Strona głównaBlogiHistoria naszej małej Ojczyzny... Branków

Historia naszej małej Ojczyzny… Branków

W związku z 700-leciem potwierdzenia nadania Warce praw miejskich pragniemy przybliżyć obszar całej Gminy Warka czyli licznych miejscowości z ich niezwykle bogatą historią oraz osiągnięciami. Chcemy również zaprezentować wybitne postacie, których działalność była nie tylko ważna dla naszych małych ojczyzn, ale także dla całego kraju. Również dla naszych lokalnych bohaterów ich miejsca urodzenia były obszarem doniosłych doświadczeń  oraz osobistych przeżyć. Wieś w której się urodziliśmy to przestrzeń niewielka, ale dla nas to centrum świata. Miejsce, w którym się obracamy – nasze domy, pola, świetlice oraz kościoły. To przestrzeń stworzona  naszym wielkim wysiłkiem. Decydują one o pozycji naszego regionu, ale również całego kraju. 700-lecie potwierdzenia nadania praw miejskich Warce traktujemy jako wspomnienie historii nie tylko miasta Warka, ale również całej Gminy.

Najdawniejsze dzieje wsi Branków

Na południowym krańcu powiatu grójeckiego w gminie Warka na lewym brzegu rzeki Pilicy znajduje się miejscowość Branków. Położona jest u podnóża miejscowej, urokliwej wysoczyzny zwanej Horbotką. W przeszłości Branków pełnił funkcję wsi granicznej. Tu przebiegała granica między plemionami Mazowszan i Wiślan, zaborami, województwami, powiatami oraz gminami. Te dwie ostatnie funkcje miejscowość pełni do dziś. Podobno jej nazwa związana jest z najazdem tatarskim w XIII w.

Dawno temu Pilica płynęła przy samej wsi Branków. Nad wodą toczyło się życie miejscowej, szlacheckiej społeczności. Niespodziewanie na prawym brzegu rzeki pojawił się oddział Tatarów. Przybyli z południa na swoich szybkich i wytrzymałych koniach. Błyskawicznie przepłynęli rzekę Pilicę. Mieszkańcy Brankowa widząc to rzucili się do ucieczki. Podobno część z nich schroniła się na wzgórzu Horbotka. Wierzyli, że ich ochronią duchy zmarłych przodków, którzy pochowani byli na miejscowym wzgórzu. Zapomnieli o dziewczętach, które spały w chatach po święcie Kupały. Branków został złupiony oraz spalony przez Tatarów. Młode, brankowskie szlachcianki zabrali w jasyr. Mieszkańcy Brankowa po powrocie do swoich domów zastali tylko pogorzelisko. Nietrudno sobie wyobrazić rozpacz tych, którzy przeżyli. Szlachcie z brankowskiego zaścianka udało się odbudować rodzinną wieś.

Na pamiątkę najtragiczniejszego w dziejach wsi wydarzenia mieszkańcy nazwali ją Branków. Obecność Tatarów nad Pilicą jest potwierdzona w starych kronikach miejscowości Wyśmierzyce.

Zdjęcie – Branków. Widok Na dolinę Pilicy

 

Historia rodu Braneckich

Pierwsza historyczna wzmianka na temat wsi Branków jest datowana na 1454 r. Pochodzący z tych czasów dokument rzuca ciekawe światło na jej dzieje. Wynika z niego, że Branków był szlacheckim zaściankiem. Miejscowa szlachta uczestniczyła w obradach sejmiku w grójeckim kościele oraz brała udział w wolnej elekcji. Czasem majątkiem nie różniła się od chłopów.

