Strona głównaInstytucjeDworek na DługiejHistoria naszej małej Ojczyzny... Oskardów, część wsi Nowe Biskupice

Historia naszej małej Ojczyzny… Oskardów, część wsi Nowe Biskupice

W związku z jubileuszem 700-lecia Warki przypadającym w roku 2021pragniemy przybliżyć obszar całej Gminy czyli licznych miejscowości z ich niezwykle bogatą historią oraz osiągnięciami. Chcemy również zaprezentować wybitne postacie, których działalność była nie tylko ważna dla naszych małych ojczyzn, ale także dla całego kraju. Również dla naszych lokalnych bohaterów ich miejsca urodzenia były obszarem doniosłych doświadczeń oraz osobistych przeżyć. Wieś w której mieszkamy to przestrzeń niewielka, ale dla nas to centrum świata. Miejsce, w którym się „obracamy” – nasze domy, pola, świetlice oraz kościoły. To przestrzeń stworzona naszym wielkim wysiłkiem. Decydują one o pozycji naszego regionu, ale również całego kraju. 700-lecie Warki traktujemy jako wspomnienie historii nie tylko miasta Warka, ale również całej Gminy.

Przysiółek Oskardów

Majątki ziemskie w przedwojennej gminie  Lechanice

Oskardów to niewielki przysiółek w gminie Warka będący częścią wsi Nowe Bskupice (Błogodarnoje). Prawie 100 lat temu w tej miejscowości znajdował się tętniący życiem majątek ziemski o powierzchni 136 mórg. Od wczesnej wiosny do późnej jesieni na dworskich polach uprawiono ziemię, a w majowe wieczory miejscowe panny przy kapliczce śpiewały wzruszające pieśni ku czci Matki Bożej. Właścicielem wsi Oskardów była znana i ceniona w całej okolicy – rodzina Sikorskich. Według rodzinnych opowieści pochodziła ona z Podlasia. Sikorscy z parafii Wrociszew to zubożała zaściankowa szlachta herbu Kopaszyna.

Zdjęcie – Herb rodziny Sikorskich Kościerza

Ich herbowa legenda sięga czasów króla Bolesława Śmiałego, kiedy to wojsko nieprzyjaciela przed bitwą, której nazwy niestety nie znamy, rozłożyło się między dwiema rzekami. Spostrzegłszy to polski rycerz o imieniu Kopaszyna nocą z innymi wojami uderzył na niespodziewających się tego ataku nieprzyjaciół. Najpierw jednak zabrał im wszystkie konie, a następnie wszystkich swoich wrogów uśmiercił. W nagrodę za bohaterstwo Bolesław Śmiały hojnie wyposażył dzielnego rycerza oraz nadał mu herb z dwiema rzekami oraz mieczem. Większość majątków w dawnej gminie Lechanice należało do Dal-Trozzów oraz spokrewnionych z nimi Brzezińskich. Miały łącznie powierzchnię ok. 4000 mórg. W zachowanych do dziś pałacach w Michałowie oraz Palczewie mieszkała jedna z najzamożniejszych w powiecie grójeckim rodzina Dal-Trozzów. Natomiast w Lechanicach miał swoją siedzibę jeden z najwybitniejszych działaczy ruchu narodowego wielki patriota – Kazimierz Antoni Brzeziński. Wychował się on jeszcze w starym dworze, w którym podobno byli przyjmowani na uroczystym obiedzie po wygranej Bitwie pod Warką żołnierze hetmana Stefana Czarneckiego. Częstym gościem w Lechanicach był także bohater Nocy Listopadowej – Piotr Wysocki. Majątki ziemskie w przedwojennej gminie Lechanice odgrywały ważną rolę w życiu okolicy. W nich skupiało się życie kulturalne każdej wsi. Odbywały się koncerty oraz odczyty. Występowali artyści scen warszawskich. W miejscowych majątkach ziemskich wprowadzano nowoczesne metody gospodarowania. W latach 30-stych na polach Dal-Trozzów pojawił się pierwszy w okolicy ciągnik. Dwory ziemiańskie w dawnej gminie Lechanice były ostoją Polskości oraz katolicyzmu. Ich przedwojenni właściciele zapisali piękną kartę w jej dziejach. Byli budowniczymi wrociszewskiego kościoła oraz miejscowej szkoły. W swoich majątkach organizowali tajne nauczanie. Miejscowi dziedzice uczestniczyli także w powstaniach narodowych. Przekazywali także ich uczestnikom podwody oraz żywność. Byli zsyłani na Syberię. Podczas okupacji Brzezińscy, Dal-Trozzowie oraz Sikorscy byli organizatorami i członkami miejscowych organizacji zbrojnych. Wpłacali także duże sumy pieniędzy na rzecz miejscowego AK. Wybitny patriota określany mózgiem miejscowej konspiracji – dziedzic Lechanic Kazimierz Brzeziński zajmował się ich zbiórką w całym powiecie grójeckim. Niewyobrażalne ryzyko podejmowała również rodzina Sikorskich. Broń i amunicja VI plutonu AK w Lechanicach przez całą okupację była przechowywana we Wrociszewie w gospodarstwie Ludwika Sikorskiego. Jego syn – Edward ps. Murat został mianowany jej magazynierem, a jego serdeczny przyjaciel Jan Petrykowski ps. „Graham” dowódcą sekcji łączności. Natomiast główny punkt kontaktowo-kolportażowy AK mieścił się w miejscowym sklepie spółdzielczym. Jego kierowniczką była żona Edwarda Sikorskiego – Józefa z Mazurkiewiczów ps. „Balbina”.

