Strona głównaInstytucjeDworek na DługiejHistoria naszej małej Ojczyzny... Palczew

Historia naszej małej Ojczyzny… Palczew

W związku z 700-leciem potwierdzenia nadania Warce praw miejskich pragniemy przybliżyć obszar całej Gminy Warka czyli licznych miejscowości z ich niezwykle bogatą historią oraz osiągnięciami. Chcemy również zaprezentować wybitne postacie, których działalność była nie tylko ważna dla naszych małych ojczyzn, ale także dla całego kraju. Również dla naszych lokalnych bohaterów ich miejsca urodzenia były obszarem doniosłych doświadczeń oraz osobistych przeżyć. Wieś w której mieszkamy to przestrzeń niewielka, ale dla nas to centrum świata. Miejsce, w którym się “obracamy” – nasze domy, pola, świetlice oraz kościoły. To przestrzeń stworzona naszym wielkim wysiłkiem. Decydują one o pozycji naszego regionu, ale również całego kraju. 700-lecie potwierdzenia nadania praw miejskich Warce traktujemy jako wspomnienie historii nie tylko miasta Warka, ale również całej Gminy.

PALCZEW 

Najdawniejsze dzieje Palczewa

Jedną w najstarszych miejscowości w parafii Wrociszew jest Palczew. Z miejscowych podań i legend wynika, że w dawnych czasach istniało tu duże, obwarowane grodzisko, w którym mieszkał właściciel okolicznych włości. Jego nazwa według słownika historyczno-etymologicznego pochodzi od słowa „palec”. Niestety imienia pana tego grodu nikt tu nie pamięta. Podobno zarządzał on swoimi ziemiami wraz ze starszyzną grodową. Palczewo oraz okoliczne wsie należały do Ziemi Czerskiej. Mazowieccy rycerze zjeżdżali się tu na słynne polowania w Puszczy Stromieckiej. Podobno właściciel Palczewa posłuchał wezwania papieża i udał się na wyprawę krzyżową do Ziemi Świętej. W drodze do Palestyny z zachwytem oglądał piękne miasta, wioski oraz niezwykłe budowle. Gdy dotarł na miejsce, jego odział został zaatakowany przez janczarów. Rycerz z Palczewa dostał się do niewoli saraceńskiej. W trudnych chwilach zatęsknił za swoim ukochanym Palczewem. Na szczęście rycerzowi udało się zbiec z niewoli i wrócić do rodzinnej wsi. Wszyscy w Palczewie cieszyli się z jego powrotu. On również był szczęśliwy, a tak niewiele brakowało, żeby nigdy już nie ujrzał swojej rodzinnej wsi. Ze swojego ogromnego majątku Palczewo, wydzielił część gruntów i założył nową wieś – Wrociszewo, w której wybudował w podzięce za uratowanie życia drewniany kościółek. Z jego powstaniem związanych jest wiele miejscowych podań i opowieści. Prawdopodobnie imię budowniczego pierwszej, wrociszewskiej świątyni zapisane było w starych kronikach. Jednak przez naszą, piękną i zamożną okolicę w ciągu dziejów przewinęło się wiele wojsk. Część dokumentów nie dotrwało do naszych czasów. Nie wiadomo również, kiedy i kto nadał palczewskiemu rycerzowi przydomek „Wrocisz”. Podobno powstał on od słowa „wrócę”, które nieustannie w niewoli powtarzał uwieziony rycerz. Prawdopodobnie w następnych wiekach jego potomkowie rządzili wsią Palczewo. Została ona po raz pierwszy wspomniana w 1418 r. w Księdze Czerskiej. Od jej nazwy pochodzi nazwisko właścicieli wsi Palczewskich. Jednego z przedstawicieli tego rodu „szlachetnego Rafała z Palczewa właściciela wsi Palczewo w starostwie czerskim” wymienia akt księcia Konrada Mazowieckiego z 1476 r. Władca Mazowsza w dowód książęcej łaski zwolnił palczewskich kmieci z dóbr szlacheckich położonych w Czerskiem od obowiązku naprawy miejscowych zamków i warowni. Jak wynika z akt kościelnych dwie córki „szlachetnego Rafała z Palczewa” wyszły za mąż za najbogatszych kawalerów we wrociszewskiej parafii. Do naszych czasów zachowało się świadectwo ślubu Katarzyny Palczewskiej z „generalus Michael de Zawady” z 1511 r. Świadkiem ich małżeństwa był – Józef Duda „de Opożdżewo”. Z 1513 r. pochodzi akt ślubu jej młodszej siostry Anny z niezwykle zamożnym, szlachcicem Antonim z Michałowa. Natomiast po raz pierwszy w „Źródłach dziejowych” z XVI w. odnotowana jest Wola Palczewska, która podobno była wsią szlachecką. W 1576 r. jej właścicielami byli Marcin, Piotr i Jan Palczewscy. Natomiast z dokumentu kościelnego z 1580 r. wynika, że dziedzic Jan Palczewski wraz ze swoim krewnym Zastruskim utrzymywali szkołę we Wrociszewie i zgodnie ze starym zwyczajem przekazywali na jej rzecz dziesięcinę w formie pieniężnej. Z tego samego aktu wynika, że nieznany z imienia przodek Jana Palczewskiego był jednym z fundatorów wrociszewskiego kościoła i przekazał na jego rzecz część własnych gruntów ornych. Czyżby to był ten legendarny, nieznany sławny rycerz, (Wrocisz?) fundator naszej świątyni oraz uciekinier z niewoli saraceńskiej. W 1671 r. Urlich von Werdun podczas podróży po Rzeczpospolitej opisał w swoim dzienniku piękną przeprawę przez Pilicę. Niemiecki podróżnik zachwycony był także miejscową okolicą, w której rzeka płynęła wśród prześlicznych łąk. Werdun przeprawił się przez Pilicę w okolicy Palczewa na dwóch związanych ze sobą tratwach. Na drugim brzegu zainteresował się niezwykłym młynem wodnym, którego maszyneria podnosiła się i opuszczała w zależności od poziomu wody. Werdun zapisał także w swoim dzienniku, że między Brankowem, Michałowem, a Palczewem „leżą bardzo dobre ogrody, uprawiane pod płody ziemne, ćwikłę, groch i tym podobne kuchenne potrzeby”. W końcu XVI i na pocz. XVII w. jeszcze za życia Jana Palczewskiego i jego syna Hieronima w sądach konsystorskich toczyły się sprawy sądowe o granice własności kościelnej z wsią Palczewo i Wolą Palczewską. Ale ostatecznie obie strony doszły w tej sprawie do porozumienia. W następnych stuleciach często zmieniali się właściciele majątku Palczew, aż do 1849 r., kiedy przeszedł on na własność rodziny Dal- Trozzo.