Obok szlacheckiej wsi istniał w Brankowie także bogaty majątek. W 1454 r. jego właścicielami byli 3 bracia z Michałowa: Jan, Piotr oraz Andrzej. Z dokumentów kościelnych wynika także, że dziesięcina z wsi Branków szła jednego roku na rzecz kościoła we Wrociszewie, a następnego na rzecz świątyni w Jasieńcu. Nie wiadomo dokładnie, kiedy rodzina Braneckich stała się właścicielem miejscowego majątku. Nazwisko przyjęła od nazwy wsi. Prawdopodobnie nastąpiło to po 1454 r., a przed 1476 r.. W tym czasie akta ziemskie grójeckie wspominają o sprawie wytoczonej o zabójstwo przez Mikołaja z Brankowa swojemu sąsiadowi Bonieckiemu. Prawdopodobnie Braneccy tak, jak Zawiszowie tytułowali się herbem Przerowa. Składa się on z tarczy, która posiada czerwone pole. Na nim widnieje kopia z żółtym proporcem. Na hełmie znajduje się korona oraz trzy, strusie pióra. Część Braneckich tytułowała się także herbem „ Jasieńczyk”. W 1470 r. w starych dokumentach parafii Wrociszew jest mowa o 3 braciach: Pawle, Janie i Mikołaju z Brankowa. Jan pozostawił dwie córki: Piotruszę – żonę Stefana z Woli Magierowej i Małgorzatę za Szymonem, wójtem z Coniewa. Podobnie, jak sąsiednie rycerstwo ród Braneckich stale się rozrastał oraz zdobył liczącą się pozycję w regionie. Obok swojej rodowej wsi założył w XV w. nową osadę – Wolę Branecką. Pierwsze wzmianki o jej istnieniu pojawiają się w Księdze Ziemi Czerskiej. Z tego dokumentu wynika także, że w 1480 roku Mikołaj Branecki dopełnił działu Brankowa oraz Woli Braneckiej z Janem Zawiszą. Ze starych ksiąg wynika również, że w 1511 r. synowie podsędka czeskiego Mikołaja Braneckiego i żony Małgorzaty – Grzegorz i Jan wprowadzili się do dworu w Brankowie. Braneccy byli skoligaceni z większością rodów szlacheckich z powiatu grójeckiego oraz białobrzeskiego. Najczęściej jednak zawierali małżeństwa ze swoimi najbliższymi sąsiadami. Źródła wzmiankują, że syn Mikołaja – Grzegorz Branecki miał 4 córki: Małgorzatę, Katarzynę, Zofię, Annę (dwie najmłodsze wydano za Biejkowskich) oraz trzech synów: Mikołaja, Piotra i Macieja. Również Piotr Branecki ożenił się po sąsiedzku z panną – Zofią Biejkowską. Z Księgi Ziemi Czerskiej wynika, że ich synowie Jerzy i Bernard wraz ze stryjem Maciejem dokonali podziału należącej także do Braneckich Błotnicy. Ze starych dokumentów można się również dowiedzieć, że magnat Jerzy Branecki pełnił niezwykle ważne funkcje w Rzeczpospolitej. O potędze rodu, z którego się wywodził świadczy także uzyskane przez niego w 1591 r. prawo patronatu, czyli decydowania o tym, kto zostanie wrociszewskim proboszczem. Dwa lata później Jerzy Branecki otrzymał również nominację na kanonika sandomierskiego oraz funkcję sekretarza na dworze Jana III Wazy. W 1599 r. objął on także probostwo we wrociszewskiej oraz przemyskiej parafii. Brat Jerzego – Bernard był podobnie, jak inni Brankowscy przedsiębiorczym szlachcicem. Piastował stanowisko poborcy oraz podsędka czerskiego. Pod koniec XVI w. Bernard Branecki nabył od Biejkowskich wieś Winiary w powiecie wareckim. Jego syn Maciej odziedziczył po ojcu Branków oraz Błotnicę. Zabezpieczył on także posag żonie Annie z Kozietulskich. Natomiast syn Macieja – Jan dwa razy ponawiał związki małżeńskie. Z obu żon pozostawił on bardzo liczne potomstwo. Z pierwszej Anny Lubiszewskiej, która zmarła w bardzo młodym wieku oprócz Jerzego i Maryny miał jeszcze syna Stanisława. Druga żona Anna z Palczewskich urodziła mu: Jana, Bernarda, Anzelma i Marcjana oraz 6 córek: Jadwigę, Barbarę, Annę, Agnieszkę, Zofię Krystynę. W 1643 r. Jan Branecki w testamencie podzielił swój, ogromny majątek między swoich synów. Wieś Branków od początków swojego istnienia związana była z parafią Wrociszew. Z aktu jej wizytacji wynika, że w XVII w. niezamożna szlachta z Brankowa oraz właściciele majątku oddawali na rzecz miejscowego kościoła 54 kopy żyta. W 1661 r. szlachcic Kazimierz Branecki ustanowił w sądzie w Czersku zapis o dożywotnim posiadaniu wsi przez jego żonę Konstancję. W końcu XVII wieku jej synowie bracia Braneccy sprzedali rodzinny majątek Boglewskim z Boglewa i wyjechali na Ruś. Na pocz. XVIII w. wieś Branków należała do Walentego Suskiego oraz jego żony Zuzanny Braneckiej. Ufundowali oni altarię do ołtarza św. Izydora, czyli opłacali m.in. zajmującego się tym ołtarzem wikarego. Walenty Suski i jego żona Zuzanna z Braneckich prawdopodobnie wznieśli również istniejący do połowy XX wieku widoczny na zdjęciu parterowy, charakterystyczny dla średniozamożnej szlachty – drewniany dwór.. Posiadał on owalny zajazd oraz aleję łączącą go ze starym traktem z Warki do Nowego Miasta. Ostatnim przedwojennym właścicielem dworu był hrabia Roger Morsztyn. W drugiej połowie XIX stulecia do widocznego na zdjęciu niskiego, drewnianego dworu dobudowano z czerwonej cegły piętrowy budynek. Na początku XIX w. właścicielem majątku Branków był wielmożny Józef Mirowski. W tym czasie posiadaczem wodnego młyna umiejscowionego w pobliżu Pilicy był Paweł Jorg, a kołodziejami bracia Podbielscy. Garnki we wsi wytwarzał Piotr Ścisłowski. W Brankowie były również 2 akuszerki: Maria Gizka i Magdalena Orłowska. Mikołaj Majcher był wiejskim kowalem, a Jan Bagiński mistrzem kunsztu strycharskiego. W brankowskim majątku istniał także browar. Potwierdza to wrociszewski akt urodzenia z 1811 r. Justynki – córki Mordki Siapiewicza palacza w browarze w Brankowie i jego żony Dobry Lewkówny. Na dokumencie złożyli swoje podpisy po hebrajsku – Joachim Abramowicz karczmarz z Michałowa oraz Dawid Fiszka majster kunsztu krawieckiego z Warki.

Zdjęcie – Dwór w Brankowie 1921 r.