Zdjęcie – Żołnierze wrociszewkiego ZWZ-AK: Edward Sikorski ps. Murat oraz Józefa z Mazurkiewiczów ps. „Balbina” wraz z synkiem w swoim domu we Wrociszewie

Kiedy w 1946 r. rozpoczęły się w naszym kraju prześladowania AK wyjątkowo podle został potraktowany przez władze komunistyczne – Edward Sikorski ps. „Murat”. Podobnie, jak jego kolegom z miejscowego AK zarzucano m.in. współpracę z Niemcami. Edwarda Sikorskiego skazano na wieloletnie więzienie. Zwolniono go w 1956 r. Jednak jego pełna rehabilitacja nastąpiła dopiero  w latach 90. XX w. Z lechanicką Armią Krajową współpracował także wójt gminy Lechanice – Marian Sikorski. Załatwiał on podobnie, jak posiadacze miejscowych majątków ziemskich, żołnierzom AK podrobione dokumenty oraz zatrudniał ich w swoim urzędzie. W lechanickiej gminie niezwykle odpowiedzialną funkcję sekretarza sprawował żołnierz AK przedwojenny podoficer Wojska Polskiego – Kazimierz Duch. W urzędzie na Zawadach zatrudnione były również inne osoby związane z miejscową konspiracją m.in. p. Kilijański z Opożdżewa, Stanisław Osiadacz oraz Jan Michalski z Zastruża. Obecnie po przedwojennych właścicielach ziemskich w gminie Lechanice pozostały głównie wzniesione przez nich pałace oraz dwory, które bezpowrotnie zostały przez nich utracone zimą 1945 r. Jedynie po należącym do rodziny Sikorskich majątku ziemskim w Oskardowie nie pozostał żaden ślad.