 

Niezwykły powstańczy krzyż we wsi Palczew

We wsi Palczew przy starym trakcie z Warki do Nowego Miasta znajduje się 6-metrowy krzyż. Wybudowali go w 1933 r. dwaj bracia: Andrzej i Jan Cybulscy Pragnęli uczcić w ten sposób powrót z zesłania na Syberii swojego dziadka – Szczepana Cybulskiego. Budowniczym krzyża pomagali inni mieszkańcy Palczewa. Jeden z jego fundatorów Andrzej miał zdolności ciesielskie. W pracy pomagał mu starszy brat Jan. Ich dziadek Szczepan Cybulski urodził się w 1838 r. w Biskupicach Starych. W wieku 21 lat ożenił się z panną Józefą Pacholczakówną z Palczewa i tam z nią zamieszkał. Kiedy wybuchło Powstanie Styczniowe wstąpił do jednego z nadpilickich oddziałów. Punkt werbunkowy mieścił się na wrociszewskiej plebanii. Szczepan Cybulski otrzymał chłopską świtkę czyli jasną, długą kurtkę oraz pąsową konfederatkę. Pozostawił w domu ukochaną żonę Józefę oraz 3-letniego syna Ignacego. Został kosynierem w oddziale rotmistrza Władysława Grabowskiego, który wiosną 1863 r. stacjonował w lasach w okolicach Nowego Miasta. Po atakach Rosjan  Cybulski oraz inni powstańcy wyruszyli w kierunku Warki. 17 V o godz. 19 oddział Grabowskiego przeprawił się w Lechanicach na lewy brzeg Pilicy. Wieczorem Szczepan Cybulski oraz inni powstańcy dotarli przez Opożdżew do Nowej Wsi i tam zasnęli. O 2 w nocy zbudził ich głos trąbki. Okazało się, że Szczepan Cybulski oraz jego koledzy zostali zaatakowani przez oddział gen. Meller – Zakomelskiego. Szarża rosyjskiej jazdy została odparta przez strzelców oraz kosynierów.  Wśród, nich był również mieszkaniec Palczewa – Szczepan Cybulski. Po pewnym czasie nadciągnęła także carska piechota. Grabowski wysłał przeciwko niej kosynierów, którzy zostali zasypani gradem kartaczy z 2 carskich dział. Już pierwsza ich salwa załamała atak kosynierów. Szymon Cybulski z Palczewa cudem uniknął śmierci. Tak, jak 180 powstańców dostał się do niewoli. W lesie pod Chojnowem Rosjanie eskortujący jeńców, wśród których był Szczepan Cybulski zostali zaatakowani przez żołnierzy Kononowicza. Próba ich odbicia nie powiodła się. Szczepan Cybulski oraz inni jeńcy zostali odesłani do Warszawy. Czekał ich tam sąd wojenny. Szczepan Cybulski z Palczewa został skazany 10 lat zesłania na Syberię. W 1873 r. szczęśliwie powrócił do Palczewa. Były syberyjski zesłaniec nie krył łez, gdy pojawił się po długiej rozłące w rodzinnym domu. Jego 13-letni syn Ignaś go nie poznał. Na szczęście Józefa cierpliwie na niego czekała, była mu wierna i darzyła go wielką miłością. Zaraz po powrocie Szczepana z Syberii przyszedł na świat jego drugi syn Michał. W 1877 r. urodził się mu trzeci syn – Izydor. Jego chrzestnymi zostali mieszkańcy Palczewa: Mikołaj Pacholczak oraz Jakub Wierzbicki. Szczepanowi Cybulskiemu nie było dane dożyć wolnej Polski, za którą tak cierpiał oraz dzielnie walczył. Powstaniec styczniowy zmarł w 1904 roku w wieku 66 lat. Jego wnukowie Jan oraz Andrzej byli jeszcze wtedy dziećmi. Zostali wychowani w duchu patriotycznym. Kiedy dorośli, bardzo zapragnęli uczcić 70 rocznicę wybuchu powstania styczniowego oraz 58 rocznicę powrotu bohaterskiego dziadka Szczepana z zesłania. Na własnej działce za stodołą, w pobliżu trasy Warka-Białobrzegi, wznieśli krzyż. Stoi on do tej pory na miejscowej wysoczyźnie, z której rozciąga się przepiękny widok na Palczew oraz zapilicze czyli miejsca, które były tak bliskie sercu ich dziadka powstańca 1863 r.- Szczepana Cybulskiego.

