postrzega siebie jako stereotypowej „babuleńki” w chuście na głowie, siedzącej na ławce i biernie przyglądającej się światu. Wręcz przeciwnie. To kobiety pełne energii, ciekawości i planów na kolejne lata. Owszem, widzą w lustrze upływający czas. Dostrzegają zmarszczki, siwiejące włosy czy zmieniające się z wiekiem ciało. Nie oznacza to jednak, że poświęcają temu nadmierną uwagę. Nie zadają sobie pytań: „dlaczego?” ani „po co?”. Jak same mówią, szkoda im na to czasu i energii. Zamiast rozpamiętywać to, czego nie mogą zmienić, wolą skupić się na tym, co wciąż jest przed nimi – na ludziach, pasjach, działaniach społecznych i codziennych radościach. Ich podejście do starzenia nie polega na walce z czasem. Polega raczej na zgodzie z jego naturalnym biegiem i przekonaniu, że każdy etap życia może mieć swoją wartość, jeśli przeżywa się go aktywnie i po swojemu. Pytam je o radę jaką one, mądre dziewczyny z doświadczeniem mógłby nam przekazać, a one zgodnie życzą nam… odwagi.
Patrzę na to wszystko z dużym zaskoczeniem, a momentami także z refleksją. Ja i moje rozmówczynie należymy przecież do różnych pokoleń. Różnią nas doświadczenia, spojrzenie na świat, hierarchia wartości, codzienne obowiązki i życiowe wybory. Żyjemy w innych realiach, mierzymy się z innymi wyzwaniami i inaczej definiujemy sukces czy szczęście. A jednak w tej rozmowie nie chodzi o różnice, lecz o to, co nas łączy. Bo niezależnie od wieku każda ze stron może wynieść z nich coś dla siebie. Ja słucham o odwadze, dystansie do życia i akceptacji tego, czego nie da się zatrzymać.
Po takim spotkaniu z tymi jakże inspirującymi kobietami z gminy Warka zaczynam myśleć, że emerytura wcale nie musi oznaczać zwolnienia tempa. Wręcz przeciwnie – może być początkiem kolejnego, bardzo ciekawego rozdziału. Więc zaczynam się mocno rozglądać, do której z tych grup dołączę za kilka lat. Bo po rozmowie wiem już jedno – warto mieć wokół siebie sprawcze kobiety, z którymi można dzielić czas, pasje i zwykłą codzienność. Dziewczyny, którym się wciąż chce sięgać po więcej i zamiast leniwych dni w fotelu, wybierać aktywne działania na rzecz swoich społeczności. Do czego i ja Was zachęcam – Ewa Kamaszewska koordynatorka Stowarzyszenia Kobiety w Centrum Region Mazowsze oddział Warka… tylko muszę się dobrze przygotować, bo patrząc na energię tych kobiet, za kilka lat mogą mi powiedzieć: „Pani Ewo, oczywiście zapraszamy, ale najpierw proszę nadrobić zaległości, bo u nas nie ma siedzenia bezczynnie!”