Dzieje rodziny Sikorskich z Oskardowa

Jak już wcześniej wspomniałam ponad 150 lat temu w  miejscowości Oskardów położonej w sąsiedztwie dawnego majątku w Lechanicach posiadał swoją siedzibę zasłużony dla okolicy ród Sikorskich. Prawdopodobnie wywodził się on z miejscowości Biskupice. Po raz pierwszy został odnotowany w księgach parafii Wrociszew urodzony w 1774 r., a zmarły 15 czerwca 1836 r. w Biskupicach mąż Teresy Konotopskiej, pradziad ostatniego właściciela majątku Oskardów włościanin – Jędrzej Sikorski. 20 stycznia 1816 r. stawił się przed miejscowym wikariuszem ks. Filipem Pniewskim zastępcą Urzędu Stanu Cywilnego gminy Wrociszew powiatu czerskiego w Departamencie Warszawskim, aby ochrzcić swojego syna Pawła. Ten z kolei był ojcem urodzonego w 1841 r. także w Biskupicach – Leona. Natomiast jego mamą była Julianna z Pacholczaków. Według rodzinnych opowieści Leon Sikorski był uczestnikiem Powstania Styczniowego. Niestety zachowało się niewiele informacji na ten temat. Z rodzinnych przekazów wynika jednak, że prawdopodobnie podczas powstania styczniowego Leon Sikorski uratował życie Fryderykowi Brzezińskiemu ówczesnemu właścicielowi majątku Boglewice. Skądinąd wiadomo, że Brzezińscy bardzo angażowali się w walkę o niepodległość. W 1863 r. w boglewickim lesie istniał punkt werbunkowy do miejscowego oddziału powstańczego. W II poł. XIX w. synowie Leona Sikorskiego – Jan oraz Ludwik stali się  posiadaczami pokaźnych majątków. Czyżby boglewicki dziedzic Fryderyk Brzeziński w ten sposób odwdzięczył się ich ojcu Leonowi za uratowanie życia? Ludwik Sikorski został właścicielem 44 hektarowego gospodarstwa – folwarku Wrociszew. Natomiast do urodzonego w styczniu 1863 r. w Palczewie jego brata – Jana Sikorskiego należał folwark Oskardów. Po pewnym czasie stał się on także posiadaczem majątku Korczówek, który nabył w 1904 r. od nowego właściciela Boglewic – Edwarda Bergsona. Natomiast w II połowie lat 20. XX w. Jan Sikorski syn Leona zbudował w Warce przy ulicy Niemojewskiej murowany, dwupiętrowy młyn, z przeznaczeniem dla zrodzonego z Katarzyny z Kozerskich syna –  Antoniego Hygina. Jak wynika z aktu wrociszewskiej parafii z 2 stycznia 1900 r., urodził się on w majątku Oskardów. Antoni Hygin został ochrzczony w miejscowej świątyni. Świadkami tej uroczystości byli pracownicy majątku w Oskardowie – Michał Galbor oraz Jan Giedyk. Natomiast chrzestnymi Antoniego Hygina byli: Wawrzyniec Janusik i Elżbieta Sikorska. W latach 30. XX w. do Antoniego Hygina Sikorskiego należał majątek w Oskardowie, folwark Karczówek o powierzchni 100 mórg, drewniany dom w Warce oraz murowany, dwupiętrowy młyn.

Zdjęcie – Właściciel Oskardowa w latach 20. XX w. – Antoni Hygin Sikorski (1900-1936)

Majątek Sikorskich w Oskardowie oraz młyn w Warce

Majątek w Oskardowie miał powierzchnię 4 włók czyli 68 hektarów ziemi uprawnej. Na początku lat 20. XX w. jego właściciel – Antoni Hygin Sikorski wraz z rodziną mieszkał w niedużym, drewnianym dworku. W majątku w Oskardowie znajdowały się także czworaki czyli wzniesione z czerwonej cegły murowane domy dla służby.

Zdjęcie – Zabudowania dworskie w majątku Oskardów – resztki spichlerza oraz tzw. cielętnik. Koniec lat 90. XX wieku

W dobrze prosperującym miejscowym majątku mieściła się także wozownia, obora dla krów, budynek z parnikiem i paszą dla świń, oraz chlewnia. W Oskardowie w dworskim podwórzu znajdowały się także 2 duże piwnice oraz pomieszczenie na zmłócone zboże. Przed miejscowym, dworskim spichlerzem stała kamienno-ceglana stajnia dla koni z kamiennym murem od strony pola, a za nim tzw. cielętnik. Dalej znajdowały się 4 duże stodoły. Jedna z nich była murowana i pokryta blachą. Natomiast pozostałe były zbudowane z drewna. W majątku w Oskardowie znajdował się także drewniany młyn. Jak wynika z relacji p. Roberta Sikorskiego syna ostatniego właściciela majątku Oskardów – Zygmunta Jana Sikorskiego folwark posiadał także elektrownię wiatrową oraz akumulatory. Te urządzenia w przypadku braku wiatru dostarczały prąd do domu oraz innych dworskich zabudowań. W 1936 r. po śmierci Antoniego Hygina folwark Oskardów oraz młyn w Warce przypadł w spadku jego jedynemu synowi Zygmuntowi Janowi (1935-2015). Do czasu osiągnięcia przez niego 18 lat majątek w Oskardowie prowadziła jego mama – Zofia Sikorska. Pomagał jej w gospodarstwie, młodszy brat jej zmarłego męża wójt przedwojennej gminy Lechanice – Marian Sikorski (1906-1967). Natomiast młynem w Warce zarządzał najmłodszy brat Antoniego Hygina – absolwent Wyższej Szkoły Handlowej w Warszawie – Jan Sikorski (1908-1941). Prowadził go wraz ze swoim szwagrem Konstantym Sobolewskim – mężem Marianny Sikorskiej. W 1937 r. została założona księga wieczysta dla działki oraz budynków na niej się znajdujących i nastąpił ich podział na cztery części. Jedna z nich przypadła Zygmuntowi Janowi. Pozostałe części dostali bracia Antoniego – Władysław i Jan Sikorscy oraz Marianna i Konstanty Sobolewscy. Mimo ogromnego zniszczenia Warki w czasie walk na przyczółku warecko-magnuszewskim młyn ocalał. Natomiast częściowemu uszkodzeniu uległ parterowy, murowany dom oraz budynek kaszarni. W 1944 r. Niemcy zrabowali z będącego własnością Sikorskich młyna w Warce większość urządzeń i wywieźli je do Rzeszy. Sikorscy nie mogli przewidzieć, że czasy powojenne przyniosą im jeszcze większe straty i prześladowania oraz utratę dorobku całego życia.