Zdjęcie – Przydrożny krzyż w Palczewie

 

Antoni Teodoryk Dal-Trozzo i jego pierwsza żona Zofia z Garlickich

W 1849 r. majątek Palczew zakupił urodzony w Turynie wybitny warszawski kartograf oraz przedsiębiorca – Antoni Tadeusz Dal-Trozzo, który 6 lat później przekazał go swojemu jedynemu synowi Antoniemu Henrykowi oraz jego żonie działaczce niepodległościowej – Zofii z Garlickich. Jedyną pamiątką po jej patriotycznej działalności jest wykonany przez nią w czasach niewoli niezwykły sztandar. Zofia Dal-Trozzo należała także do Koła Ziemianek, które pomagało w wykształceniu ubogich, uzdolnionych, wiejskich dzieci z powiatu grójeckiego. W 1900 r. Antoni i Zofia Dal-Trozzo zamieszkali wraz z rodziną w nowo wybudowanym pałacyku zaprojektowanym przez jednego z wybitniejszych polskich architektów II poł. XIX w. Apoloniusza Nieniewskiego. Otaczał go dworski park o powierzchni 5 ha. Pod koniec XIX w. odkryto w nim naczynia z brązu, czyli osadnictwo w Palczewie istniało już w III tys. p.n.e. Skarb przywłaszczył sobie Rosjanin ówczesny naczelnik powiatu grójeckiego. Roślinność i urządzenia ogrodowe w palczewskim parku były, tak zaplanowane, żeby akcentowały piękne widoki. Ważnym i cennym jego elementem była niezadaszona figura z początków XX w. W palczewskim pałacyku podobno już przed II wojną był prąd z elektrowni w Bończy. Miejscowy dziedzic Antoni Teodoryk Dal-Trozzo był bardzo szanowany w okolicy. Sprawował funkcję gminnego sędziego w Warce. Był on wybitnym rolnikiem oraz kochał konie. Lubił jeździć na końskie jarmarki, a dworskie podwórze w Palczewie w dni targowe zawsze było pełne różnej maści koni oraz żydowskich handlarzy. Zawsze udało się im nakłonić p. Dal-Trozzo do ich kupna albo zamiany. Za konia szedł koń, ale zazwyczaj jeszcze dodatkowo palczewski dziedzic dawał się namówić także na dopłatę w postaci wybrakowanego konia, krowy, grochu albo pszenicy. Jednym z ulubionych pracowników Antoniego Teodoryka Dal-Trozzo był Żyd Hasklem. W majątku Palczew pełnił on funkcję pachciarza. On i cała jego rodzina zajmowała się przetwarzaniem mleka oraz produkcją masła oraz serów. W przeciwieństwie do okolicznych dziedziców pan Antoni Teodoryk Dal-Trozzo niechętnie grał w karty. Nie interesowały go także polowania, mimo że w jego majątku były dogodne tereny myśliwskie. Antoni Teodoryk Dal-Trozzo był duszą towarzystwa. W palczewskim pałacu bywali nie tylko ziemianie z powiatu grójeckiego, ale także śmietanka towarzyska stolicy. W jego dworze znajdowało się kilkanaście, pięknie urządzonych pokoi. Najsłynniejszą z pałacowych pomieszczeń była oranżeria. Podziwiano ją w okolicy z powodu rosnącej w niej niezwykłej róży, która kwitła nawet zimą. Każdego roku palczewscy dziedzice wyjeżdżali z dziećmi do ciepłych wód w Karlisbach. Dziedzic z Nowej Wsi – Tadeusz Daszewski wspominał w swoim pamiętniku, że dom Dal-Trozzów w Palczewie był jednym z najmilszych w okolicy. Panowała w nim “pełna prostoty serdeczna atmosfera”. W pałacu w Palczewie przed II wojną światową odbywały się koncerty oraz przedstawienia z udziałem aktorów scen warszawskich. Serdecznym przyjacielem Antoniego Teodoryka Dal-Trozzo był jeden z najwybitniejszych polskich aktorów komediowych oraz wykonawców ról molierowskich – Mieczysław Frenkiel. W Palczewie spędzał  on wraz z rodziną oraz przyjaciółmi każdego roku zazwyczaj całe lato. Po śmierci Zofii Antonii Dal-Trozzo w 1924 r. ożenił się z Leonardą z Ciechanowskich, która zamieszkała w palczewskim pałacu. Podczas okupacji została ona aresztowana i wywieziona do obozu Ravensbruck, który pozbawił Leonardę zdrowia oraz urody. Udało się jej jednak opuścić obóz i wyjechać na leczenie do Szwecji. Zmarła w rodzinnym domu we Włocławku.

