Strona głównaBlogiWarka, też jest Kobietą - Kobiety gminy Warka - Strażaczki

Warka, też jest Kobietą – Kobiety gminy Warka – Strażaczki

Dziś zabieram Państwa do miejsca gorącego, wymagającego siły, opanowania i ogromnej odwagi. Do świata, w którym liczą się sekundy, a każdy wyjazd może oznaczać walkę z żywiołem. To świat strażaków. A właściwie – także strażaczek. Są dźwięki, które budzą we mnie niepokój. Jednym z nich jest syrena strażacka. Mieszkam niedaleko Ochotniczej Straży Pożarnej w Warce, dlatego słyszę ją często i zawsze wyraźnie. Za każdym razem mam ten sam odruch: zatrzymuję się na chwilę i myślę o najbliższych. Czy wszyscy są w domu? Czy są bezpieczni? A potem szybka modlitwa w myślach: oby nikomu nic się nie stało. Są jednak osoby, które reagują na ten dźwięk zupełnie inaczej. Dla nich to nie sygnał niepokoju, lecz wezwanie do działania. W ciągu kilku minut zakładają mundur, wsiadają do wozu i jadą tam, gdzie ktoś potrzebuje pomocy. Wśród nich są kobiety – strażaczki z gminy Warka. To one są bohaterkami dzisiejszego artykułu: Wioletta Fudecka OSP Michalczew, Wiktoria Koncka OSP Warka, Monika Papierowska OSP Nowa Wieś. Kobiety, które zdecydowały się wejść do świata przez lata kojarzonego niemal wyłącznie z mężczyznami. Co czują, gdy wyjeżdżają do akcji? Czy pojawia się strach, gdy wiedzą, że jadą do pożaru, wypadku, czy próby samobójczej. A może adrenalina i poczucie odpowiedzialności są silniejsze niż obawy? Zatem Drodzy Czytelnicy zabieram Was na akcje, może nie przeciwpożarową, ale jakże wyjątkową.

Zanim jednak opowiem o dzisiejszych strażaczkach z gminy Warka, musimy cofnąć się w czasie. I to całkiem sporo. Z relacji dawnego prezesa OSP z Michalczewa Kazimierza Fudeckiego usłyszałam historię, która nawet dziś brzmi zaskakująco. Jest rok 2000. Jesteśmy w Michalczewie, niewielka wieś pod Warką, gdzie życie toczy się spokojnie, według dobrze znanych wszystkim rytmów. I nagle pojawia się informacja, która wprawia ludzi w zdumienie: trzynaście kobiet, w większości żony strażaków, chce wstąpić do Ochotniczej Straży Pożarnej. Trzynaście naraz! Dziś może nie wydaje się to niczym niezwykłym, ale ćwierć wieku temu w małej miejscowości była to prawdziwa sensacja. W tamtym czasie o kobietach w straży pożarnej praktycznie się nie mówiło. Pan Kazimierz, wspomina tamten moment z uśmiechem: „Przychodzą i mówią, że chcą działać w straży. A dokładniej, że chcą zajmować się logistyką. My patrzymy po sobie i myślimy: jaką logistyką? Nikt z nas wtedy nawet nie bardzo wiedział, co to właściwie znaczy”. To właśnie ten strażak pomógł mi skontaktować się z jedną z kobiet, które ponad 25 lat temu zdecydowała się zrobić coś, co wówczas wydawało się niemal niemożliwe. Kiedy zadzwoniłam, żeby się przedstawić i umówić na rozmowę, w głosie rozmówczyni usłyszałam lekkie zaskoczenie. Jakby nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, czego z pozostałymi kobietami wtedy dokonały. Dlatego pozwoliłam sobie przejąć inicjatywę w tej rozmowie i powiedzieć coś bardzo ważnego:– Tak, Droga Pani. To właśnie Wy, trzynaście kobiet z Michalczewa zmieniło sposób myślenia. Przetarłyście szlak kolejnym dziewczynom. Pokazałyście, że można. Nie jestem pewna, czy do końca w to uwierzyła… więc umawiam spotkanie. Chciałam, żeby nie była to tylko rozmowa, ale także przestrzeń do spotkania i wymiany doświadczeń między pokoleniami strażaczek. Dlatego przy jednym stole usiadłyśmy we cztery. Z jednej strony kobieta, która ponad 25 lat temu razem z innymi odważyła się sięgnąć po strażacki, kobiecy mundur i do dziś nosi go z dumą. Z drugiej strony dwie młode strażaczki, piękne, mądre, odważne dziewczyny, które dziś z naturalnością weszły do życia w służbie.