 

Dzieje rodziny Morsztyn

W latach 80-siątych XIX w. dwór oraz majątek ziemski w Brankowie zakupił znany warszawski adwokat hrabia Bronisław Morsztyn. Jego dziadkowie pochodzili z Raciborska i posiadali herb Leliwa – złota gwiazda, półksiężyc pawie pióra na niebieskim polu. Jego przodkiem był uczestnik bitwy pod Chocimiem Stanisław Morsztyn, którego namalował Kossak.

Z dokumentów rodzinnych wynika także, że brankowski dziedzic był także potomkiem Andrzeja Morsztyna – słynnego poety, budowniczego oraz właściciela pałacu saskiego. Żona posiadacza brankowskiego majątku – Maria Morsztyn z domu Rejchman pochodziła zamożnej rodziny żydowskiej, która już od dawna przeszła na katolicyzm. Bronisław i Maria Morsztyn posiadali dwoje dzieci: Rogera i Renatę.. Żona brankowskiego dziedzica Maria po śmierci męża Bronisława na stałe zamieszkała w majątku Branków. Nie potrafiła sama nim zarządzać. Zatrudniła młodego administratora Wacława Waliszewskiego. Po kilkunastu latach jedyny syn brankowskiej dziedziczki Roger podczas zwiedzania Paryża pod wieżą Eiffla Morsztyn poznał Krystynę Kurnatowską z Kurnatowic herbu Łodzia i się w niej zakochał. Już po kilku dniach znajomości poprosił ją o rękę. Ona jednak stwierdziła, że nie wyjdzie za malarza. Roger Morsztyn był gotów uczynić wszystko dla swojej ukochanej. Postanowił przenieść się na paryską Politechnikę i zostać jej studentem. Z wyróżnieniem zdał dwa fakultety: chłodnictwo i inżynierię lotnictwa. Po ich ukończeniu zatrudnił się w Warszawie, jako inżynier. Tylko w wolnych chwilach zajmował się jedną ze swoich pasji – projektowaniem mebli. W tej sytuacji panna i jej rodzice zgodzili się na ślub.

Syn właścicieli Brankowa – hrabia Roger Morsztyn był patriotą i odważnym człowiekiem. W 1920 r. na ochotnika zgłosił się do wojska.  Podczas wojny z Rosją Radziecką dowodził wozem bojowym.  Podczas jednej z bitew bolszewicy okrążyli jego załogę i odcięli od oddziału. Czerwonoarmiści zniszczyli również samochód pancerny, którym kierował. Rogerowi udało się wyciągnąć z płonącego pojazdu ciężko rannego kolegę. Obawiając się aresztowania, zakopał swoją oficerską odznakę. Po kilku godzinach bezdrożami z rannym żołnierzem na plecach dotarł do swojego oddziału. Za bohaterstwo w walkach z bolszewikami Roger Morsztyn otrzymał order Virtuti Militarii. Jego córka Monika wspominała, jak kiedyś zimą jej ojciec widząc topiących się dwóch chłopców w przerębli wskoczył do wody i wyciągnął topielców. Dzieciakom nic się nie stało, a Roger Morsztyn przez kilka tygodni leczył się z ostrego zapalenia płuc.

Na szczęście spotykały go w życiu również mniej dramatyczne przygody. Pewnego dnia, Roger Morsztyn wraz z żoną Krystyną pojechał samochodem do swojego majątku w Brankowie.  Niespodziewanie przed ich niewielkie autko wyskoczyła ogromna świnia. Samochód zawisł na niej. Żona Rogera z krzykiem uciekła do pobliskich zabudowań. Pomogli miejscowi gospodarze. Brankowscy chłopi podnieśli samochód Morsztyna i uwolnili poturbowane zwierzę. Kiedyś ukochanej żonie Krystynie, która lubiła krzewy ozdobne kupił na imieniny wóz obornika. Stworzył pierwszy w Polsce kodeks drogowy oraz przewodnik turystyczny. Właściciel majątku Branków Roger Morsztyn interesował się różnymi dziedzinami kultury i sztuki. Lubił historię, ekonomię, rolnictwo, literaturę oraz turystykę. W wolnych chwilach malował obrazy. Dla rodziny projektował meble. Pasjonował się wynalazkami. Zajmował się również pracą społeczną. Gdy był w Warszawie działał w Automobilklubie, natomiast na wsi zakładał spółdzielnie oraz remontował czworaki. Roger Morsztyn miał wielu przyjaciół wśród malarzy i rzeźbiarzy. Często pożyczał im pieniądze. Gdy nie mogli ich zwrócić, godził się na spłatę w rzeźbach czy obrazach. Znajomi Rogera czasem zastanawiali się skąd on ma na to wszystko znajduje czas. Miał go także dla swojej rodziny. Dla ukochanej żony Krystyny był cierpliwy, wyrozumiały i pełen miłości. Mówił jej, że, tylko śmierć może rozłączyć.

Swojej córce Monice w dzieciństwie opowiadał i rysował piękne historie. Zabierał ją na wycieczki oraz do kina. Uczył jedyna córkę kochać przyrodę i swój kraj. Nauczył pływać w Pilicy i jazdy samochodem na brankowskich bezdrożach. Do tego, jak wspomina jego córka Monika zawsze był w dobrym humorze i nie tracił nigdy optymizmu. W 1945 roku po utracie wszystkiego co posiadał, kiedy on i jego rodzina, po opuszczeniu Brankowa w drodze na ziemie odzyskane często głodowali Roger Morsztyn im powtarzał :”jeszcze nigdy, tak nie było, żeby jakoś nie było”.