Zdjęcie – Portret Zoffi Dal-Trozzo 

Zdjęcie – Sztandar wykonany w młodości przez Zofię Dal-Trozzo

Zdjęcie – Antoni Teodoryk Dal Trozzo z Żydem Hanklem. Palczew 1909r.

 

Dzieci palczewskich dziedziców

Antoni Teodoryk oraz jego pierwsza żona Zofia Dal Trozzo posiadali 3 dzieci. Jedyny syn nosił zgodnie z rodzinną tradycją pierwsze imię Antoni. Od urodzenia spotykały go niecodzienne przygody. Pewnego razu jego rodzice Antoni i Zofia zostali poproszeni przez Boskich, aby zostali chrzestnymi ich syna. Zima tego roku była mroźna. Pilica stanęła i spadło dużo śniegu. Dal-Trozzowie wybrali się do Bożego saniami. Za nimi na drugich sankach udał się woźnica Józef, mamka oraz mały panicz. Przed gankiem w Bożym Dal-Trozzowie wysiedli z sanek. Dziedziczka wzięła z rąk mamki poduszkę. Jednak nie było w niej panicza. Przerażona mamka nie znalazła także dziecka w sankach. Palczewska dziedziczka rozkazała stangretowi, aby szybko odszukał Antosia. Woźnica ujechał zaledwie kilkaset kroków i zatrzymał się. Tuż obok śladu śluz leżał na śniegu płaczący panicz zawinięty jedynie w pieluszki. Na szczęście dziecku nic się nie stało. Okazało się, że palczewski stangret w trakcie podróży do Bożego zalecał się do młodej i pięknej dziewczyny. Kilka miesięcy temu przytrafiła się jej panieńska przygoda podnosząc ją do godności mamki. Młoda służąca i stangret zbytnio zajęci sobą nie zauważyli, że panicz wysunął się z poduszki. Antoni Teodoryk oraz jego żona Zofia oprócz syna Antoniego posiadali jeszcze dwie córki. Starsza z nich nosiła imię Wanda. Najmłodszej z rodzeństwa przy chrzcie nadano imię Zofia. W dokumentacji wrociszewskiej parafii zachował się  sporządzony w j. rosyjskim akt małżeństwa pięknej, 20-letniej Wandy Dal-Trozzo, której przodkowie od 4 pokoleń byli posiadaczami Palczewa. Pewnego listopadowego wieczoru wyszła ona za mąż za wybitnego malarza i działacza politycznego hrabiego Władysława Jasieńskiego herbu Dołęga, który był właścicielem majątku Daniszew. Uroczystość zaślubin Wandy Dal-Trozzo i Władysława Jasieńskiego odbyła się w 1914 r. we wrociszewskiej świątyni, której głównym budowniczym był dziadek panny młodej – Antoni Henryk Dal -Trozzo z Michalowa. Nigdy dotąd w kościele nie zgromadziło się tak wiele szlachty, państwa i chłopów. Ślubu młodej parze udzielił miejscowy proboszcz – Feliks Sobolewski. Palczewska szlachcianka za księdzem wypowiedziała słowa: „Ja Wanda, Stefania biorę ciebie Władysławie za mojego własnego męża i ślubuję tobie dochować wiarę małżeństwa świętego, aż do mej śmierci. Tak mi Pan Bóg dopomóż, Panno Maria i wszyscy święci”. W drodze z kościoła do pałacu w Palczewie miejscowi chłopi zbudowali piękną bramę ze świerkowych gałązek, a jeden z mieszkańców Palczewa złożył życzenia nowożeńcom. Chłopi otrzymali od młodej pary słodycze oraz starki nalewki. Dal-Trozzowie i Jasieńscy powitali nowożeńców przed wejściem do palczewskiego pałacu chlebem i solą.

Zdjęcie – Dzieci Antoniego i Zofii Dal Trozzo – Antoni, Wanda oraz Zofia

Zdjęcie – Wanda Dal Trozzo-Jasieńska. 1914r. 