W Michalczewie Ochotnicza Straż Pożarna działa od wielu lat. Mężczyźni, strażacy ochotnicy od zawsze wspierali mieszkańców w najtrudniejszych momentach: podczas pożarów, wypadków czy innych nagłych zdarzeń. A tych w okolicy nie brakowało. Szczególnie wiosną, gdy mimo licznych ostrzeżeń wciąż pojawia się niebezpieczny zwyczaj wypalania traw. Płoną wtedy łąki, czasem lasy, a bywa, że ogień dociera także do zabudowań. Do takich akcji wyjeżdżali strażacy z Michalczewa. Wśród nich był również ojciec pani Wioletty Fudeckiej, a później także jej mąż. Nic więc dziwnego, że wychowana w strażackim środowisku dziewczyna od najmłodszych lat wiedziała, co oznacza dźwięk alarmowej syreny. Znała rytm życia domu strażaka ochotnika, nagłe wyjazdy, gotowość do działania o każdej porze dnia i nocy, poczucie odpowiedzialności za innych. Ona i pozostałe 12 kobiet z Michalczewa widziały mundury swoich ojców i mężów, pomagały przygotowywać je na ważne uroczystości, wspierały działalność jednostki podczas różnych wydarzeń. To właśnie kobiety często stały za organizacją strażackich spotkań i uroczystości. Robiły zakupy, gotowały, piekły, sprzątały, przygotowywały stoły i dbały o każdy szczegół. A przy tym jak to bywa rozmawiały ze sobą, naradzały się i wymieniały pomysłami. I właśnie w takich rozmowach pojawiła się myśl, która z czasem zamieniła się w decyzję. Skoro od lat wspierają straż, dlaczego nie miałyby stać się jej częścią? Kiedy poinformowały zarząd jednostki o swoim pomyśle, nie spotkały się ze sprzeciwem. Nikt nie powiedział, że to niemożliwe. Postanowiły więc, że będą wspierać OSP administracyjnie, organizacyjnie i logistycznie. Dziś brzmi to zwyczajnie, ale w tamtym czasie było pomysłem wręcz rewolucyjnym. W okolicznych miejscowościach nikt wcześniej nie słyszał o kobietach strażaczkach. W roku 2000 trzynaście kobiet z Michalczewa oficjalnie wstąpiło do Ochotniczej Straży Pożarnej. Stały się częścią zespołu, który dotąd był wyłącznie męski. Warto wyobrazić sobie ten moment: pierwszy raz zakładają strażacki mundur, elegancką marynarkę i spódnicę. Była to chwila ogromnych emocji, wzruszenia, ale też poczucia dumy i odwagi. Ten mundur został z nimi na zawsze. Żadna z kobiet nie zrezygnowała, ani z działalności w straży, ani tym samym z pracy na rzecz lokalnej społeczności. Przez kolejne lata angażowały się w życie jednostki, podejmowały odpowiedzialne funkcje, jedna z nich została wiceprezeską OSP, inna sekretarzem. Działają już ponad 25 lat. Gdyby nie one, być może dzisiejsze strażaczki z Ochotniczych Straży Pożarnych nie mogłyby tak swobodnie szkolić się, zdobywać uprawnień i wyjeżdżać do akcji ratowniczych. Warto pamiętać, że u nas wszystko zaczęło się od odwagi trzynastu kobiet z naszego Michalczewa. I tak obok mnie i pani Wioletty siedzą dwie młode strażaczki. Słyszę, jak rozmawiają między sobą. Nie o nowych rzęsach, torebkach czy codziennych drobiazgach. Ich rozmowa krąży wokół ostatnich akcji, wyjazdów i sytuacji, które wydarzyły się podczas służby. Mówią o tym z radością, z zapałem i prawdziwą pasją. Do Ochotniczej Straży Pożarnej Wiktoria Koncka, Monika Papierowska wstąpiły z własnych chęci, jako bardzo młode dziewczyny. Żadna z nich nie miała historii strażackiej w domu, zrodziło się to samo, a kiedy poczuły tą chęć, to były już nie do zatrzymania… Monika Papierowska wspomina, że z niecierpliwością czekała na osiemnaste urodziny. Dopiero osiągnięcie pełnoletności pozwalało jej spełnić marzenie o byciu strażaczką. Dziewczyny postanowiły pójść o krok dalej niż pionierki z Michalczewa. Zdecydowały się przejść wymagające szkolenia strażackie, by móc wyjeżdżać do akcji razem z mężczyznami i ramię w ramię z nimi nieść pomoc. Te kursy wymagają ogromnej siły, determinacji i wytrwałości. To nie są symboliczne ćwiczenia, szkolenia przygotowują między innymi do wyniesienia nieprzytomnej osoby z płonącego budynku. czy działania w skrajnie trudnych warunkach. Dziewczyny zdają egzaminy, ale tak naprawdę największym sprawdzianem staje się każda kolejna akcja ratownicza, a te nadchodzą zaraz po zdanych egzaminach. Pierwszych wyjazdów nigdy nie zapomną , a uczuć i emocji z nich nikt im nie odbierze. Będą je wspominać przez lata, bo po nich będą wyjeżdżać jeszcze wiele razy, bo się nie poddały, bo się nie wystraszyły, bo nie powiedziały sobie, a na co mi to? A przecież nie jest to ich praca zawodowa. Nie robią tego dla pieniędzy, ani dla kariery. Od samego początku miały wsparcie najbliższej rodziny. Rodzice – choć zapewne nie raz myśleli, jak niebezpieczna potrafi być ta służba, ale wsparli córki w podążaniu własną drogą. Rozum podpowiadał ostrożność, ale serce mówiło: pozwól im realizować marzenia. Ogromne wsparcie znalazły także w swoich jednostkach, dla których od początku były częścią zespołu. A co w tej służbie jest najtrudniejsze? Czy chodzi o narażanie własnego życia? O ciężki sprzęt, fizyczny wysiłek i nieprzespane noce. Nie. Najtrudniejsze są emocje. Pojawiają się wtedy, gdy syrena wzywa do zdarzenia, w którym poszkodowaną osobą okazuje się ktoś bliski, albo gdy zgłoszenie dotyczy próby samobójczej, ludzkiego dramatu, z którym trudno zmierzyć. Gdy rozlega się alarm, nie ma miejsca na kalkulowanie czy zastanawianie się. W głowie natychmiast włącza się inny tryb myślenia. Liczy się czas, procedury i zadania, które trzeba wykonać. Każdy wie, co ma robić i jak szybko musi to zrobić. Dopiero później przychodzi moment na refleksję i emocje, kiedy akcja się kończy, a adrenalina powoli opada. Wtedy rozmowa z druhami, wzajemne wsparcie i świadomość, że nie jest się z tym wszystkim samemu, stają się bezcenne. Dla nich, strażaczek OSP i ludzie z jednostki to coś więcej niż miejsce służby, to drugi dom. Po akcjach jest czas na rozmowę, na podzielenie się emocjami, na bycie razem. To wspólnota ludzi, którzy wiedzą, że w trudnych chwilach mogą na siebie liczyć. W takich momentach nikt nie zastanawia się, czy ktoś jest kobietą czy mężczyzną – nie ma na to czasu ani znaczenia. Dziś w ogóle widok strażaczki w mundurze nie budzi już zdziwienia. Stał się czymś naturalnym. I właśnie to mnie cieszy najbardziej.