Zdjęcie – Morsztyn pod Chocimiem

Zdjęcie – Krystyna i Roger Morsztyn 1925 r.

Zdjęcie – Monika Morsztyn 1924 r.

 

Majątek rodziny Morsztyn w Brankowie

Pod koniec 1939 r. Roger wraz z żoną i córką Moniką przeniósł się na stałe do Brankowa, aby zaopiekować się śmiertelnie chorą matką. Maria Morsztyn zmarła 31 XII 1939 r. po długiej chorobie. Roger Morsztyn odziedziczył po niej około 720 ha. Ziemia w majątku była mało urodzajna. Uprawiano na niej głównie ziemniaki i żyto. Do Morsztynów należały także lasy i łąki za Pilicą. Tam wypasano młode bydło, które nocowało w starych szopach po drugiej stronie rzeki. Wyganiano je wiosną, a jesienią przypędzano do majątku, który był dobrze zarządzany. Dziedzic czerpał duże zyski ze sprzedaży koni i bydła. Słynne w powiecie wierzchowce kupowało wojsko dla kawalerii w tak zwany remont. Dziedzic Roger Morsztyn jeździł od święta karetą zaprzężoną w 6 koni. Niedaleko brankowskiego pałacu, w tak zwanym ,,podwórzysku’’ czyli w ogrodzonym terenie niedaleko pałacu znajdowała się wozownia, stajnie i spichlerz. Nieco dalej od dworu położona była wiata, obory, ,,majsterkownia’’ stelmacha, który wykonywał drewniane koła z metalowymi obręczami oraz kopczyska na ziemniaki. W pobliżu pałacu stały 2 czworaki. Majątek Morsztynów od strony wsi Branków otoczony był murem. W czworaku położonym najbliżej pałacu mieszkała rodzina kowala Jana Ignaczaka i ogrodnika Stefana Bindaszewskiego, który zajmował się ogrodem i roślinami ozdobnymi. Był bardzo pogodnym i sympatycznym człowiekiem. W wolnych chwilach pisał wiersze. Niektórzy twierdzą, że był również dworskim pisarzem. W drugim budynku dworskim żyły rodziny pastuchów: Adama Koszelewskiego oraz stróża Jana Sułka. Uprawą dworskiego pola zajmowali się fornale – Piotr Szatan i Franciszek Matuszewski.   W ostatnim dworskim budynku w tzw. „dwunastoku” położonym 300 m. od dworu za drogą Warka-Falęcice mieszkało 12 rodzin. Jedno z mieszkań zajmował woźnica Jan Bonikowski. W „dwunastoku” mieszkała również rodzina polowego Władysława Gawrońskiego, który nadzorował ludzi podczas orki albo zbierania plonów z pól w majątku Branków. Dworski luzak – Jan Kluś zajmował się końmi tzw. „zapasowymi”. Potrafił również układać duże sterty zboża. Zapasowe konie zaprzęgane były wtedy, gdy inne pracujące przez kilka godzin w polu zwierzęta bardzo się zmęczyły. Jan Kluś mieszkał „w dwunastaku” wraz z rodzinami stelmacha Tejchmana oraz karbowego Macieja Gregorczyka. Jego obowiązkiem było odbieranie od dziedzica dyspozycji, czyli co mają robić tego dnia osoby zatrudnione w majątku. W tym samym czworaku żyli również krewni pastuchów: Józefa Karólika i Antoniego Ciężkowskiego oraz fornali: Stanisława Ścisłowskiego, Stefana Pośnika i Piotra Biernackiego z folwarku Sielec koło Grójca.. Podczas wojny brankowski dziedzic – Roger Morsztyn pomagał ludziom z konspiracji i Żydom. Sam należał do jednej z antyhitlerowskich organizacji, skupiającej polskich ziemian. Zdjęcie nr. 6. Roger Morsztyn wysyłał znajomym paczki żywnościowe do obozu w Auschwitz. Przyjął pod swój dach i żywił krewnych i przyjaciół ze stolicy wysiedlonych po Powstaniu Warszawskim oraz uciekinierów z obozów jenieckich. Oficerowie ukrywali się w głębi sadu w domku ogrodnika. Przybywali do brankowskiego dworu także całymi rodzinami wysiedleńcy z innych majątków głównie zza Pilicy. W pałacu Morsztynów zamieszkał przez pewien czas sędzia Komornicki z córką i wnuczkami oraz siostrą Marią, która nazywano zdrobniale „dziadziem Piotrem” oraz znana w całej okolicy rodzina Boskich. Pan Piotr – dawny Sybirak wkrótce wstąpił do Batalionów Chłopskich. Jego żona wraz z córką Zosią zamieszkały w majątku. Wszyscy przeżyli wojnę.

Zdjęcie – Roger Morsztyn podczas polowania 1938r

 

Branków podczas niemieckiej okupacji.

