PIOTR MROZOWSKI
Maj zaskoczył
Drogowców
I pewne osiedle w Warce
Stukot młotków
Od rana, wir wiertarek
Grodzenie przestrzeni
I szum maszyn budowlanych
Mieszkańcy utrudzeni objazdami przecierają
Oczy ze zdumienia
Wróble też zdziwione na drzewach
Każdy się dziwi
I oczekuje tych nowości w przestrzeni.
Opadły mi skrzydła
teraz już definitywnie
kiedyś były piękne
rozłożyste upierzone
wszyscy na niebie zazdrościli mi a moi
rodzice i inne dzieci zachwycały się nimi
z czasem jednak traciłem straciłem
pojedyncze pióra
pierwsze pióro straciłem…
w piaskownicy
po ciosie w głowę łopatka od innego dziecka
drugie kiedy wywróciłem sie na rowerze
trzecie kiedy zostałem zdradzony przez najlepszego przyjaciela
30-te kiedy nie zdałem ważnego egzaminu….
z czasem przy większym stresie
wypadało tych piór nawet kilka…
obecnie niewiele już zostało z mojego opierzenia a rozłożyste skrzydła bardziej przypominają wystające kikuty
każde zmartwienie pochyla je coraz bardziej w dół
moje biedne skrzydła
PAWEŁ LIPIŃSKI
Minęło nam
Minęło nam trzydzieści pięć lat.
I myśli, że jest to czasu szmat,
A zdaje się jakby kilka dni.
W nich to zawarte tyle chwil.
Szczęśliwych i pełnych miłości,
Czasem chmurnych z kroplą złości.
Każda radość i ranne wstanie
Było dzięki Tobie Kochanie.
Tak, sens życia to być we dwoje.
Ręka Pana i świata stroje.
Dziękuję za Ciebie i dzieci.
Niech w naszym życiu słonce świeci.
Zielone perły
Jakąż to łzą poranek płacze,
Łąka skrzy się brylantem rosy?
W słońcu figlarnie konik skacze.
Ma smutne, czy wesołe oczy?
Ta łza perlista, trawy łza,
Pachnąca życiem i słowikiem.
Radość i nadzieję w sobie ma,
Daje natchnienie zanim zniknie.
I chociaż chwila to ulotna,
Trwa zanim słonko w ogóle wzejdzie.
Wiem, jutro może znowu ją spotkam.
Choć przez chwilę jak w bajce będzie.
Polska w moim sercu
Polskę mam w sercu z tym się urodziłem.
Biało-czerwoną, słowa sercu miłe
Polskiej pięknej mowy, jedynej, kochanej.
Góry i równiny, wierzby zapłakane.
Wciąż wierne, radosne, mimo że płaczące.
A w nutach Chopina są kwiaty na łące.
Wspomnienie dzieciństwa. Pamięć przodków, wiary.
To, co na tej ziemi, to są Boże dary.
Pośród tego ja i moja rodzina,
I wartość najwyższa – „W imię Ojca i Syna”.
I choć czasem ciężko, czasem los nie sprzyja,
To Królową Polski jest Święta Maryja.
Żeby kochać Polskę wystarczy pamiętać
Krwawy los ojczyzny i tryumfów święta.
Ze szczęścia ojczyzny cieszyć się wraz z wnukiem.
A z jej kart historii wciąż czerpać naukę.
Jak plewy oddzielić wroga od kamrata.
Nie czerpać złych wzorców z zepsutego świata.
Kulturę, tradycję tak jak skarby chronić.
Sprzedawczyków, zdrajców z kraju precz pogonić.
Co w maju
Co takiego jest w maju,
Że go wszyscy chwalą?
To soczysta zieleń, gaju,
Zmysły co się palą?
Biel kasztanów, czy matur czas?
Bzy pachnące lila?
Więc powiedz maju co mi dasz,
Gdy cudowna chwila?
Daj nadzieję, z tego słyniesz.
I otuchę w sercu.
Ufność, wiarę i optymizm.
Daj mi jak najwięcej.
Niech się zdarzy, niech się stanie,
To co daje szczęście.
‘ Dobroć, przyjaźń, zakochanie
I uśmiechów więcej.
W najpiękniejszej aurze w roku,
Przy ptasiej operze.
Wyrwij duszę moją z mroków,
Niech w fart swój uwierzę.
Maryjo, Mateńko Nasza
Od wieków z nami Jesteś na tym rozstaju dróg.
Trzymasz nad nami pieczę, a z Tobą jest nasz Bóg.
Wspierałaś naszych przodków, gdy szli do żniwa z kosą.
Robili tu znak krzyża, klękali stopą bosą.
Tu przy twej kapliczce żegnałaś wszystkich z wioski,
Gdy dobiegł ich kres życia, stawali na Sąd Boski.
A gdy był straszny czas i wojen przyszły burze,
Brałaś nas w ochronę, w swoją matczyną stróżę.
I dziś, gdy czasy szybie, kręta życia droga,
Miej nas zawsze w opiece, proś za nami Boga.
By w zdrowiu i z modlitwą spokojnie życie wieść.
Na wieki z nami zostań. Błogosław naszą wieś.
Pokorne życzenie
Tylu twórców wielkich i wielu też skromnych.
Tyle liter w zdania zaklętych.
Mądrości, miłości, pragnień, marzeń, wspomnień.
Słów prostych, ideałów świętych.
Z taką łatwością pisali epicy,
Że aż zazdrość bierze laika.
Z takim uczuciem tworzyli lirycy,
Słuchasz, czytasz i cię przenika.
Kunszty doskonałe i niedoścignione.
Chciałbym i ja, chociaż w połowie,
Założyć na skronie twórców tych koronę.
Przez chwilę, potem schylić głowę.
Dla PANNY
W kwiecistej łące, wśród kropel rosy,
Tańczy dziewczyna swym ciałem bosym.
Sukienka zwiewna, w promieniach słońca,
Ukrywa wdzięki, lecz nie do końca.
Ta wyobraźnia! Ech, co tam grzechy,
Byleby przeżyć wzroku uciechy.
I słodki dotyk, czy to możliwe?
Takie marzenie, czy jest wstydliwe?
Jeszcze dwie strofy są tego wiersza,
Gdzie zmysły tańczą, w głowie się miesza.
Nikt ich nie pozna, nic się nie dowie,
No bo cenzura kasuje obie.
Genialny matematyk
Był pewien baca, geniusz w zasadzie,
Potrafił szybko liczyć owce w stadzie.
Zjechali z miasta ciekawi pismacy,
Pogadać z bacą w czasie jego pracy.
– Drogi baco, ile owiec w tym stadku?
Zliczysz w godzinę? – W zadnym wypadku.
Całom godzine do dwustu łowiecek?
Oj ześ ty tempy miły cłowiece.
– Powiedz baco, ile owiec w tamtej grupie?
– Oj panocku, cóz za pytanie głupie?
Mamy tu, owsem, sześset trzydzieści dziewięć.
Oni zdziwieni i prawie w gniewie.
Wszystkie rachunki liczyli, sprawdzali.
Dziwili się wielce, w głowy drapali.
– Trzy duże stada spędzilim baco.
Teraz cię mamy. I co ty na to?
-Tu jest tysiąc dwieście ćternaście łowiec.
– Jak ty to robisz, weźże baco powiedz?
– Prosty rachunek, nie żadne numery.
Lice wszystkie nóżki i dziele przez cztery.