 

Nadzorcy palczewskiego majątku – Józef i Zdzisława Czajkowski

W okresie okupacji zarządcami dóbr ziemskich w Palczewie była rodzina Czajkowskich.  Pochodzili oni z Płuchocina na Kujawach. Józef był bardzo dobrym rolnikiem. Czajkowski specjalizował się w hodowli koni półkrwi szlachetnej i reprodukcji uznanych ziemiopłodów. We wrześniu 1939 r. Józef Czajkowski został wzięty przez hitlerowców, jako zakładnik i cudem uniknął śmierci. Po opuszczeniu więzienia, został nadzorcą należącego do rodziny Dal-Trozzo majątku ziemskiego w Palczewie. Przybył on tu wraz żoną Zdzisławą oraz z piątką dzieci. Dwóch synów oraz trzy córki państwa Czajkowskich wstąpiły do NOW-AK.  Najstarsza Stella, która ukończyła prawo została sanitariuszką. Młodsza od niej o 2 lata Henryka, z wykształcenia lekarz, pomagała rannym żołnierzom w lechanickim plutonie. W VIII 1944 r. została oddelegowana do stolicy i niosła pomoc ludności cywilnej oraz żołnierzom AK. Po jego zakończeniu „dr Henryka” wraz z rannymi powstańcami udała się do obozu jenieckiego w Niemczech. Najstarszy syn nadzorcy palczewskiego majątku – Bogdan Czajkowski ps. Jastrzębiec także wstąpił do lechanickiego VI plutonu Armii Krajowej. Z relacji jego kolegi z AK Jana Petrykowskiego wynika, że był on jednym z najdzielniejszych żołnierzy. Po II wojnie światowej Bogdan Czajkowski kilka lat spędził w stalinowskim więzieniu. Młodsza od niego o 2 lata siostra – Krystyna Czajkowska z wykształcenia ekonomistka była sanitariuszką oraz kurierką w miejscowym AK. Najmłodszy z rodzeństwa – Zdzisław z wykształcenia rolnik podobnie, jak starszy brat Bogdan także po wojnie miał do czynienia z UB, które porwało go, gdy rano wychodził do pracy. Jego matka dowiedziała się o tym zdarzeniu od sąsiadów. Czajkowski odsiedział prawie 2 lata w więzieniu. Oskarżono go o zamordowanie podczas pobytu w Palczewie Rosjanina-sojusznika. Czajkowscy przebywali w Palczewie od 1939 do 1945 r. W tym czasie, mimo że w miejscowym dworze oraz we wsi stacjonowali Niemcy, przyjęli pod swój dach rodziny pozbawione domu, pożywienia oraz zagrożone aresztowaniem. Przybysze pochodzili ze stolicy oraz z terenów włączonych do Rzeszy. Byli to tzw. wojenni mieszkańcy Palczewa. Udało się ustalić tylko 3 nazwiska – Ciechanowscy, Zawadowscy oraz Zalescy. W Palczewie przebywało także rodzeństwo Janusz, Jerzy, Felicja oraz Maria Fankidejscy. Była to rodzina ziemiańska z okolic Bydgoszczy. Młodzież zarówno chłopcy, jak i dziewczęta wstąpili do lechanickiego oddziału AK. Regina Zawadowska w raz z 3 synami również przybyła z Pomorza. Jej mąż został po wkroczeniu Niemców pozbawiony majątku oraz skrytobójczo zamordowany  na własnym polu. Nadzorca majątku Palczew Józef Czajkowski wszystkim wojennym mieszkańcom Palczewa wyrobił kenkarty z fałszywymi danymi oraz zatrudnił ich w palczewskim majątku. W tym trudnym okresie okupacji Czajkowscy traktowali ich, jak rodzinę. Postarali się, aby zapomnieli o trudnych przeżyciach oraz zagrożeniach.

Zdjęcie – Rodzina Czajkowskich oraz wojenni mieszkańcy Palczewa. Pierwszy prawej Józef Czajkowski, obok jego żona Zdzisława, a przy niej Leonarda Dal -Trozzo z Ciechanowskich przed dworską kapliczką. 1940r.

 