Opuszczenie majątku Oskardów przez rodzinę Sikorskich

Rodzina Sikorskich utraciła swój rodzinny majątek w Oskardowie w ciągu 2 godzin. Jego  historię, dzieje miejscowego rodu oraz przebieg zdarzeń, które rozegrały się na dworskim podwórzu pewnego popołudnia w 1946 r. opisał po latach jego właściciel Zygmunt Jan Sikorski.

Zdjęcie – Ostatni właściciel Oskardowa Zygmunt Jan Sikorski (1935-2015)

Świadek tych dramatycznych zdarzeń miał wtedy niespełna 11 lat, ale przedstawił je bardzo szczegółowo. Jak wynika z relacji Zygmunta Jana Sikorskiego pewnego dnia w 1946 r. w znajdującym się trochę na uboczu majątku Oskardów niespodziewanie pojawili się dwaj nieznajomi mężczyźni. Przyjechali oni zniszczonym, wojskowym gazikiem z mówiącym po rosyjsku kierowcą. Jeden z przybyłych mężczyzn był ubrany w długi, czarny, oraz skórzany płaszcz. Był on, jak się później okazało, funkcjonariuszem Milicji Obywatelskiej. Na rękawie posiadał on biało-czerwoną opaskę, a na ramieniu zawieszoną rosyjską pepeszę. Jego zachowanie, jak zanotował Zygmunt Jan Sikorski w swoich wspomnieniach, było aroganckie i wrogie oraz wskazywało, że funkcjonariusz państwowy na służbie był pod wpływem alkoholu. Kiedy milicjant podszedł do jego mamy – Zofii Sikorskiej również ona poczuła od niego woń spirytusu. Natomiast drugi z przyjezdnych mężczyzn  ubrany był w cywilne ubranie. Przedstawił się, jako urzędnik ze starostwa powiatowego w Grójcu. Zaraz potem komunista w sposób stanowczy i rygorystyczny zażądał od wdowy po Antonim Hynginie Sikorskim wydania dokumentów dotyczących własności majątku Oskardów. Zakazał także Sikorskim bez jego zgody opuszczania dworskiego podwórza. Po  otrzymaniu posiadanych przez Zofię Sikorską aktów notarialnych oraz ich przejrzeniu komunistyczny urzędnik oświadczył, że na mocy przepisów o reformie rolnej majątek Oskardów podlega parcelacji.  Kiedy Zofia Sikorska zapytała – jakim prawem?  Urzędnik wyjął z zza pazuchy dekret PKWN i przedstawił jego treść właścicielce folwarku w Oskardowie. Z dokumentu wynikało, że wszystkie majątki ziemskie o powierzchni przekraczającej 50 ha zostały przejęte bez odszkodowania na rzecz skarbu państwa, a  dotychczasowi ich właściciele zostaną usunięci ze swoich domów. Nie pomogły protesty Zofii Sikorskiej i argumenty, że dekret PKWN jest niezgodny z obowiązującą jeszcze wówczas konstytucją kwietniową z 1935 r. Stanowiła ona bowiem: „że pozbawienie własności może nastąpić jedynie na cele publiczne i to za odpowiednim odszkodowaniem”. Jednak komunistyczny urzędnik stwierdził, że konstytucja kwietniowa już nie obowiązuje, a  decyzja w sprawie nacjonalizacji Oskardowa jest zgodna z prawem i nie podlega dyskusji.  Następnie komunista nakazał Zofii Sikorskiej, aby zawołała kilku sąsiadów, którzy byliby chętni przejąć jej ziemię. Jednak wszyscy przybyli pracownicy dworscy stwierdzili, że nie chcą pańskiej ziemi i bardzo szybko powrócili do swoich mieszkań w jednym z miejscowych czworaków. Wówczas urzędnik ze starostwa wpadł w szał i rozkazał, aby Zofia Sikorska wraz z rodziną w ciągu 2 godzin wyniosła się z majątku w Oskardowie. W tej sytuacji nie było innego wyjścia. Z obawy o własne życie oraz najbliższych Zofia Sikorska postanowiła, że jak najszybciej opuści Oskardów i uda się do swoich rodziców w Dużej Zbroszy.