Dziś, oprócz działań w OSP, pracy zawodowej i obowiązków rodzinnych, robią jeszcze coś bardzo ważnego. Bo prawdziwy społecznik rzadko zatrzymuje się na jednym polu działania. Wiktoria i Monika w naszej gminie angażują się również w wychowanie kolejnego pokolenia. Obie prowadzą młodzieżowe i dziecięce drużyny strażackie. Uczą młodych nie tylko podstaw techniki i zasad działania podczas akcji, ale także czegoś znacznie ważniejszego – szacunku do munduru, odpowiedzialności, empatii i gotowości do reagowania wtedy, gdy ktoś potrzebuje pomocy. Na spotkania ze swoimi grupami przychodzą po pracy zawodowej, często wieczorami lub w weekendy. Robią to społecznie, z pasji i poczucia misji. A o swoich podopiecznych mówią z prawdziwą dumą. Co ciekawe, w niektórych grupach wiekowych dziewczynek jest dziś nawet więcej niż chłopców. W Nowej Wsi jest w ogóle więcej chętnych na zapisanie się do grupy niż możliwości, a to napawa dumą. Poza strażacką służbą każda z nich pełni przecież jeszcze wiele innych ról. Są pracownicami, córkami, a niektóre także mami. Pani Wioletta wychowała dwóch synów. Nietrudno się domyślić, jaką drogę wybrali. Dorastali, obserwując rodziców – widzieli mundur, odpowiedzialność i szacunek, jaki się z nim wiąże. Nic więc dziwnego, że dziś sami są strażakami ochotnikami. Podobnie jest w domu Wiktorii Kockiej. Jej córka, choć jest jeszcze bardzo młoda, z podziwem patrzy na mamę i tatę. I nie poprzestaje tylko na słowach, sama należy już do młodzieżowej drużyny pożarniczej. Co więcej, straż przyniosła Wiktorii także coś jeszcze –miłość. Jej mąż również jest strażakiem, a poznali się właśnie dzięki służbie w OSP. Od lat idą przez życie razem – w domu, przy wychowaniu dziecka, ale też w pracy społecznej i strażackiej służbie.

