Zawsze chciałam być najlepsza… Niedościgniona Marta Mikołajczyk

Zawsze chciałam być najlepsza… Niedościgniona Marta Mikołajczyk

105 przebiegniętych maratonów w swoim życiu i wcale nie mówi, że to koniec. Do tej pory nie doczekała się jeszcze swej godnej następczyni na wareckiej ziemi. Od 1976 r. maratony wbijały się w Jej życie coraz mocniej, aż w końcu stały się jego treścią i pasją. Zaczynała w dobie, gdy izotonik czy żel energetyczny oraz markowe specjalistyczne buty biegowe to w Polsce towar nieznany. Wystarczyła i – dotąd wystarcza – bułka z dżemem na śniadanie popijana herbatą, aby za chwilę przebiec w oszałamiającym tempie – dystans 42,195 km! Co ważne, wciąż jeszcze, w czasach, gdy na wszystko zażywamy jakiś specyfik- odżywia się całkiem zwyczajnie; dużo ryżu, polskie warzywa, owoc, makaron, serek wiejski, a na deser galaretka. Do przebiegnięcia długiego dystansu wcale nie potrzeba Jej „tony” sztucznych wspomagaczy i napojów. Korzysta skromnie tylko z tego, co uda się uchwycić na trasie- kawałek banana, trochę wody- i dalej, by nie tracić cennego czasu!

Z tradycją  Maratonu Warszawskiego PZU związana na stałe od 1994 i od tego czasu nie opuściła go ani razu, pomijając tegoroczną, straszliwie okrojoną jego edycję (Covid). Rocznie przebiega  łącznie ok. 4- 5 takich dystansów.

Marta Mikołajczyk – obecnie 72-letnia biegaczka, niegdyś czołowa reprezentantka naszej polskiej Kadry Narodowej i wraz z Ireną Szewińską, najbardziej aktywna sportsmenka klubu Polonia Warszawa. Jest wśród nas, biega i wciąż zaskakuje, osiągając ciągle niebywałe wyniki na zawodach krajowych- w swojej kategorii wiekowej. Podczas, gdy wiele zawodniczek w tak szacownym wieku już od dawna odpoczywa na zasłużonej„ sportowej” emeryturze, Ona nigdy z bieganiem się nie rozstaje. Twierdzi, że jest to wprost niemożliwe. Co dzień możemy Ją spotkać, wiernie podążającą wartkim tempem- ulicą Mostową poprzez lasy w stronę Grabowa, a po godzinie tak samo żywo powracającą ze swej niezmordowanej biegowej eskapady- po moście, pod górę, w kierunku centrum Warki i domu …Łącznie około 13-14 km dziennie.

Czy umiemy docenić Jej bliską obecność? Czego jeszcze możemy się dziś od Niej nauczyć? Jak zachować tak bogatą historię o Niej dla pokoleń, na długi nieprzerwany czas?

Jeszcze dwa lata temu na Mistrzostwach Świata w Półmaratonie w Toruniu zdobyła złoty medal wśród kobiet w swojej kategorii wiekowej, z czasem 1:38!!! A Jej najlepszy wynik życiowy na dystansie  21,175 km – to 1 godzina i 20 minut! Ukończywszy 60 rok życia pobiegła jeden z najbardziej prestiżowych maratonów świata- w Paryżu, osiągając czas, którego pozazdrościć Jej może niejedna dwudziestolatka – 3 godziny 20 minut! Dwa razy zdobyła srebrny medal w swojej kategorii wiekowej na najbardziej spektakularnym biegu świata- maratonie w Berlinie! Jej rekordem życiowym, jeśli chodzi o „królewski dystans” był czas osiągnięty na Maratonie Warszawskim w 1997 r. – 3,08 i zajęcie III miejsca w klasyfikacji generalnej kobiet. Pani Marta miała wtedy 49 lat, a zdumiewającą ciekawostką jest fakt, że pobiegła ten maraton po całej nieprzespanej nocy- spędzonej w pracy na kolei. Z wielkim sentymentem wspomina rok 2000 – i maraton w Rzymie. Wraz z kilkoma wareckimi biegaczami uczestniczyła w  najbardziej klimatycznym i wzniosłym  przedsięwzięciu sportowym- kiedy to o godzinie 12 w południe, podczas największego upału- nasz polski papież Jan Paweł II na Placu św. Piotra osobiście pozdrawiał maratończyków gestem błogosławieństwa – i znakiem krzyża otwierał przed nimi tę daleką, pełną trudów drogę…