Zdjęcie – Zofia Sikorska wraz z mężem Marianem i wnuczką. 1965 r. Duża Zbrosza

Pracownik, który przed wojną był u Sikorskich woźnicą otrzymał od urzędnika ze starostwa  polecenie wywiezienia ich poza granice powiatu grójeckiego. Ostrzegł on również Sikorską, że za złamanie tego przepisu spotka ją bardzo surowa kara. Sikorskim bardzo trudno było  zmieścić na wozie cały swój dobytek oraz 6-osobową rodzinę. Zabrali oni na furmankę tylko pościel oraz ubrania. Pozostawili wszystkie meble, zastawy stołowe oraz inne cenne sprzęty. Zresztą i tak nie zmieściły by się one na jedną furmankę. W tej sytuacji Zofia Sikorska poprosiła o drugiego konia, ponieważ czekała ich długa droga. Jednak nie uzyskała na to pozwolenia. Ostatecznie Sikorscy otrzymali do swojej dyspozycji jedynie wóz zaprzężony w jednego konia i to tylko na kilka godzin, a po ich upływie miał on być zwrócony do Oskardowa. Zofia Sikorska poprosiła urzędnika, aby pozwolił jej iść do sąsiada, który miał ich odwieźć do nowego miejsca zamieszkania. Urzędnik zakazał jej opuszczania podwórza. Jednak po chwili zastanowienia wyraził zgodę, aby pojechał rowerem do sąsiada jej 11-letni syn Zygmunt.

Zdjęcie – Marian Sikorski wraz wnuczką na polu w Dużej Zbroszy. Lata 60-te XX w.

Chłopiec przekazał prośbę mamy młodemu woźnicy o imieniu Piotr, który wyraził gotowość zawiezienia właścicieli majątku Oskardów do ich nowego miejsca zamieszkania. Jednak obawiając się nieprzewidzianych i przykrych konsekwencji swojego czynu poprosił na świadka sąsiada, który podobnie jak on był pracownikiem miejscowego folwarku. Po wywiezieniu Sikorskich do ich rodziny w Zbroszy Dużej dworski woźnica Piotr jeszcze tego samego dnia powrócił do Oskardowa.

Majątek w Oskardowie po 1946 r.

W swoim folwarku w Oskardowie Sikorscy pozostawili nie tylko dworskie zabudowania, ale również cały żywy inwentarz. W momencie opuszczenia przez nich rodzinnego majątku w  stajni w Oskardowie pozostało 8 par roboczych koni, 9 źrebiąt w wieku od roku do 2 lat oraz ogier zarodowy. Natomiast w dworskiej oborze znajdowało się 54 krowy, 12 młodych jałówek oraz stadnik. Niestety cały inwentarz został zmarnowany. Podobno krowę z majątku Oskardów w 1946 r. można było kupić nawet za kilka butelek bimbru. Rozdano za bezcen również konie oraz kilka stert zboża. Podobno po wyjeździe Sikorskich prawie nieprzerwanie w majątku w Oskardowie odbywały się libacje alkoholowe. Prawdopodobnie tego typu imprezy trwały do momentu wyczerpania się żywego inwentarza. Wkrótce potem komunistyczni urzędnicy dokonali parcelacji miejscowego majątku. Sikorscy po wojnie utrzymywali kontakty ze niektórymi swoimi pracownikami oraz przyjaciółmi z Oskardowa. Jednym z nich był młody chłopak o imieniu Piotr. Sikorscy zdawali sobie sprawę, że majątek w Oskardowie utracili bezpowrotnie. Pragnęli jednak, żeby na ich ojcowiźnie gospodarzyli ludzie, których cenili i darzyli szacunkiem. Namawiali także swojego, dawnego woźnicę o imieniu Piotr, aby zgłosił się i otrzymał ziemię z reformy rolnej. Tak też  się stało. Dawny dworski woźnica o imieniu Piotr stał się właścicielem 5-hektarowego gospodarstwa. Wkrótce potem się ożenił i założył rodzinę. Obecnie gospodarzą na nim jego spadkobiercy.