Kobiety z gminy Warka udowadniają, że bycie strażaczką to nie świat wielkiego nowoczesnego miasta. W ich pracy nie liczy się płeć, lecz przygotowanie, determinacja i gotowość do działania. Historia naszych strażaczek pokazuje, jak wiele może zmienić odwaga kilku osób. Z pokolenia na pokolenie przekazywana jest nie tylko pasja, ale przede wszystkim gotowość do pomagania innym. Bo niezależnie od czasu i zmian jedno w straży pozostaje takie samo – serce do służby.

Czy teraz będę już spokojniejsza słysząc sygnał straży? Hm…. na pewno będę się zastanawiać, czy w tej akcji jedzie Koncka… Wiktoria Koncka.

Koordynatorka Stowarzyszenia Kobiety w Centrum oddział Warka Ewa Kamaszewska

Redakcja Warka24.pl
Redakcja Warka24.pl
Naszą redakcję tworzą mieszkańcy Warki, instytucje oraz organizacje. Jeśli interesujesz się naszym miastem, lubisz pisać artykuły, śledzisz na bieżąco wyniki sportowe bądź uczestniczysz w kulturalnym życiu miasta to zapraszamy Cię do współpracy z portalem. Dołącz do naszego grona!

NAJPOPULARNIEJSZE