Urodziła się i wychowywała w Warce, w rodzinie bez żadnych sportowych tradycji. Wspominając te wczesne  lata edukacji, z całą pewnością stwierdza, że sport stanowił od zawsze treść Jej życia. Uwielbiała zajęcia w-fu, prowadzone wtedy przez Człowieka – Legendę naszego wareckiego sportu – Pana Stanisława Kowalskiego. To On odkrył w niespełna 10-letniej wtedy dziewczynce ogromny potencjał fizyczny i umiał wytoczyć Jej odpowiednie tory. On też organizował Marcie pierwsze biegowe i siłowe treningi. „Zawsze byłam najlepsza”- wspomina z dumą swoje pierwsze sportowe osiągnięcia na szczeblu lokalnym. I te niesamowite ambicje, determinacja i siła przebicia najtrudniejszych przeszkód- pozostały Jej do dzisiaj. Gdziekolwiek biegnie, z jakimkolwiek zmaga się dystansem- na zawodach daje z siebie wszystko. „Choćbym miała paść trupem, nie odpuszczę”- mówi o swojej zapalczywości i sile walki do ostatniej kropli krwi… Odwaga ponoszenia najcięższych konsekwencji fizycznych i ryzykowania nawet życiem – to chyba największy Jej wyróżnik jako biegaczki.

Początkowo były to krótkie dystanse – 100 i 200 m. Sumiennie wypracowane podstawy  sportowe w Warce szybko zaowocowały. Kończąc Technikum Ekonomiczne, dostała się do klubu Polonia Warszawa. Tam zaczęły się solidne treningi wyższego szczebla, obozy  sportowe, o których mówi Pani Marta z wielkim sentymentem, biegi i treningi siłowe dwa razy dziennie, czasem tak wyczerpujące, że niektóre zawodniczki reagowały torsjami i zasłabnięciem. To trzeba było kochać, inaczej szybko o zniechęcenie i utratę witalnych sił. Tylko niezachwiana wiara w rychły pozytywny efekt tak morderczych poczynań- mogła zdziałać cuda. I pojawił się rok 1969 – zwieńczenie tych wypracowywanych przez lata sukcesów- najszacowniejszym chyba awansem- dostaniem się do Kadry Narodowej Polski i moc najsilniejszych sportowych emocji przez 5 lat. 1975 – pierwsze niesamowite osiągnięcie – brązowy medal w sztafecie 4 razy 400 m na zawodach lekkoatletycznych w Rotterdamie! A rekord Marty na dystansie 100 m to czas 11:08. Niestety, po euforii licznych zwycięstw i walce o utrzymanie tak wysokich w światowej skali wyników, nadszedł też czas  przymusowego odpoczynku. Kontuzja mięśnia czworogłowego spowodowała półroczną przerwę w bieganiu i zerwanie współpracy z Klubem Polonią. Pani Marta mentalnie nie pożegnała się jednak nigdy ze swoją pasją i gdy tylko udało Jej się zregenerować, ostro wzięła się znów do pracy, tym razem sięgając po dłuższe dystanse. I tak w czasie 17, 30 udaje Jej się osiągnąć doskonałość w biegu na 5 km (I miejsce open kobiet w „Biegu Konstytucji 3 Maja” w Warszawie), a w 36:08 jest w stanie pokonać 10 km – czterokrotna wygrana w Grand Prix Warszawy!