Odział NOW-AK w palczewskim majątku

Podczas wojny w nadpilickim majątku Palczew dzięki zaangażowaniu Brzezińskich i rodziny Dal-Trozzo powstał oddział Narodowej Organizacji Wojskowej. Jego trzon stanowili 2 przyjaciele: Jerzy Ciechanowski ps. „Miły” oraz Andrzej Zalewski ps. „Kmicic”. W 1942 r. członkowie NOW stali się „bojownikami” lechanickiego VI plutonu AK. Pomagał im również nadzorca majątku – Józef Czajkowski. Grupa NOW-AK podobno mieściła się w gajówce „Zofijówka” za Pilicą. Natomiast w należącym do majątku Palczew – folwarku na Paulinie, którego administratorek był Władysław Trzmiel ps. „Orzech”, ukrywał się do końca wojny ostatni dowódca lechanickiego plutonu – Edward Górecki ps. Zyg. Młodzi konspiratorzy z Palczewa w miejscowym pałacu lubili razem spożywać posiłki. Nikt nie narzekał na kuchnię oraz nie chodził głodny. Wspólne kolacje w palczewskim pałacu kończyły się wyciągnięciem przez administratora papierośnicy i podaniem jej siedzącym wokół stołu amatorom palenia. Józef Czajkowski miał także zwyczaj dziękować wszystkim obecnym za wspólny posiłek. Przy specjalnej okazji prosił swoją córkę Krystynę, która miała klucze od piwnicy z beczkami trunków, aby podano trochę alkoholu. Gospodarz zostawiał młodych, a sam udawał się do swego pokoju, na spoczynek. Młodzież z palczewskiego pałacu po kolacji śpiewała pieśni patriotyczne oraz czytała wiersze. Ich autorami w byli 2 żołnierze palczewskiego NOW-AK: Jerzy Ciechanowski „Miły” oraz Wojciech Zaleski. Obaj byli zakochani w urodziwej sanitariuszce i kurierce Krysi Czajkowskiej. To ona także była adresatką ich poezji. W Warszawie jej rodzice mieli niewielkie mieszkanko. Dzielna żołnierka lechanickiego AK – Krystyna Czajkowska przewoziła rozkazy i zapewniała łączność między oddziałami AK, a Komendą Główną. To prawdopodobnie za tę działalność wylądowała na Pawiaku, ale nikogo nie wydała. Lekarzem w tym samym oddziale AK była jej starsza siostra Henryka. To ona szkoliła młodszą siostrę Krysię, jak bandażować rany oraz wykonywania zastrzyków. Początkowo ta czynność sprawiała jej dużo trudności. Henryka kazała Krysi na próbę wbijać strzykawki w poduszkę, ponieważ ma ona podobną „konsystencję”, co ludzkie ciało i daje podobny efekt przy wbijaniu igły. Natomiast bandażowanie i „zakładanie na temblak” nie sprawiało Krysi Czajkowskiej żadnych trudności. Nikt nie przewidywał, że wkrótce prześliczna Krysia przekona się na własnej skórze, jak straszna jest wojna. Pewnego wrześniowego poranka pod palczewski pałac podjechała czarna limuzyna. Wybiegło z niej kilku hitlerowców. Nikt nie przewidywał, że esesmani zabiorą córkę miejscowego administratora młodziutką Krysię Czajkowską. Nigdy się nie wydało, kto na nią doniósł i jakie zarzuty jej postawiono. Mimo, że wszyscy jej znajomi należeli do AK, nikt poza nią w Palczewie nie został aresztowany. Niemcy zawieźli najmłodszą Czajkowską do więzienia na Pawiaku. Przebywała w nim od 2 IX 1940 do 19 II 1941 r. Mieszkała tam z innymi więźniarkami we wspólnej, dużej celi. W tym obskurnym pomieszczeniu przebywało bardzo dużo kobiet w różnym wieku. W celi był wielki tłok i brakowało posłań. Dlatego Krystyna Czajkowska była zmuszona spać na Pawiaku na stole. Najczęściej jadała także na nim zupę z włóknami z koniny. Kąpiel na Pawiaku odbywała się raz w tygodniu, ale tylko dlatego, że Niemcy obawiali się tyfusu. W celi, w której przetrzymywano Krysię Czajkowską całymi dniami słychać było zza ściany krzyki torturowanych, oraz odgłosy wystrzałów z podwórza, gdzie Niemcy dokonywali zbiorowych egzekucji. Razem z Krysią Czajkowską na Pawiaku przebywały także dwie warszawskie Żydówki – matka z córką. Nie wiadomo, od kogo dowiedziały się, że będą wkrótce rozstrzelane. Przed wyprowadzeniem na egzekucję młoda Żydówka rozdała pozostającym jeszcze w celi kobietom swoje osobiste rzeczy. Krysia dostała od niej małą, złotą puderniczkę z lusterkiem z czerwonymi kwiatkami na wierzchu. Ojciec Krysi palczewski administrator Józef Czajkowski poruszył niebo i ziemię, aby wyciągnąć swoją ukochaną córkę z Pawiaka. Po kilku miesiącach udało mu się zgromadzić dużą kwotę pieniędzy i komu trzeba wręczyć łapówkę. Po powrocie do Palczewa Krysia Czajkowska, mimo że była bardzo głodna, jadła niewiele i bardzo powoli. Czajkowska, która otarła się o śmierć, nauczyła się cenić każdą chwilę spędzoną w otoczeniu bliskich jej osób, a szczególnie ukochanego Jurka. Jerzy Ciechanowski ps. Miły, był synem warszawskiego inżyniera – Ksawerego Ciechanowskie herbu Dąbrowa oraz Marietty z d. de Chapuis. Jurek i Krysia stanowili piękną parę.Pewnego dnia Jerzy poprosił o jej rękę. Krysia przyjęła jego oświadczyny i podarowała mu złoty sygnecik, który otrzymała od rodziców. Był na nim wygrawerowany herb Czajkowskich – Jastrzębiec. Od tej chwili byli nierozłączni.  Jerzy Ciechanowski był bardzo szczęśliwy. Po tym, jak Krysia powiedziała, że zostanie jego żoną, on czerwonym atramentem w albumie obok jednego ze wspólnych zdjęć napisał słowa – „Życie jest piękne”. Jednak straszna wojna wszystko zniszczyła. W VIII 1944 r. doszło do krwawych walk na przyczółku warecko-magnuszewskim. Było wielu zabitych i rannych. Z pomocą wyruszyli dwaj przyjaciele z Palczewa – Jerzy Ciechanowski „Miły” oraz Andrzej Zaleski „Kmicic”. W dniu 19 VIII 1944 r. – przed wyruszeniem bryczką sprzed palczewskiego dworu Jurek zjadł śniadanie wcześniej niż reszta domowników w mniejszym pomieszczeniu obok dużej jadalni. Młody Ciechanowski, jak to miał w zwyczaju, przy śniadaniu z wielką czułością zwracał się do swojej narzeczonej. Słowa – „Krysieńko podaj mi jeszcze miodziku do kanapki” były ostatnimi, które skierował do swojej ukochanej. Następnie Jurek udał się bryczką zaprzężoną w 2 konie do oddalonej o 10 km Warki. Przed wyjazdem jeszcze zdążył ucałować swoją ukochaną. Prawdopodobnie Jurek Ciechanowski zginął na miejscu w bryczce od pocisku artyleryjskiego zaraz po przybyciu do Warki. W chwili śmierci miał na ręce złoty sygnecik od ukochanej Krystyny. Jego przyjaciel Andrzej Zaleski ps. „Kmicic” został ciężko ranny. Miał poszarpaną nogę. Ratował go, jak mógł wspaniały, warecki lekarz-chirurg dr Grzegorz Tymofiejew. Asystowała mu pielęgniarka Wanda Górska-Gwardys. Niewiele jednak mógł uczynić dr Tymofiejew w tych prymitywnych warunkach. Po odjęciu mu poszarpanej nogi, natychmiast odwiózł Zaleskiego do szpitala w Grójcu. Tam także nie było dostatecznych środków do udzielenia pomocy Andrzejowi Zaleskiemu z lechanickiego AK. W tym czasie nie można było także z ciężko rannym żołnierzem dotrzeć do kliniki w Warszawie. W stolicy trwało wtedy krwawo tłumione powstanie. Andrzej Zaleski ps. „Kmicic” zmarł w Grójcu w straszliwych męczarniach. Do Palczewa „siwki” wróciły z pustą bryczką. Tego samego dnia zaniepokojeni rodzice Jurka Ksawery i Marietta Ciechanowscy nie wiedząc jeszcze o śmierci syna również udali się do Warki. Jeszcze tego samego dnia do Palczewa dotarła tragiczna wieść o śmierci żołnierza AK – Jurka Ciechanowskiego. Jego rodzice zabrali z Warki zwłoki syna i przywieźli do Palczewa. Kiedy Krystyna poszła zobaczyć ciało ukochanego i na osobności się z nim pożegnać zauważyła brak złotego sygnetu, który mu wcześniej podarowała. Dwaj serdeczni przyjaciele z lechanickiego oddziału AK-Jerzy Ciechanowski ps. „Miły” oraz Andrzej Zaleski ps. „Kmicic” zostali pochowani obok siebie na oddalonym o 1 km od Palczewa wrociszewskim cmentarzu. Ale to nie koniec tragicznych zdarzeń w rodzinie Zaleskich. Młodszy brat zmarłego Andrzeja – Wojtek ten sam, który podkochiwał się w Krysi Czajkowskiej, gdy wybuchło Powstanie Warszawskie opuścił Palczew i udał się do stolicy, aby zasilić jego szeregi. Niestety poległ. Natomiast ojciec Andrzeja i Wojtka Zaleskich został zamordowany przez Niemców w więzieniu „na zamku” w Lublinie. Krystyna Czajkowska chyba nigdy nie pogodziła się ze śmiercią swojego Jurka. Dla niej był to „straszny, przerażający sen, który nie chciał się skończyć”… Krysia nawet nie mogła płakać po stracie ukochanego Jurka. Do końca nie potrafiła uwierzyć w to, co się stało. Po wojnie Krysia Czajkowska wraz z rodziną wyjechała z Palczewa na Kujawy.