Pod koniec VII 1939 r. mieszkańcy Brankowa spędzali każdą wolną chwilę przy odbiornikach radiowych. Słyszeli o konflikcie polsko-niemieckim. Byli ciekawi nowin z wielkiego świata. Z zainteresowaniem czytali gazety przywiezione przez krewnych z Warszawy. W jednym z czasopism była karykatura Hitlera jadącego na świni, a obok niego dwóch, pięknych, polskich ułanów pędzących na wspaniałych rumakach. 3 IX 1939 r. chłopi z Brankowa na rozkaz polskich władz przekazywali na rzecz państwa wozy oraz konie. Mobilizacja odbywała się w pobliskim lesie.

Na pocz. IX 1939 r. gościniec z Falęcic do Warki był zapełniony ludnością, która uciekała przed Niemcami wozami wypełnionymi dobytkiem za Wisłę. Uciekinierzy byli pewni, że tam stacjonuje potężna, polska armia, która ich obroni. Bardzo się spieszyli, ponieważ słyszeli, że zbliżają się Niemcy. Niektórzy podróżni zatrzymali się na krótki odpoczynek w Brankowie. Okazało się, że pochodzą z okolic Nowego Miasta. Wkrótce potem w Brankowie pojawiły się niemieckie samoloty. Nieprzyjacielscy piloci strzelali do wszystkich ruchomych celów. Przekonała się o tym mieszkanka Brankowa pani Marianna Pucek, która wyszła na gościniec, aby zobaczyć wędrujących ludzi. Spostrzegł ją niemiecki lotnik i oddał w jej kierunku serię strzałów. Na szczęście udało jej się ukryć w dworskiej stercie. Starsi mieszkańcy Brankowa do tej pory pamiętają potężne maszyny ze swastyką przelatujące nisko, prawie nad głowami pracujących na polu rolników, którzy za pomocą motyk wykopywali ziemniaki. W tym czasie brankowskie dzieciaki na nadpilickich łąkach pasły krowy. Zobaczyły przelatujące maszyny. Chwycili kije i udawali ze strzelają do nieprzyjacielskich samolotów. Jeden z niemieckich lotników zrzucił bombę. Dzieciakom udało się uciec. Cudem uniknęli śmierci. Do dziś pozostała na łące Edwarda Włodarczyka w Żołobowiu w pobliżu Pilicy spora wyrwa w ziemi.

Hitlerowcy wkroczyli do Brankowa 7 IX 1939 r. Ich główne siły znajdowały się w pobliżu Warki.  Hitlerowcy ustanowili w Brankowie nowe prawa. Nakazali mieszkańcom bezwzględne podporządkowanie się nowym władzom i wykonywanie ich zarządzeń. Niemcy wprowadzili we wsi godzinę policyjną i nałożyli na gospodarzy kontyngenty czyli obowiązkowe dostawy. Żydów z Brankowa umieszczono w getcie w Białobrzegach. Niemcy wykorzystywali ich do różnych robót. Żydzi pracowali również, przy budowie linii wysokiego napięcia na łąkach koło Brankowa. Stawiali duże żeliwne słupy. Bardzo wcześnie rano przychodzili do pracy, a po południu wracali pieszo do oddalonego o ponad 10 km getta w Białobrzegach. Mieli krótką przerwę na obiad. Polowa kuchnia znajdowała się na podwórku Szymona Kamińskiego. Jego syn Władysław wspomina, że Żydzi byli bardzo głodni. Ukradkiem wyjmowali długimi kijami surowe kartofle z piwnicy. Jeden z nich poszedł do znajomego gospodarza w Michałowie Górnym i zaproponował, żeby ten przechował jego złoto. Ustalili, że jeżeli Żyd przeżyje dostanie połowę złota, jeżeli nie, to wszystko będzie gospodarza i tak też się stało. Budowa linii wysokiego napięcia w Brankowie trwała ponad rok. Latem 1942 r. białobrzeskie getto zostało zlikwidowane, a Żydów wywieziono do obozu.

Podczas II wojny światowej wielu mieszkańców Brankowa walczyło z niemieckim okupantem. Z tej wsi pochodzi kpt. Stanisław Dąbrowski. Dla swoich żołnierzy oraz przyjaciół był wielkim autorytetem moralnym oraz wzorem do naśladowania. Stanisław Dąbrowski był zawodowym oficerem. Podczas kampanii wrześniowej dostał się do sowieckiej niewoli. Zachował się godnie, nie poszedł na współpracę z NKWD. Został bestialsko zamordowany w IV 1940 r. w Katyniu. Jego bratanek także Stanisław Dąbrowski wstąpił do Armii Krajowej. Był synem młynarza – właściciela drewnianego wiatraka w Brankowie. Ktoś na niego doniósł. Zginął w obozie w Buchenwaldzie. Jego młodszy brat – Zygmunt był także żołnierzem AK i działał w warszawskiej konspiracji. Latem 1944 r. u rodziców w Brankowie leczył rany po jednej z akcji podziemia. Ze stolicy przyjechała sąsiadka Dąbrowskich – p. Szczepaniak. W obecności Zygmunta opowiadała o napiętej atmosferze panującej w Warszawie. Radziła młodemu patriocie, aby tam nie wracał, ponieważ wkrótce wybuchnie powstanie. Zygmunt mimo niezabliźnionych ran opuścił dom rodzinny. Bronisław Dąbrowski podwiózł go bryczką do kolejki wąskotorowej  w  Jasieńcu. Ojciec wrócił do domu, a Zygmunt pojechał ciuchcią do Warszawy, denerwując się, że wszystko rozpocznie się bez niego. Gdyby posłuchał próśb ojca i pojechał następnego dnia, na pewno nie dotarłby do stolicy z powodu drobiazgowych kontroli Niemców. Rodzina w Brankowie długo po wojnie nie otrzymywała wiadomości o jego losach. Dopiero po latach dowiedziała się, że Zygmunt walczył, jako powstaniec na Saskiej Kępie, gdzie został rozstrzelany w czasie egzekucji. Inna z  wersji głosi, że  zastrzelono go w czasie akcji. Wiadomo tylko, że jego oddział dostał się do niewoli i że Zygmunt Dąbrowski poległ 13 IX 1944 r. w wieku 20 lat..

