Lipcowy, nie za długi wypad pod namiot skierował nas w strony, które teoretycznie bardzo dobrze znamy, czyli Polesie. Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie ale bliżej tej pierwszej miejscowości w nazwie.
Wybraliśmy się tym razem nad Jezioro Krasne do miejscowości o tej samej nazwie. Funkcjonują tam dwa pola namiotowe, jedno przy ośrodku wypoczynkowym, drugie od południowej strony – prawie dzikie, takie z jedną ubikacją i niefunkcjonującą umywalką, ba! zamykane na łańcuch o godzinie 20! Nie moglibyśmy sprawnie uciec gdyby zaatakował nas krokodyl, ale mielibyśmy gdzie się ganiać, bo były tylko trzy namioty na dużej przestrzeni.
„Panie!” powiedziała sprzedawczyni w jedynym ocalałym sklepie – „tutaj przed laty, jak była ładna pogoda, to były tłumy i kolejka do kasy. I gdzie oni są?” No fakt, lipiec i przerażająca pustka nad wodą. Deszczowa pogoda kazała zostać weekendowym turystom w domu lub rozproszyć się gdzieś za granicami kraju. Nas zmoczyło, owszem, ale chwilowo, i jak wiadomo my się nie lękamy chwilowych wybryków aury – potem było już znośnie. I ciepła, mięciutka woda w jeziorze – jak cudnie się płynęło.
Ta część Pojezierza to wysyp jezior. W tym miejscu los był łaskawy i rozsiał mnóstwo perełek, takich mało resortowych, niezagospodarowanych turystycznie, ale prawie jedno obok drugiego. Natkniemy się tutaj w niedalekiej odległości od siebie jeziora: Krasne, Łukcze, Krasne-Krzczeń, Rogoźno, Uścimów, Tomaszne, Skomielno, Zagłębocze i liczne wcale niemałe stawy rybne. Wszystkie jeziora są czyściutkie, większość głęboka na 20-30 metrów, wszystkie pełne ryb i ptactwa wokół. Teren jest wilgotny, zielony, opustoszały, królują małe miejscowości, często z drewnianą, niską zabudową, charakterystyczną dla Polesia. Nieopodal są znane nam jeziora z poprzednich podróży, czyli Białka i Piaseczno, a dalej w stronę Urszulina i Włodawy to już chyba wszystkie odwiedziliśmy, nie zdając sobie sprawy, że tutaj, gdzie wylądowaliśmy jest co zwiedzać rowerowo i w czym pływać. Zwiedzać – czyli szwendać się po mało uczęszczanych szosach, drogach i lasach.
Mówi się, że Polesie i Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie to Małe Mazury. Być może tak jest ze względu na mnogość wody, ale ruch turystyczny jest zdecydowanie po stronie tych Wielkich Mazur, bo w tych wschodnich terenach znajdziemy spokój, ciszę i tak samo jak na Suwalszczyźnie raczej puste gospodarczo przestrzenie.
I na tym poprzestaniemy by nie odkrywać wszystkiego, reszta jest na później. Na przykład wysyp na Polesiu miejscowości i wiosek z literą H w nazwie – znam chyba kilkanaście takich.
Jeżeli nie wiecie dokąd jechać – to może właśnie Polesie? I nie zerkajcie jedynie w stronę Okuninki – bo tam cywilizacji latem jest w nadmiarze. Szukajcie ciszy…
pozdrawiają
#jeziorowi, Kasia i Jacek