Zawodów, w jakich Marta Mikołajczyk brała udział i żniwa Jej nieustannych zmagań nie da się tutaj wymienić, a miejsc zajmowanych na podium- naprawdę niezliczona ilość. Od niepamiętnych dla młodego pokolenia biegaczy lat – jest czynną propagatorką sportu na naszej wareckiej ziemi, uczestnicząc prawie we wszystkich organizowanych tutaj biegowych imprezach. Szkoda, że młodzi nie zdają sobie sprawy z ogromu sportowych doświadczeń, jakie dźwiga na swoich barkach i zapominają albo po prostu nie poznali całości fenomenu Jej żywej i wyjątkowo powołanej właśnie do tego osobowości. Natura, która na pewno nie może się mylić- w parze z niepowetowaną wolą walki o życie w zgodzie z własnymi wrodzonymi predyspozycjami, mimo przeszkód, jakie stawia człowiecza niedoskonała jednak cielesność i upływający niepowstrzymanie czas… Za życia stała się legendą, z której koniecznie trzeba czerpać, a oczywistą powinnością- jest ją rozpowszechniać.

Z rozrzewnieniem i dumą zarazem wspominam niedawny jeszcze (styczeń 2020) Bieg Chomiczówki w Warszawie, kiedy miałam zaszczyt biec 15- kilometrowy dystans niemal bez przerwy „ u boku” Pani Marty. Ja, 40- letnia, początkująca dopiero zawodniczka i Ona- biegająca, 72- letnia „ chorągiew”! Obie wbiegłyśmy na metę prawie jednocześnie, osiągając czas 1,13. Nie, nie było mi wstyd, że ja jako czterdziestolatka osiągam  wynik siedemdziesięciolatki. Bo to nie jest czas zwykły dla siedemdziesięciolatki, ale naprawdę doskonały rezultat ! Dla mnie jako amatorki, która mogła wziąć udział w tak prestiżowych zawodach z tak niebywałą osobowością i niedoścignioną biegaczką, jaką wciąż jest Marta Mikołajczyk- to był naprawdę sukces.  Ona- oczywiste I miejsce na podium w swojej kategorii. Ja- rozanielona niesamowitą świadomością, że właśnie osobiście zetknęłam się z prawdziwym fenomenem biegowym i jakże pełna wiary, że jednak pasja i autentyczne zamiłowanie do sportu- to już co najmniej połowa pokonanej drogi na szczyt!

Dwa miesiące później – kolejne wspólne doświadczenie – Półmaraton Wiązowski. Mi nie poszło, kolka na ostatnich trzech kilometrach (czas 1:48), Ona niezłomna, cicha i skoncentrowana – z czasem 1:45 znowu stanęła na podium, zajmując I miejsce w swojej kategorii.

Marta wciąż osiąga wyniki, o których pomarzyć mogą jej córki czy nawet wnuczki! Ciągle zespolona codziennością z ruchem na świeżym powietrzu i gimnastyką. Dzień w dzień, czy to plucha, czy śnieg i wiatr albo przerażający upał – przemierzająca wareckie ulice, łąki i lasy. Nie choruje wcale i nie szpikuje się żadnymi lekami ani suplementami diety czy wyszukanymi kompleksami witamin…

Nieprzerwanie, ze swym sportowym zegarkiem odmierzającym ilość minut na kilometr. Szczuplutka, w tej samej różowej bluzie i cieniutkiej czapeczce, z nogami jak patyczki, wyprostowana, z głową skupioną na wymykającej się spod butów ziemi…

 

 „Przecież ja aż w nieba łonie trwam,

Gdy ono duszę mą porywa

Jak piramidę!

 

Przecież i ja ziemi tyle mam,

Ile jej stopa ma pokrywa,

Dopokąd idę!…”        ( K. C. Norwid)

 

Gratulujemy, śledzimy i niecierpliwie czekamy- na dalsze wspólne biegowe ścieżki, zdjęcia i trofea!

A „po cichu” dodam, że już od kilku miesięcy Pani Marta widnieje na liście startowej Maratonu Cracovia, który miał się odbyć w październiku. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. I Ona znowu nie da za wygraną!

Agnieszka Rudnicka

Udostępnij:
← Wirus nie odpuszcza – seniorzy działają online! Zakończyłeś spis rolny? Zapytaj o to innych →

Dodaj komentarz