Pewnej nocy w 1943 r. Gestapo okrążyło w Brankowie jeden z budynków dworskich zwanych „dwunastokiem”. Niemcy zastrzelili – Józefa Kucharskiego. Syn służącego i kucharki hrabiego Rogera Morsztyna urodził się 15 VII 1915 r. w Brankowie. Uczęszczał do szkoły w Biejkowie. Był bardzo zdolnym uczniem i podobnie jak żołnierz AK Szymon Gajewski  zdobył wyższe wykształcenie na koszt gminy. Po ukończeniu szkoły Józef Kucharski pracował w Warszawie, jako nauczyciel i należał do jednej z nielegalnych organizacji.

Niestety, nie znamy szczegółów jego konspiracyjnej działalności. Józef Kucharski musiał opuścić Warszawę, ponieważ groziło mu aresztowanie. Przybył na wieś do matki. Józef zmuszony był się ukrywać w należących do brankowskich gospodarzy szopach z sianem za Pilicą. Pewnej nocy matka poprosiła przeziębionego syna, aby pozostał w domu. Około północy mieszkańców „dwunastoka” zbudziło głośne szczekanie psów i odgłos samochodu. Józef Kucharski zobaczył przez okno niemiecką ciężarówkę wjeżdżającą na dworskie podwórze. Zdążył krzyknąć do matki, że przyjechali po niego. Następnie pobiegł na strych, a następnie wszedłna dach. Zsunął się niżej i zobaczył z góry, że Niemcy otoczyli budynek i nie było szans na ucieczkę do pobliskiego lasu. Zszedł na dół i postanowił ukryć się w komórce. Niemcy z daleka zauważyli otwarte drzwi od pomieszczenia gospodarskiego i buty mężczyzny.  Bez trudu znaleźli ukrywającego się tam Józefa i go zastrzelili. Wcześniej Niemiec krzyknął: czy ty jesteś Józef Kucharski. Ten odparł, że tak. W kancelarii parafialnej we Wrociszewie zachował się jego akt zgonu, w którym podano lakoniczną informację. „Działo się to Wrociszewie 06.03.1943 r. o godzinie 10 rano. Stawili się: Zofia Kucharska matka zmarłego z Brankowa  lat 67 i Jan Kucharski, brat zmarłego ślusarz z Warszawy lat 39 mający i oświadczyli nam, iż dn. 3.03.br., o godzinie 7 rano zmarł w Brankowie Józef Kucharski, kawaler, nauczyciel, lat 27 mający, ur. w Brankowie, zamieszkały w Warszawie, syn zmarłego Andrzeja i Zofii z Sarniaków małżonków Kucharskich.

Zdjęcie – Żołnierz AK Stanisław Dąbrowski

Zdjęcie – Monika Morsztyn na koniu Łapanka

 

Ofensywa wojsk sowieckich w styczniu 1945 i wyzwolenie Brankowa.

