Strona głównaInstytucjeKosić czy nie kosić? Oto jest pytanie. Czy każdy miejski trawnik naprawdę...

Kosić czy nie kosić? Oto jest pytanie. Czy każdy miejski trawnik naprawdę musi być krótki?

Jeszcze kilkanaście lat temu odpowiedź wydawała się oczywista. Ładny trawnik to trawnik równy, krótki i świeżo skoszony. Kosiarka pojawiała się regularnie, a zapach skoszonej trawy był niemal symbolem zadbanego miasta.

Dziś coraz częściej zadajemy sobie jednak pytanie: czy naprawdę każdy fragment miejskiej zieleni powinien wyglądać jak murawa boiska?

Okazuje się, że niekoniecznie. Co więcej – częste i bardzo niskie koszenie dużych powierzchni może przynosić więcej szkody niż pożytku.

Krótka trawa wygląda schludnie. Ale ma swoją cenę

Koszenie oczywiście ma swoje zalety. W reprezentacyjnych częściach miasta pozwala utrzymać uporządkowany wygląd zieleni. Jest potrzebne przy chodnikach, placach zabaw, ławkach, ciągach komunikacyjnych czy skrzyżowaniach, gdzie wysoka roślinność mogłaby ograniczać widoczność.

Niewielki, zadbany trawnik w centrum miasta może pełnić funkcję podobną do miejskiego klombu – porządkuje przestrzeń i podkreśla jej reprezentacyjny charakter.

Problem zaczyna się wtedy, gdy tę samą zasadę stosujemy wszędzie.

Kosimy duże skarpy, pobocza, rozległe trawniki, tereny pomiędzy osiedlami i miejsca, w których człowiek praktycznie nie chodzi. I robimy to wielokrotnie w ciągu sezonu.

W efekcie rośliny nie zdążą zakwitnąć ani wydać nasion. Znikają kwiaty, a wraz z nimi źródło pokarmu dla pszczół, trzmieli, motyli i innych owadów zapylających. Częste koszenie ogranicza bioróżnorodność i negatywnie wpływa również na zatrzymywanie wody w glebie.

A gdyby zamiast kosiarki pozwolić działać naturze?

Trawa zaczyna rosnąć wyżej. Pojawiają się kwiaty. Wracają owady. Teren, który wcześniej był jednorodną zieloną powierzchnią, zaczyna żyć.

Tak może powstać miejska łąka.

I nie musi to być od razu specjalnie wysiana, wielobarwna kompozycja znana z katalogowych zdjęć. Łąka miejska może powstawać również poprzez ograniczenie częstotliwości koszenia i pozostawienie części naturalnej roślinności.

Łąki kwietne zapewniają pokarm i schronienie wielu gatunkom, a ich bardziej rozbudowane systemy korzeniowe pomagają zatrzymywać wodę w glebie.

To szczególnie ważne podczas coraz dłuższych okresów bez deszczu. Krótko skoszony trawnik wystawiony na pełne słońce potrafi szybko wyschnąć. Wyższa roślinność lepiej osłania powierzchnię gleby i pomaga ograniczyć utratę wilgoci. Łąki kwietne dzięki rozbudowanym systemom korzeniowym skutecznie wspierają małą retencję glebową.

Nie skosili? A może właśnie tak miało być?

To prawdopodobnie największe wyzwanie.

Przez lata przyzwyczailiśmy się, że krótka trawa oznacza porządek, a wyższa – zaniedbanie.

Tymczasem nie każdy nieskoszony teren jest zaniedbany.

Czasami dokładnie odwrotnie.

Pozostawienie fragmentu zieleni bez częstego koszenia może być świadomą decyzją: dla owadów, dla roślin, dla zatrzymywania wody i dla ograniczenia wysychania gleby.

Dlatego warto zmienić sposób myślenia.

Nie pytajmy wyłącznie:

„Dlaczego jeszcze tego nie skosili?”

Zapytajmy również:

„Czy to miejsce w ogóle trzeba kosić?”

Gdzie kosić? Tam, gdzie ma to rzeczywisty sens

Rozwiązaniem nie jest oczywiście całkowita rezygnacja z koszenia. Miasto potrzebuje terenów intensywnie pielęgnowanych.

Kosić należy przede wszystkim niewielkie, reprezentacyjne trawniki w ścisłym centrum, otoczenie ważnych obiektów, bezpośrednie sąsiedztwo ciągów pieszych i miejsc rekreacji oraz te fragmenty poboczy i skrzyżowań, gdzie roślinność mogłaby ograniczać bezpieczeństwo lub widoczność.

Można również wykaszać wąskie pasy wzdłuż chodników. Taki zabieg wyraźnie pokazuje mieszkańcom, że wyższa roślinność znajdująca się kilka metrów dalej nie jest efektem zaniedbania, lecz świadomie przyjętym sposobem utrzymania zieleni.

Natomiast na rozległych terenach, skarpach, obrzeżach osiedli i w miejscach niewykorzystywanych intensywnie przez mieszkańców warto pozwolić roślinności rosnąć znacznie dłużej.

Nie chodzi więc o zasadę „nie kosimy”.

Chodzi o zasadę:

„Kosimy tylko tam i wtedy, gdzie jest to potrzebne”.

Czy miasto pełne kwiatów może być równie zadbane jak miasto pełne kosiarek?

Może.

Być może nawet bardziej.

Bo nowoczesne podejście do miejskiej zieleni nie polega na tym, żeby każdy metr kwadratowy wyglądał identycznie.

Centrum może być starannie wykoszone. Przy chodniku może znajdować się równy pas trawy. A kilkanaście metrów dalej mogą rosnąć maki, chabry, koniczyny, krwawniki i dziesiątki innych roślin.

Jedno nie wyklucza drugiego.

Takie podejście stosują już polskie miasta, różnicując standardy utrzymania zieleni – od terenów koszonych intensywnie po łąki koszone raz lub dwa razy w sezonie oraz fragmenty pozostawiane w stanie naturalnym.

Może więc czas odwrócić pytanie?

Przez lata pytaliśmy:

„Kiedy wreszcie skoszą tę trawę?”

Dzisiaj coraz częściej powinniśmy pytać:

„Po co właściwie mamy ją tutaj kosić?”

Jeżeli odpowiedzią jest bezpieczeństwo, możliwość korzystania z terenu albo szczególnie reprezentacyjny charakter miejsca – kosiarka ma tam swoje zadanie.

Ale jeśli jedynym argumentem jest przyzwyczajenie, warto dać naturze trochę przestrzeni.

Bo czasami najbardziej zieloną decyzją, jaką można podjąć, jest po prostu… nie uruchamiać kosiarki.

A widok wysokiej trawy i kwiatów nie zawsze oznacza, że ktoś zapomniał o swojej pracy.

Czasami oznacza, że ktoś właśnie dobrze ją przemyślał.

Redakcja Warka24.pl
Redakcja Warka24.pl
Naszą redakcję tworzą mieszkańcy Warki, instytucje oraz organizacje. Jeśli interesujesz się naszym miastem, lubisz pisać artykuły, śledzisz na bieżąco wyniki sportowe bądź uczestniczysz w kulturalnym życiu miasta to zapraszamy Cię do współpracy z portalem. Dołącz do naszego grona!

NAJPOPULARNIEJSZE