Zdjęcie – Żołnierki palczewskiego NOW-AK

Zdjęcie – Żołnierze NON-AK – sanitariuszka Krystyna Czajkowska oraz jej narzeczony Jurek Ciechanowski ps. Miły. Palczew 1943r. 

 

Palczew pod koniec II wojny światowej

Podczas wojny w Palczewie rodzina Janusików prowadziła wiejski sklep. Dwaj synowie właścicieli Stanisław i Edward należeli do AK. Przed wojną w towar zaopatrywali się w Warce u Żydów, ale alkohol produkowali sami. Bardzo smakował Niemcom ten palczewski bimber, ale pili go w tajemnicy przed dowódcą. Hitlerowcy w domu Janusików zajmowali 2 pokoje. Ich dowódcy mieszkali w miejscowym pałacu. Córka palczewskich sklepikarzy została wytypowana roboty do Rzeszy. Z domu zabrała ją niemiecka ciężarówka. Przed Górą Kalwarią, gdy auto trochę zwolniło wyskoczyła z niemieckiego pojazdu. Ogromne ryzyko się opłaciło. Piechotą wróciła do Palczewa. Do AK należało wielu mieszkańców Palczewa m.in. Mieczysław Chrzanowski, Władysław Chrzanowski, Wacław Pacholczak, Jan Cyngot, Edward Janusik, Stefan Kowalczyk, Józef Kowalczyk, Henryk Sobczyk oraz Antoni Wierzbicki. Podczas okupacji współpracowali oni także z organizacją o nazwie Żegota, która pomagała Żydom. Palczewscy Akowcy kupowali mięso od miejscowych gospodarzy i pakowali je w worki. Następnie przewozili pociągiem do stolicy i przekazywali głodującym w getcie warszawskim Żydom.