Losy rodziny Sikorskich

Dawni właściciele Oskardowa Zofii Sikorskiej wraz z synem Zygmuntem Janem po opuszczeniu swojej ojcowizny zamieszkali u państwa Opałków na kolonii w miejscowości Zbrosza Duża. Byli to jej rodzice. Po pewnym czasie Sikorscy przejęli także miejscowe gospodarstwo. Miało ono powierzchnię 14 hektarów. Sikorscy zamieszkali w Zbroszy Dużej w dwupokojowym domu z urokliwym gankiem, który i  przypominał ich dawny dworek w Oskardowie. Marian Sikorski, który po likwidacji gminy Lechanice został bez pracy zajął się uprawą nowo nabytych gruntów rolnych. Pomagała mu żona Zofia Sikorska oraz bratanek Zygmunt Jan. Bardzo trudno było rodzinie Sikorskich odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Po II wojnie światowej nie tylko została pozbawiona majątku. W nowym miejscu zamieszkania w Zbroszy Dużej była także nieustannie prześladowana przez Służbę Bezpieczeństwa. W czasach stalinowskich pracownicy UB byli częstymi gośćmi w ich domu. Pewnego razu w Dużej Zbroszy, niespodziewanie pojawiło się dwóch, nieznajomych osobników. Przyjechali, aby aresztować Mariana Sikorskiego. Na szczęście mężczyzna przebywał poza domem i to go uratowało. Marian Sikorski od tego czasu był zmuszony się ukrywać. Od tej pory rzadko bywał w domu. Najczęściej nocował u znajomych albo u dalszej rodziny. Jednak funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa nie rezygnowali z jego zatrzymania. Przez dłuższy czas o różnych porach dnia i nocy pojawiali się w Dużej Zbroszy. W 1967 r. po śmierci Mariana Sikorskiego który spoczął na wrociszewskim cmentarzu miejscowe gospodarstwo podupadło. Jego córki wyprowadziły się do Warszawy. Ostatecznie Zofia Sikorska postanowiła sprzedać gospodarstwo w Dużej Zbroszy. Zamieściła ogłoszenie w bardzo poczytnej gazecie ,,Gromada Rolnik Polski”. Po kilku miesiącach do Zofii Sikorskiej zgłosił się mieszkaniec wsi Stołczno k. Człuchowa – Tadeusz Wachnik, który pragnął zakupić jej ziemię i wraz z rodziną powrócić w rodzinne strony. Tak też się stało. W 1968 roku Tadeusz Wachnik nabył gospodarstwo od Zofii Sikorskiej położone w Zbroszy Dużej. Ona  zamieszkała u córki w Warszawie. Ostatni właściciel majątku Oskardów Zygmunt Jan Sikorski zmarł w 2015 r. Natomiast młyn w Warce, po II wojnie światowej w dalszym ciągu pozostał w rękach rodziny Sikorskich. Jednak budynkiem i placem zarządzały ówczesne, socjalistyczne przedsiębiorstwa. Sikorscy nie mieli w jego sprawie nic do powiedzenia. W 1974 roku, wybuchł w budynku wareckiego młyna pożar. Zniszczeniu uległ jego strop oraz dach. Po pożarze pozostały tylko potężne mury. Po tym zdarzeniu pozostałości młyna zostały zwrócone ich prawowitym właścicielom rodzinie Sikorskich, która w 1987 r. plac i budynek sprzedała Franciszkowi Kozłowskiemu. Natomiast w należącym do Sikorskich dawnym majątku w Oskardowie nic nie pozostało. Nie ma już żadnego budynku, niezwykłej kapliczki Matki Boskiej, ani parkowych, dorodnych lip, topoli oraz kasztanowców.

Zdjęcie – Nieistniejący już dworek w majątku Oskardów – koniec lat 90-tych XX w.

Autor opracowania: Grażyna Wachnik

Dworek na Długiejhttp://dworek.warka.pl/
Gminna Instytucja Kultury w Warce. Adres: ul. Długa 3, 05-660 Warka. Tel. +48 667 22 70. Stałe godziny pracy : Pn-Pt 8.oo-16.oo Dodatkowo w godzinach popołudniowych i w sobotę odbywają się zajęcia tematyczne z instruktorami.

NAJNOWSZE

NAJPOPULARNIEJSZE