W poł. 1944 r. stacjonujące w Brankowie wojska niemieckie przygotowywały się do obrony na linii Pilicy. Żołnierze Wermachtu byli zakwaterowani w prywatnych mieszkaniach oraz w dworku Morsztynów. W poł. VIII do Brankowa przybył z frontu wschodniego oddział niemieckich artylerzystów. Spali owinięci kocami uszytymi ze skrawków pociętych futer zagrabionych zabitym Żydom. Ludność Brankowa zmuszana była do budowania okopów oraz przeprawy przez Pilicę. Z każdego domu brano po jednej osobie, zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Okopy niemieckie tzw. „przeciwczołgowe” biegły wzdłuż Pilicy, od Michałowa przez Horbotkę do Brankowa, oraz przez ogrody Józefa Rogalskiego, Walentego Wrony, Stanisława Mirkowskiego, Antoniego Fruby aż do posesji Stanisława Gwardysa. Miały szerokość 6 m. Niemcy, aby lepiej obserwować okolicę umieścili za Pilicą specjalny balon. Wisiał nad rzeką tylko 2 dni. Został zestrzelony przez Rosjan. Ze wspomnień nieżyjącego już mieszkańca wsi Mieczysława Mirkowskiego wynika, że w wąwozie za Brankowem Niemcy ustawili baterię dział i rozciągnęli linie telefoniczne. Wybudowali również drewniany most na Pilicy. Użyli do tego narzędzi zabranych brankowskim gospodarzom. Kilku młodych chłopaków ze wsi, poszło zobaczyć, jak przebiega budowa mostu. Mieczysław Mirkowski zauważył wśród narzędzi siekierę własność swego ojca. Zabrał ją i zaczął uciekać. Jeden z Hitlerowców widząc uciekającego chłopaka wycelował w niego lufę pistoletu. Mieczysława uratował inny Niemiec, który nocował w ich domu. Odsunął on lufę karabinu, a sam wymierzył chłopakowi siarczysty policzek. Na pocz. IX 1944 r. do Brankowa przybył oddział niemieckich samochodów pancernych i zatrzymał się na podwórzu dworskim. Hitlerowcy wjechali pojazdami wojskowymi do sadu i przykryli je zielonymi płachtami, aby nie zbombardowały ich radzieckie samoloty. Niemieccy żołnierze z tego oddziału nosili czarne mundury, ale mówili po polsku ze śląskim akcentem.  Chwalili się tym, jak mordowali powstańców w Warszawie. 1 I 1945 r. w Nowy Rok Rosjanie przeprowadzili pierwszy atak katiuszy. Powtórzyli go 6 dni później. Cofające się wojska niemieckie przeprawiły się przez rzekę Pilicę i nakazali, aby miejscowa ludność rozebrała drewniany most. Chłopi z Brankowa dostali również rozkaz, aby furmankami przewozić niemieckich żołnierzy i broń daleko od wsi. Jednemu z brankowskich gospodarzy Stanisławowi Mirkowskiemu, cudem udało się uciec Niemcom wraz z koniem i furmanką. Zmęczone zwierzę zdechło po kilku dniach w stajni, a wóz nie nadawał się już do użytku. Nad ranem 7 I 1945 r. w Brankowie doszło do decydującej bitwy. Większość mieszkańców wsi schroniła się w piwnicach. Strzelanina, wybuchy granatów i świst kul trwały 2 godz. Potem pojawili się rosyjscy żołnierze. Część z nich biegała wśród chałup. Inni zaglądali do piwnic. Rosyjscy żołnierze pytali”Germańców niet”. Dopiero po południu mieszkańcy Brankowa mogli opuścić piwnice. Przez miejscowość przeszła tylko niewielka grupa radzieckich wojsk wyzwoleńczych. Front właściwie ominął wieś, która nie została zniszczona. Jedynie pałac w majątku Morsztynów został uszkodzony. Jego drewniana część wyglądała jak sito. Również zabudowania dworskie zostały zniszczone, a zwierzęta rozbiegły się na wszystkie strony. Nikt z Brankowa nie został wysiedlony ani żaden mieszkaniec nie zginął. Do niewielkiej strzelaniny doszło w pobliżu zabudowań dworskich. Niemcy ostrzeliwali również Rosjan z lasu w Biejkowie. Od jednego z tych pocisków spłonęła stodoła Władysława Kaczmarka. W pobliżu pałacu Morsztynów zginęło kilku Rosjan. Zabił ich młody niemiecki snajper, który ukrył się na dachu dworskiej kuźni. Prawie w każdej chałupie kwaterowali żołnierze rosyjscy. Wieczorem 7 I 1945 r. nadciągnęły tyły Armii Czerwonej. Radzieckie sanitariuszki przeszukiwały pokoje i zabierały żywność, ubrania, przybory toaletowe i bieliznę z brankowskiego dworu. W tym samym czasie jeden z radzieckich sołdatów umierał w jadalni.  Żołnierze rosyjscy powiesili na ścianie w pałacu  Morsztynów portret Józefa Stalina i przystroili go firankami zerwanymi z okien. To, co zostało przeznaczyli na onuce. Wkrótce potem brankowski dziedzic Roger Morsztyn wraz z rządcą Wacławem Waliszewskim zostali aresztowani przez Rosjan, ale wstawiennictwo mieszkańców Brankowa uratowało im życie. Trudne chwile po wkroczeniu sołdatów przeżywały kobiety, które przez kilka dni ukrywały się w piwnicach i na strychach. Córka brankowskiego dziedzica Monika Morsztyn wspomina, że były to najtrudniejsze dni w jej życiu. Wybiegła z domu mimo, że na dworze było 30 stopni mrozu. Morsztynówna ukryła się w starym, poniemieckim okopie. Obok którego przeszła grupka pijanych Sowietów. Światło ich latarki o kilka centymetrów minęło jej niepozorną kryjówkę. W 1945 r. w Brankowie od niewypałów zginęło trzech młodych mężczyzn. Jeden z nich był Bolesław Kluś syn kucharki w pałacu Morsztynów. Został pochowany 20 II 1945 r. na cmentarzu we Wrociszewie. Dwa dni wcześniej wraz z kolegą Matuszewskim próbował rozbroić pocisk, który eksplodował w ich rękach.  Po zakończeniu działań wojennych na łąkach nad Pilicą saperzy zebrali niewypały z okolic Brankowa. 29-letni mieszkaniec wsi – Wacław Wielogórski stracił życie, ponieważ rzucił kołkiem w stos min. Wybuch był tak wielki, że w oddalonych o 1 km. domach wyleciały z okien wszystkie szyby. W I 1945 r. do mieszkańców Brankowa dotarła bardzo miła wiadomość. Wkrótce drogą przez wieś miał przejść jakiś oddział Wojska Polskiego. Wszyscy mieszkańcy Brankowa, zrezygnowali ze swoich codziennych zajęć i zaciekawieni całymi rodzinami wybiegli na drogę. Na gościniec wyszedł również hrabia Roger Morsztyn wraz z żoną Krystyną i 25-letnią córką Moniką. Zd.. nr 8 Mieszkańcy Brankowa zaczęli wznosić okrzyki i machać rękami. Cieszyli się, że po 6 długich latach widzą naszych wojaków, ale wkrótce zamilkli. Długo oczekiwani żołnierze w polskich mundurach z dziwnymi orzełkami na czapkach szli powoli z opuszczonymi głowami i ze wzrokiem wbitym w ziemię. Żaden z nich nie rozmawiał ze zgromadzonymi przy drodze mieszkańcami Brankowa, nie uśmiechnął się i nie pomachał do nich ręką. Ludność naszej wsi przycichła i posmutniała. Dalszy przemarsz naszego wojska obserwowała w ciszy i w osłupieniu. W I 1945 r. władze komunistyczne poinformowały brankowskich dziedziców, że zostaną usunięci z pałacu, a ich ziemia zostanie podzielona między dworskich pracowników. Miejscowy dziedzic Roger Morsztyn wraz z rządcą Wacławem Waliszewskim zostali aresztowani. Dzięki pomocy miejscowych gospodarzy, nie zostali uwięzieni. Wszyscy we wsi pamiętali, jak w 1943 r. dziedzic wstawił się za nimi u „Landrata” w Grójcu i uratował od śmierci 10 brankowskich gospodarzy. Przez pewien czas Roger Morsztyn przebywał w swoim pałacu w areszcie domowym. Pilnujący go radziecki żołnierz opowiadał innym sołdatom, że największym jego marzeniem jest zastrzelenie prawdziwego polskiego dziedzica. Rogerowi Morsztyn i jego rodzinie dzięki pomocy służby udało się opuścić brankowski dwór. Z obawy o własne życie Morsztynowie zamieszkiwali od I do końca III 1945 r. w domu Marianny i Walentego Wronów. Brankowscy gospodarze mimo, że posiadali 7 dzieci oddali im jedną z 3 izb i dzielili się z nimi pożywieniem. Gdyby nie brankowscy gospodarze rodzina Morsztynów zostałaby zastrzelona albo umarłaby z głodu. Na początku III 1945 r. pojawił się w majątku w Brankowie urzędnik z gminy zwany komisarzem i przekazał jego właścicielowi Rogerowi Morsztyn nakaz jego opuszczenia w ciągu 3 dni. Morsztynowie zabrali z brankowskiego dworu tyle, ile zmieściło się w 3 workach. Żegnali ich z łzami w oczach miejscowi chłopi i pocieszali, że niedługo zmieni się władza i wrócą do swojego domu. Morsztynowie odjechali w nieznane nieistniejąca już dworska aleją.

