Cóż jest piękniejszego od czynienia dobra dla innych…

Cóż jest piękniejszego od czynienia dobra dla innych…

Wywiad z liderkami akcji „Dodajmy skrzydeł Sebastianowi”

Dziewczyny powiedziały: „Cóż jest piękniejszego od czynienia dobra dla innych”. Mimo ich młodego wieku, te słowa można potraktować jak życiowe motto nawet dla najstarszego pokolenia. Akcja charytatywna „Dodajmy skrzydeł Sebastianowi” odniosła autentyczny sukces nie tylko w naszym mieście. Jak dziewczyny zdradzają, obudziła serca także tych mieszkających daleko, lecz chcących przyczynić się do poprawy zdrowia Sebastiana. Miałam przyjemność spotkać się z liderkami akcji – Angeliką Bryndą i Klaudią Cichońską, by od kulis przekonać się, jak doszło do realizacji tego przedsięwzięcia.

Paulina Magdalena Korpalska: W pierwszej kolejności gratuluję Wam zajęcia I miejsca w Kuźni Aktywności. Skąd wziął się pomysł, by wystartować w konkursie? Czy to była Wasza inicjatywa, a może ktoś Was do tego zachęcił?

Klaudia Cichońska & Angelika Brynda: Pomysł projektu „Dodajmy skrzydeł Sebastianowi” zrodził się tuż po tym, jak dowiedziałyśmy się, że Gminna Instytucja Kultury „Dworek na Długiej” i Stowarzyszenie W.A.R.K.A. organizuje projekt „ Kuźnia aktywności”, na którego realizację można otrzymać dotacje z Funduszu Małych Grantów powstałego dzięki wareckim stypendystom. Z własnej inicjatywy postanowiłyśmy, że warto się w coś tak ambitnego zaangażować. Z czasem doszłyśmy do wniosku, że zorganizujemy akcje charytatywną, bo cóż jest piękniejszego od czynienia dobra dla innych.

Jak długo zajęło Wam pisanie projektu „Dodajmy skrzydeł Sebastianowi”?

Pisanie projektu „Dodajmy skrzydeł Sebastianowi” wbrew pozorom nie zajęło nam dużo czasu. Bardziej czasochłonna była jego realizacja i znalezienie pomysłu na przebieg całej akcji. Samo pisanie zajęło nam niecałe dwa dni, zaś całościowo z jego realizacją i przebiegiem – ponad trzy tygodnie. Jak widać był to krótki okres, ale wspólnymi siłami dokonałyśmy czegoś szczególnego, co zostało pozytywnie odebrane przez innych.

Jak wspominacie czas wcielania projektu w życie, praktyczną realizację Waszej imprezy?

Czas wcielania projektu w życie był to najtrudniejszy okres, gdyż wiązało się to z załatwianiem ogromu spraw m.in. poszukiwanie pomocy u sponsorów wielu firm, dostarczanie pism do różnych ośrodków publicznych, wszelkie rozmowy, spotkania, wykonane telefony. Najtrudniejsze jednak było pogodzenie tego wszystkiego ze szkołą. Mimo że nie było łatwo, przez ten krótki czas zdobyłyśmy doświadczenie. Nauczyłyśmy się rzeczy, które dotychczas mogły nam sprawiać problem. Jednakże mając świadomość tego, że Sebastian potrzebuje pomocy, robiłyśmy wszystko, aby konsekwentnie dojść do zamierzonego celu. Dzięki zaangażowaniu dobrych ludzi udało się zrealizować projekt, nawet jeśli na swej drodze mijałyśmy wszelkie przeszkody i niedogodności.

Który z elementów imprezy odbieracie najlepiej? Co przyniosło Wam najwięcej zadowolenia?

Obydwie imprezy – sobotnia jak i niedzielna odbyły się z sukcesem. My osobiście jesteśmy zadowolone z każdego elementu imprez, ponieważ zostały dokonane dzięki naszej ciężkiej pracy. Oczywiście nie przypisując jedynie sobie sukcesu, należy wspomnieć o pomocy, jaką nas darzył przez cały czas Łukasz Różycki, dzięki któremu odbyła się niedzielna część w Zajeździe na Winiarach, Burmistrz Warki, który objął patronat honorowy akcji, Urząd Gminy Warka, Urząd Gminy Grabów nad Pilicą, nauczyciele na czele z Panią dyrektor Wiesławą Zielonką, opiekunki Pani Iwona Masiewicz i Pani Urszula Jaworska, wolontariusze, Dworek na Długiej, Stowarzyszenie W.A.R.K.A., Centrum Sportu i Rekreacji w Warce, darczyńcy, media, wszyscy zaangażowani a także nasi najbliżsi. Największe jednak zadowolenie przyniósł nam uśmiech Sebastiana, kiedy przybył wraz z rodziną na jedną z imprez i nie dowierzał, że to wszystko jest dla niego. Miłym zaskoczeniem była wieść, że dzięki nagłośnionej przez lokalne media akcji, ludzie z daleka dzwonią do rodziców Sebastiana oferując różnoraką pomoc.