W styczniu 1945 r., kiedy Rosjanie zbliżali się do Palczewa od strony Pilicy. Niemcy umieścili na wysokim, lewym brzegu armaty dalekiego zasięgu. W jednym z pięknych pokoi na piętrze w pałacu Dal-Trozzów znajdował się karabin maszynowy. Podobno radzieckich żołnierzy było tak wielu, że zabrakło Niemcom do niego pocisków. Z wypowiedzi jednej z  mieszkanek Palczewa  wynika także, że w nocy z 14 na 15 stycznia 1945 r. we wsi pojawili się radzieccy zwiadowcy i biegali między zabudowaniami. Mimo to kilku Niemców pozostało w Palczewie. Podobno 4 z nich ukryło się w jednej z chałup na Parceli. Rano znajomi Niemcy przybiegli do domu Janusików. Byli tak zmęczeni, że ledwo trzymali się na nogach. Tylko zdążyli krzyknąć do gospodarzy „Ratujcie nas bracia Polacy”, a zaraz potem do jej chałupy wpadli „Ruscy”. Dowodziła nimi zaopatrzona w pepeszę piękna, wysoka czerwonoarmistka – Natasza. Rozkazała ona Niemcom wypróżnić kieszenie, zdjąć ubranie oraz buty. Co dalej się działo „ze szkopami” nikt nie wie. Antoni Teodoryk na szczęście nie doczekał Armii Radzieckiej oraz komunistycznej władzy. Zmarł w 1939 r. po bardzo ciężkiej chorobie. Pod koniec wojny mieszkańcy palczewskiego pałacu przeżyli  chwile grozy. Hitlerowcy umieścili na wysokim, lewym brzegu Pilicy armaty dalekiego zasięgu. W jednym z pięknych pokoi na piętrze w pałacu Dal -Trozzów znajdował się niemiecki karabin maszynowy. Podobno radzieckich żołnierzy w Palczewie było tak wielu, że zabrakło Hitlerowcom pocisków. W nocy z 14 na 15 stycznia 1945 r. we wsi pojawili się radzieccy zwiadowcy. W poszukiwaniu Niemców biegali oni między zabudowaniami oraz zaglądali do chat. Kilku hitlerowców nie zdążyło uciec i ukryło się w Palczewie Parceli. Rano Niemcy pojawili się w domu jednego z miejscowych gospodarzy. Byli tak zmęczeni, że ledwo trzymali się na nogach. Jeden z hitlerowców tylko zdążył krzyknąć do gospodarzy „Ratujcie nas bracia Polacy”, a zaraz potem do chałupy wpadli „Ruscy”. Dowodziła nimi zaopatrzona w pepeszę piękna, wysoka czerwonoarmistka – Natasza. Rozkazała ona Niemcom wypróżnić kieszenie, zdjąć ubranie oraz buty. Co dalej „ze szkopami” się działo nie wiadomo. Na szczęście nikt z rodziny Czajkowskich i ich wojennych gości nie zginął. W 1945 r. wyjechali w swoje rodzinne strony. Po II wojnie światowej rodzina Dal Trozzo także nie mogła pozostać w swoim majątku, mimo, że była jego posiadaczem od 1849 r. Wtedy Palczew zakupił włoski kupiec oraz wydawca z Turynu – Antoni Tadeusz. Po II wojnie światowej jego prawnuczka – Wanda Jasieńska najstarsza córka Antoniego Teodoryka i Zofii Dal-Trozzo próbowała po wojnie odzyskać pałac oraz liczące ok. 1000 ha palczewskie dobra, ale niestety to się jej to nie udało.

Zdjęcie – Pałac w Palczewie i jego okupacyjne mieszkanki. 1945r.

Zdjęcie – Żołnierze Palczewskiego AK-Krysia, Stella, Henryka oraz Bogdan Czajkowscy. Wąbrzeźno na Kujawach 1989r.

Autor artykułu – Grażyna Wachnik

Dworek na Długiejhttp://dworek.warka.pl/
Gminna Instytucja Kultury w Warce. Adres: ul. Długa 3, 05-660 Warka. Tel. +48 667 22 70. Stałe godziny pracy : Pn-Pt 8.oo-16.oo Dodatkowo w godzinach popołudniowych i w sobotę odbywają się zajęcia tematyczne z instruktorami.

NAJNOWSZE

NAJPOPULARNIEJSZE