Kiedy marcowa wiosna pięknie rozgościła się w kraju, kontynuując bardzo intensywny i długi w tym sezonie okres zimowego pływania, skorzystałem z możliwości jaką rzucił mi los. W dniach 20-25 marca byłem uczestnikiem ekspedycji pływackiej na koło podbiegunowe. Organizatorem wyprawy był Krzysztof Gajewski z Wrocławia – jeden z najbardziej znanych pływaków, rekordzista świata w najdłuższym przepływie w lodowatej wodzie (6 km w wodzie poniżej 5°C) oraz dr Michał Starosolski z Katowic – lekarz z największą na świecie wiedzą na temat zachowania się organizmu w niskich temperaturach w kontekście zimowego pływania.
Celem wyprawy był Przylądek Północy w Nordkapp w Norwegii – najdalej wysunięty na północ skrawek Europy, który jest celem żeglarzy i turystów. Miejsce surowe i wymagające, ze zmieniającą się pogodą ale wynagradzające widokami gór i fiordów z krystalicznie czystą wodą oraz zorzą polarną. Ekipa składająca się z czternastu osób miała szansę zmierzyć się z dystansem kilometra lub mili przepłyniętej za kołem podbiegunowym, by móc być wpisanym na wyjątkową listę przepływów. Aby dystans był zaliczony musi być spełnionych kilka warunków, takich jak: woda poniżej 5°C, trasa oficjalnie wymierzona przez przedstawiciela International Ice Swimming Association, obecność uprawnionych służb medycznych oraz udokumentowany przebieg video z próby. Do tej pory, spełniając powyższe wymagania, Lodowy Kilometr lub więcej przepłynęło 48 pływaków, a Ice Mile (1 609m) jedynie 24.
Długo szukaliśmy odpowiedniego miejsca do wykonania próby (przypływy i odpływy, łagodne zejście do morza), by 23 marca w godzinach przedpołudniowych przy bardzo surowych warunkach – silny wiatr i woda 3.2°C przystąpić do wykonania zadania. Do wody kolejno wchodziło 9 osób, spośród których pięciorgu został zaliczony Lodowy Kilometr, a mnie jako jedynemu udało się pokonać Lodową Milę, co zajęło mi 37 minut, i w ten sposób zostałem 25 osobą na świecie, która pokonała ten dystans w tak trudnych warunkach. Dodam, że było to moim najdłuższym przebywaniem w lodowatej wodzie. Pozostała ekipa przegrała z przyrodą i został im zaliczony kilometr, trzy osoby nie ukończyły próby. Wydaje mi się, że wyszedłem w dosyć niezłej kondycji, co tym bardziej sprawiło mi satysfakcję, bo przybyłem do Norwegii z bardzo dobrymi zimowymi pływakami – w większości to moi dobrzy znajomi z zawodów. By oddać surowość warunków w jakich dane było mi uczestniczyć niech zaświadczy fakt, że powrót do sprawności fizycznej odbywał się wyłącznie w nagrzanym aucie (zajęło mi to około godziny), natomiast w warunkach rozgrywania zawodów kiedy do dyspozycji jest sauna zazwyczaj jest czas do 30 minut. Przygoda wspaniała, ekspedycja warta powtórzenia i pomimo bardzo wymagających warunków na zawsze pozostanie w mojej pamięci.
Pozdrawiam Jacek Winiarczyk