Jak w Waszych odczuciach akcja została przyjęta przez lokalną społeczność warecką – czy spotkałyście się z zaufaniem i aprobatą, a może napotkałyście mur obojętności?

Jednogłośnie możemy stwierdzić, że akcja została przyjęta pozytywnie przez lokalną społeczność. Potwierdzeniem jest zebrana suma pieniędzy, a także fakt, że projekt został zrealizowany pomyślnie, dzięki tym wszystkim, którzy włączyli się w działanie. Ludzie słysząc historię choroby Sebastiana chętnie angażowali się w pomoc, poczynając od tego, aby nagłośnić akcje, pomóc nam ją zorganizować, wspomóc nie tylko finansowo, za co jesteśmy bardzo wdzięczne, ale także podarować cenne przedmioty na licytacje.

Jakie były największe trudności, na które napotkałyście w drodze realizacji?

Trudności było wiele, ale wszystkie dałyśmy radę logicznie obejść, pomimo że taką akcje organizowałyśmy pierwszy raz w życiu, co było nie lada wyczynem. Cieszymy się, że spotkałyśmy na swej drodze osoby, które podzieliły się z nami wskazówkami, ale także do końca były wsparciem, przez co wszystko poszło po naszej myśli. A dzięki naszej sile i determinacji wszystkie komplikacje zostały sprytnie zażegnane.

Czy obecnie możecie powiedzieć, że Wasze plany i nadzieje zostały spełnione? A może coś przerosło Wasze oczekiwania albo potoczyło się inaczej, niż przypuszczałyście?

Jak najbardziej nasze plany zostały spełnione z czego jesteśmy bardzo dumne. Nie oczekiwałyśmy, że wszystko pójdzie w tak dobrym kierunku, a jednak los potrafi zaskakiwać. Jest to dla nas ogromny sukces, bo nie tylko sprawdziłyśmy się w organizacji tak szczytnego celu, ale dało nam to satysfakcje, że możemy zrobić coś dobrego jednocześnie rozwijając swoje umiejętności i uszczęśliwiając drugą osobę.

Jakie są efekty akcji i korzyści płynące z jej zrealizowania?

Efektem jest zebrana kwota już 4900 zł. Mamy nadzieję, że suma będzie rosła, gdyż akcja się zupełnie nie zakończyła. Mamy w zanadrzu unikatowe przedmioty do licytacji, m. in. koszulkę BVB Roberta Lewandowskiego z podpisami całej drużyny, piłkę z podpisem legendarnego polskiego trenera wszech czasów Kazimierza Górskiego, koszulkę z podpisem reprezentanta Polski w koszykówce Łukasza Koszarka, plakat z podpisami całego zespołu IRA i wiele innych rzeczy.

Korzyścią projektu będzie turnus rehabilitacyjny, na który Sebastian wyjedzie latem i ponownie będzie się uczył chodzić.

Jak odnalazłyście się w roli liderek tak wielkiego przedsięwzięcia? Czy czułyście się jak przysłowiowa ryba w wodzie, a może to tylko jedno z doświadczeń, z którym nie wiążecie jednak przyszłego życia zawodowego?

Trudno być liderem i wydawać polecenia innym, ale musiałyśmy być sprecyzowane i otwarte, aby zrealizować nasz zamysł. Nie czułyśmy się ważniejsze, tylko dlatego, że objęłyśmy miano organizatorek. Naszym zadaniem było dopiąć wszystko na ostatni guzik, by zebrać pieniądze na turnus, bo to było i nadal jest punktem przewodnim całego przedsięwzięcia. Emocje i uczucia podczas całego rozgardiaszu, (bo można tak to określić w pewnym sensie), były mieszane. Nie zawsze byłyśmy zadowolone z tego co robimy, ale finał sprawił, że wszystkie troski poszły w zapomnienie. Czy będziemy wiązać to doświadczenie z przyszłym życiem zawodowym, okaże się z upływem czasu. Jednak nie zamierzamy poprzestać na tym działaniu, bo czyjś uśmiech i radość sprawia, że ma się ochotę działać jeszcze bardziej.

Dziękuję za rozmowę. Wam życzę dalszych sukcesów, a Sebastianowi powrotu do zdrowia!

Udostępnij:
← Bombowy ;-) pomysł na wiedzę Zarządzaj dobrze "Wolontariatem" →

Dodaj komentarz