Zdjęcie – Dworska aleja w Brankowie 2005 r.

 

Losy rodziny Morsztyn

Początkowo Morsztynowie, dawni właściciele majatku Branków, planowali osiedlić się w Warszawie, ale dowiedzieli się, że prawie wszystkie domy w stolicy zostały zniszczone.

Po wielu tygodniach tułaczki Morsztynowie dawni właściciele majątku Branków w powiecie grójeckim trafili do Szczecina na ulicę Podleśną. Zmuszeni byli wszystko zaczynać od nowa z dala od znajomych i krewnych Zamieszkali w jednym w mieszkań w opuszczonym, poniemieckim domu. Roger Morsztyn zatrudnił się w Szczecinie, jako inżynier. Nigdy nie zapomniał o Brankowie miejscu, gdzie spędził dzieciństwo oraz ostatnie lata przed wypędzeniem z ojcowizny. Po wojnie Roger Morsztyn wysyłał pisma do Komisariatu w Grójcu z prośbą o zwrot fortepianu i pozostałych mebli. Ale ich nie odzyskał. Utrzymywał również kontakt listowny z rodzinami uratowanych gospodarzy. Morsztynowie sprowadzili do Szczecina jedną z córek Walentego Wrony – Janinę. Roger Morsztyn załatwił jej mieszkanie oraz pracę. Ostatni przedwojenny właściciel majątku Branków Roger Morsztyn zmarł w 1950 r. Został pochowany na cmentarzu w Szczecinie. Jego żona Krystyna odeszła 13 IX 1972 r. Pochowano ją obok męża.

W Szczecinie na ulicy Podleśnej pozostała ich córka Monika, która wyszła za mąż za inżyniera Jerzego Dzięgielewskiego. Nie mieli dzieci. Monika pracowała, jako tłumaczka z języka angielskiego i francuskiego. W wolnych chwilach pomagała chorym na raka dzieciom w szczecińskim hospicjum. 27 VII 2016 r. zmarła po krótkiej chorobie przeżywszy 94lata.

Pani Monika Morsztyn została pochowana obok męża i rodziców na szczecińskim cmentarzu.

Zdjęcie – Nagrobek Morsztynów w szczecinie

 Autor – Grażyna Wachnik

Dworek na Długiejhttp://dworek.warka.pl/
Gminna Instytucja Kultury w Warce. Adres: ul. Długa 3, 05-660 Warka. Tel. +48 667 22 70. Stałe godziny pracy : Pn-Pt 8.oo-16.oo Dodatkowo w godzinach popołudniowych i w sobotę odbywają się zajęcia tematyczne z instruktorami.

NAJNOWSZE

NAJPOPULARNIEJSZE